5 sprawdzonych rad na kłótnie między rodzeństwem

Wielu rodziców martwi się kłótniami między rodzeństwem. Często nie wiedzą, czy i jak reagować. To nie jest wcale oczywista i jednoznaczna sprawa. Opowiem Wam, jakie ja mam do tego podejście.

Jako rodzice chcielibyśmy oczywiście, by nasze dzieci funkcjonowały zgodnie, ślicznie i uroczo się razem bawiąc, a w naszym domu było zawsze miło i radośnie. Jasne, ale to tak nie działa. Konflikty między rodzeństwem są czymś naturalnym. Nie ma sensu martwić się samym faktem ich występowania. Mamy dwoje (lub więcej) różnych ludzi, o różnych potrzebach, różnych charakterach, nawykach i upodobaniach.

Tarcia między braćmi i siostrami są więc czymś oczywistym. Różnice mogą dotyczyć ich natężenia oraz formy. Są dzieci spokojne i nadpobudliwe, są dzieci introwertyczne i ekstrawertyczne. Mają różne wzorce rozwiązywania konfliktów, które czerpią z otoczenia, na przykład od nas, rodziców. Ale znaczenie mogą mieć też i rozmaite inne okoliczności, np. wiek dzieci, różnica wieku między nimi, warunki mieszkaniowe oraz wiele innych.

1. Nie wtrącaj się

Moja mama zawsze powtarzała, że dopóki krew się nie leje, nie należy wkraczać między rodzeństwo. Ja wyznaczam tę granicę jednak mniej drastycznie, ale co do zasady zgadzam się i sam stosuję.

Wtrącanie się w kłótnie rodzeństwa nie ma moim zdaniem sensu. Pozwólmy dzieciom się kłócić, bo kłótnia to jest też okazja do oczyszczenia trudnych sytuacji, wyrzucenia z siebie trudnych emocji. Dajmy im też szansę, by się pogodziły. W większości przypadków, z jakimi się spotkałem, rodzeństwo prędzej czy później, a nawet raczej prędzej niż później, godzi się – osiągają porozumienie albo zawieszenie broni.

2. Dopóki krew się nie leje…

No, właśnie. Taką granicą jest pojawienie się przemocy. Oczywiście nie chodzi o czekanie na jej skrajne formy. Ja reaguję na wszelkie przejawy przemocy – jakiekolwiek bicie, szarpanie, kopanie, gryzienie, popychanie, itp., ale również wyzwiska – to sprawia, że wkraczam do akcji.

U nas w domu sprawdza się słoik antyprzemocowy, o którym kiedyś już pisałem na blogu:

Grywalizacja w domu, czyli słoik antyprzemocowy

O ile akceptuję kłótnie między moimi chłopakami, to uważam, że nie wolno tolerować przemocy wśród rodzeństwa, bo przyzwolenie na nią i brak reakcji sprawiają, że dziecko uznaje przemoc za dopuszczalną formę rozwiązywania konfliktów.

3. Nie rozstrzygaj

To jest zasada, której przestrzegam bezwzględnie i konsekwentnie, a muszę przyznać, że na ogół konsekwencja nie jest najmocniejszą z moich stron. Nie rozstrzygam sporów między braćmi. Nie i już.

Większość kłótni zaczyna się po cichu. Niektóre na tym się kończą, inne przechodzą w awanturę i krzyki. Rodzic włącza się zawsze dopiero na dalszym etapie konfliktu. Nie ma go przy początku. Nawet jeśli próbuje odpytać obie strony i ustalić źródło sporu, to tego nie osiągnie. Każda przedstawia wszak swój punkt widzenia. I to nie jest wcale tak, jak twierdzą niektórzy, że prawda leży zawsze pośrodku. Czasem dzieci przedstawiają po prostu nieprawdziwe wersje – niekoniecznie w złej wierze, po prostu tak postrzegają sytuację. Dorośli robią zresztą tak samo.

Skoro nie mogę naprawdę poznać przebiegu całej kłótni, to nie jestem w stanie rozstrzygnąć sporu sprawiedliwie. Skoro nie mogę rozstrzygnąć sprawiedliwie – nie rozstrzygam w ogóle. Niech chłopcy się dogadają między sobą.

4. Pomagaj szukać zgody

To, że nie rozstrzygam sporu, że nie wskazuję, kto ma rację, kto ma ustąpić, nie oznacza wcale, że nie mogę i nie powinienem pomóc dzieciom w dojściu do zgody. Jasne, najlepiej jest, jeśli dojdą do niej same, ale jakoś muszą się tej trudnej sztuki nauczyć.

Pierwszym etapem jest wyciszenie emocji. W atmosferze przekrzykiwania się czy złośliwych docinków trudno szukać porozumienia. Drugim etapem jest pozwolenie na spokojne przedstawienie racji przez obie strony. Trzecim poproszenie, by dzieci same zaproponowały możliwe rozwiązania. Czasem oczywiście można im coś podpowiedzieć, ale dobrze jest, by najpierw padły ich własne propozycje. Na ogół to naprawdę wystarcza.

William Ury - Odchodząc od nieWarto tu przypomnieć jednak, tak ku przestrodze historię, którą William Ury opisał w książce “Odchodząc od nie”. Otóż dwie panie kłóciły się o pomarańczę. Ostatecznie osiągnęły kompromis: każda wzięła po pół. Pierwsza obrała swoją połówkę, zjadła i wyrzuciła skórki do kosza. Druga obrała, wykorzystała skórki do ciasta, a wyrzuciła miąższ. A wystarczyłoby, gdyby porozmawiały o swoich potrzebach…

5. Chroń swoje granice

Czasami kłótnie między moimi chłopakami, zwłaszcza podczas grania na Playstation, stają się bardzo głośne. Nie dochodzi do przemocy, nie ma wyzwisk, ale poziom głośności staje się dla mnie uciążliwy, czasami po prostu utrudnia mi pracę, a przecież pracuję w domu i potrzebuję się skupić.

Interweniuję wówczas, bo uważam, że mam prawo chronić siebie. Nie rozstrzygam, nie próbuję nawet przerywać od razu sporu. Proszę natomiast, by odbywał się on bez krzyków i wyjaśniam, że do pracy potrzebuję ciszy albo że mam prawo obejrzeć film bez zagłuszacza w postaci krzyków. I wiecie co? To działa!

To znaczy: na ogół działa, żeby być szczerym. Czasem nie. I dlatego kiedyś, gdy trzeci raz poprosiłem i nie zadziałało, przerwałem grę. Spokojnie wyłączyłem konsolę i wyjaśniłem, że skoro gra wywołuje w nich takie emocje, że nie są w stanie grać bez awantur i skoro mimo moich próśb nie są w stanie robić tego tak, by nie naruszać moich granic, to w takim razie powinni odpocząć pewien czas od grania. Podziałało. Teraz nie muszę powtarzać. A najlepsze jest to, że chłopcy po jednym zwróceniu uwagi po prostu sami zaczynają szukać porozumienia między sobą. Można? Można :)

Obraz Виктория Бородинова z Pixabay
10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY