Świąteczny boczek pieczony

Wpis reklamowyRozpoczął się Adwent, czyli czas, gdy czekamy na Boże Narodzenie. Prawdę mówiąc, ten rok jest tak dziwny, że trudno mi myśleć o nadchodzących świętach. Pomyślałem więc, że trzeba jakoś o to zadbać. A że święta to jedzenie, uznałem, że obmyślę potrawy na tegoroczne świętowanie.

Zacząłem od tego, co w ogóle bardzo lubię robić, czyli od przeglądania przepisów, by poszukać inspiracji. Miejscem, które bardzo lubię odwiedzać, są Przepisy.pl. Lubię dostępne tam przy każdej potrawie listy zakupowe, wskazanie, ile czasu zajmuje przygotowanie potrawy, poziomu jej trudności i to, czego w wielu innych serwisach bardzo mi brakuje, czyli – dla ilu osób jest dany przepis.

Od dawna lubię robić domowe wędliny, ale do tej pory przygotowywałem je wyłącznie w szynkowarze. Tym razem postanowiłem pójść inną drogą i przyrządzić wędlinę, którą po prostu uwielbiam. Musi znaleźć się na świątecznym (oczywiście nie na wigilijnym, bo tu jestem tradycjonalistą i mięsnych potraw nie uznaję) stole. Chodzi o boczek pieczony. Dobry boczek to po prostu rarytas. Napisałbym nawet, że cymes, ale chyba do boczku to określenie z jidysz średnio pasuje.

Święta dobrze przygotowywać z dziećmi. W ogóle dobrze gotować z dziećmi. Nasi chłopcy lubią pomagać, aczkolwiek to Benio najchętniej angażuje się w działania kuchenne. Widać, że przygotowywanie potraw sprawia mu frajdę. Kto wie? Może kiedyś zostanie szefem kuchni? Gotowanie z nim jest też frajdą dla dorosłego, a przy tym świetną okazją, by porozmawiać i spędzić razem czas.

No, ale przejdźmy już do samego boczku. Jego przygotowanie to dwa etapy.

Zaczynamy od przypraw. W oryginalnym przepisie były inne, ale ja lubię robić wszystko po swojemu, więc w zasadzie ten przepis jest całkowicie autorski.

Składniki:

  • 1,2 kg boczku surowego
  • 3 ząbki czosnku
  • czosnek suszony
  • cząber
  • majeranek
  • pieprz czarny
  • sól
  • liście laurowe
  • olej
  • ocet jabłkowy

Przygotowanie

Boczek natarliśmy porządnie solą i suszonym czosnkiem. Potem wymieszaliśmy majeranek, cząber i pieprz i natarliśmy ze wszystkich stron mięso tak przygotowaną mieszankę.

Na dno żaroodpornego naczynia nalaliśmy odrobinę oleju, wsadziliśmy boczek do środka. Polaliśmy od góry, ale oszczędnie, octem jabłkowym. Ułożyliśmy liście laurowe i wyciśnięty przez praskę czosnek.

Tak doprawione mięso w naczyniu trafiło na noc do lodówki. I to był koniec pierwszego etapu naszych prac.

Pieczenie

Następnego dnia rano wyciągnęliśmy mięso z lodówki i odstawiliśmy na około 30 minut, by wróciło do temperatury pokojowej. Cóż, ze względu na obecność doga niemieckiego, który otwiera wszystkie drzwi i pożera wszystko, co napotka na swojej drodze, odstawiliśmy najwyżej, jak tylko się dało.

Nagrzaliśmy piekarnik do temperatury 200ºC i wstawiliśmy mięso w naczyniu na 30 minut.

Dalej ze względów bezpieczeństwa działałem już sam. Po tych 30 minutach wyciągnąłem na chwilę naczynie z piekarnika i okryłem je od góry folią aluminiową. Wstawiłem z powrotem, zmniejszając temperaturę do 180ºC i piekłem tak przez kolejną godzinę.

Finał

Upieczone mięso wystudziłem. Pogoda sprawia, że dla oszczędności czasu mogłem po prostu wystawić naczynie na parapet za oknem. Gdy mięso wystygło, wstawiłem je na noc do lodówki. Podobno taki zabieg sprawia, że potem łatwiej jest kroić je w cienkie plastry. Prawdę rzekłszy – nie zauważyłem takiego efektu. Może dlatego, że wolę grube kawałki?

Próba przedświąteczna, bo tak traktowałem tę przygodę, wyszła wyśmienicie, bo wszyscy w domu rzucili się na wędlinę.

Na koniec drobna uwaga: mamy piekarnik elektryczny i on działa dość osobliwie. Jeśli macie mocny piekarnik, możecie piec nieco krócej: odpowiednio 20 + 45 minut.

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY