• Kategoria: Żyjemy
  • Data:

Trudniej wziąć ślub kościelny? I dobrze!

Od 1 czerwca zmieniły się zasady dotyczące przygotowania do ślubu kościelnego. Ma być trudniej. Niektórzy narzekają, ja się cieszę – i wcale nie dlatego, że mam to już za sobą.

Jeśli ktoś myśli o ślubie, powinien zgłosić się do kancelarii parafialnej najpóźniej trzy miesiące przed planowanym terminem. To pierwsze spotkanie będzie służyło temu, by ksiądz poinformował narzeczonych o wymogach przygotowania bezpośredniego do małżeństwa, a także o tym, jakie trzeba przygotować dokumenty, by do ślubu mogło dojść. Duszpasterz i narzeczeni powinni wtedy też wspólnie ustalić termin sporządzenia protokołu przedślubnego.

W trakcie sporządzania tego protokołu narzeczeni będą rozmawiali z kapłanem osobno. Ma to sprzyjać szczerości odpowiedzi. Zmienia się też cały formularz wywiadu przedślubnego. Ma być bardziej szczegółowy, na pytania nie będzie już można odpowiadać krótkim “tak” lub “nie”, ksiądz powinien wyczerpująco zanotować udzielone przez narzeczonych odpowiedzi. Chodzi o to, by dokładniej weryfikować okoliczności, które mogłyby w przyszłości stać się podstawą uznania nieważności sakramentu.

Tu, niejako na marginesie, wyjaśnienie: nie ma czegoś takiego jak rozwód kościelny. Nie ma też unieważnienia małżeństwa. Jeśli zostało ono ważnie zawarte, to jest nierozerwalne. Prawo kanoniczne uznaje natomiast, że w określonych okolicznościach małżeństwo mogło nie zostać w sposób ważny zawarte. Mogą to być m.in.:

  • wiek poniżej 14 roku życia w przypadku kobiety i 16 lat u mężczyzny;
  • pokrewieństwo lub powinowactwo;
  • odmienna wiara – w przypadku ślubu z osobą nieochrzczoną;
  • impotencja – zarówno ze strony mężczyzny, jak i kobiety, o ile została zatajona;
  • przyjęte wcześniej święcenia lub złożony wieczysty, publiczny ślub czystości;
  • związanie węzłem poprzedniego małżeństwa;
  • choroba psychiczna, niedorozwój umysłowy, uszkodzenia mózgu, odurzenia, zamroczenie;
  • poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich będący skutkiem psychozy, nerwicy albo patologii osobowości;
  • niezdolność do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej, np. wskutek uzależnienia od alkoholu, narkotyków, hazardu czy seksu. Do tej grupy należy także homoseksualizm jak i transseksualizm;
  • symulacja całkowita lub częściowa, czyli niechęć do ślubu w Kościele, wykluczenie potomstwa, jak i wykluczenie jedności małżeństwa, np. wskutek zdrady przed i po ślubie;
  • działanie pod przymusem lub w wyniku wprowadzenia w błąd.

Zadaniem duchownego w trakcie sporządzania protokołu przedślubnego jest ustalenie w rozmowie z narzeczonymi, czy nie zachodzą takie właśnie okoliczności, które uniemożliwiałyby ważne zawarcie związku małżeńskiego.

Oczywiście już spotkałem w internecie pełne oburzenia głosy, że jak to, że dlaczego, że Kościół utrudnia, że nieżyciowe to wszystko, że niby dlaczego księża mają przepytywać. Hur! Dur!

Przynależność do Kościoła nie jest obowiązkowa. Branie ślubu kościelnego nie jest obowiązkowe. Ba! W ogóle zawieranie małżeństwa nie jest obowiązkowe. Polskie prawo, co ciekawe – inaczej niż np. izraelskie, przewiduje możliwość zawierania małżeństwa cywilnego. Nie trzeba iść do kościoła, cerkwi, synagogi, meczetu czy zboru – można zgłosić się do Urzędu Stanu Cywilnego. A można nie zgłaszać się w ogóle i żyć w konkubinacie. Nikt za to na szczęście do więzienia nie wsadza.

Ślub kościelny to uroczysta liturgia sakramentu małżeństwa. Jest to sakrament szczególny – nie udziela go bowiem kapłan, ale małżonkowie sobie wzajemnie. Ksiądz im błogosławi, gdy przed Panem Bogiem przysięgają sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską, póki śmierć ich nie rozłączy. Sakrament jest dla tych, którzy wierzą w Pana Boga, czują się katolikami, wierzą w moc sakramentu i chcą dobrowolnie go zawrzeć, świadomi, że jest to decyzja na całe życie.

Niestety bardzo często decyzja o wzięciu ślubu kościelnego nie wynika z wiary, ale z presji rodziny albo przekonania, że ta forma uroczystości jest ładniejsza. Wielu ludzi podejmuje taką decyzję, choć nie wierzą w nierozerwalność węzła małżeńskiego i jej nie uznają. Często decyzja zapada w sposób niedojrzały, nieprzemyślany.

Dlatego w ogóle nie dziwi mnie to, że Kościół próbuje temu przeciwdziałać. Nie tylko nie widzę w tym niczego złego, ale po prostu uznaję to za krok w dobrą stronę.

Kiedyś pewien jezuita tłumaczył mi, że zadaniem duszpasterza do spraw powołań jest zniechęcanie kandydatów do zgromadzenia. Nie chodziło oczywiście o to, że jezuici nie chcą nowych ludzi. Oczywiście, że chcą, ale zależy im na tym, by kandydat dokładnie przemyślał swoją decyzję i podjął ją świadomie, w dojrzały sposób.

Podobnie jest z małżeństwem. W komediach romantycznych być może wygląda to ładnie, gdy ludzie spontanicznie decydują się na ślub. W prawdziwym życiu to się jednak nie sprawdza. Jasne, jeśli ktoś bierze ślub z założeniem, że ma opcję rozwodu w zanadrzu, to można sobie naśladować filmowych bohaterów, ale jeżeli zakładamy, że to jest decyzja nieodwracalna, to jednak warto ją przemyśleć.

Chciałbym tylko, by w ślad za zmianami dotyczącymi protokołu przedślubnego i rozmów duszpasterskich poszła reforma nauk przedmałżeńskich. Wiele parafii wprowadza zmiany w nich na własną rękę, ale warto, by pojawiły się one wszędzie. Nauki powinny pomóc narzeczonym przygotować się do samego ślubu, ale też do życia w małżeństwie. Dziś niewiele mają z tym wspólnego.

Photo by Jesús Alonso Arias from Pexels
10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY