Niemoralne, niemądre, niekatolickie

Ostatnio na Ursynowie, gdzie mieszkamy, w sumie blisko nas, kierowcy zablokowali ciężarówkę oklejoną homofobicznymi plakatami i puszczającą z megafonów nie mniej homofobiczne nagrania. Ciężarówki takie należą do Fundacji „Pro – Prawo do życia” i jeżdżą po wielu miastach Polski. Wezwana na miejsce policja pouczyła obie strony, nikogo nie ukarała mandatem na miejscu, ale – jak się po czasie okazało – skierowała do sądu wniosek przeciwko tym, którzy dokonali obywatelskiego zatrzymania.

Akcja ursynowskich kierowców wzbudziła spore kontrowersje w internecie. Jedni ich chwalili, inni krytykowali. Niektórzy krzyczeli wręcz o ograniczaniu wolności słowa i brutalnym ataku na pro-liferów. Z tym brutalnym atakiem to brzmi, szczerze powiedziawszy, nieco komicznie. Przeciwnicy środowisk LGBT wnosili ładunki wybuchowe na marsz równości, obrzucali kamieniami i butelkami z moczem uczestników takich marszy, kopali ich i bili, wyzywali od najgorszych. A po zablokowaniu ciężarówki i wezwaniu policji płaczą, że są ofiarą napaści? No, błagam: znaj proporcją, mociumpanie.

Nie jest żadną tajemnicą, bo przecież komunikuję to na blogu bardzo jednoznacznie, że jestem katolikiem. Mam swoje poglądy, zdaniem niektórych dość radykalne. Mam do tego prawo. Przytoczę tu Szymona Hołownię, który niedawno jako kandydat na prezydenta powiedział, że ma swoje jasno sprecyzowane poglądy, ale to nie znaczy, że ma je narzucać trzydziestu ośmiu milionom Polaków. Myślę podobnie. Mam swoje poglądy, ale to nie znaczy, że inni muszą je podzielać.

Tak czy siak: z aktywistami LGBT nie jest mi w wielu sprawach po drodze. Nie zmienia to jednak faktu, że to, co wyprawia Fundacja „Pro – Prawo do życia” uważam za skrajnie niemoralne, całkowicie niemądre, a przy tym niezgodne z nauczaniem Kościoła. Postaram się tę surową ocenę uzasadnić.

Moralna obrzydliwość

Seksualne wykorzystanie dzieci to jeden z najobrzydliwszych czynów, jakie można sobie wyobrazić. Wiele lat mojego życia poświęciłem ochronie dzieci przed taką krzywdą. Sprawcy takich czynów powinni być karani najsurowiej, jak się da. Dzieci powinny być chronione przed krzywdą, a jeśli ta krzywda je spotka – otoczone pomocą i opieką.

Wykorzystywanie krzywdy dzieci do ideologicznych walk jest obrzydliwe. To instrumentalne traktowanie dzieci i ich traum. To manipulacja, w której próbuje się przykleić ideologicznemu przeciwnikowi łatkę pedofila, aby go poniżyć i zohydzić w oczach innych. Tym jest próba zbudowania skojarzenia między pedofilią o homoseksualizmem – manipulacją.

Według polskich badań przeprowadzonych przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę (dawniej: Fundacja Dzieci Niczyje) ofiarą różnych form molestowania seksualnego pada 12,4% dzieci. Dotyczy to częściej dziewcząt (15,7%) niż chłopców (9,2%). Szersze omówienie i wyniki tych badań można znaleźć tutaj. Polskie statystyki nie różnią się od wyników badań przeprowadzanych w innych krajach, np. w USA czy Wielkiej Brytanii. Inne badania z kolei wskazują, że zdecydowana większość sprawców krzywdzenia seksualnego, bo aż 96% to mężczyźni.

Jeszcze raz, żeby to wybrzmiało: Większość sprawców to mężczyźni. Większość ofiar to dziewczęta. Aktywiści od ciężarówek próbują więc wmówić nam, że to geje molestują dziewczynki? A może nie mają dostępu do takich danych? Nie, po prostu świadomie publicznie kłamią, aby poniżyć innych.

Mogę to pisać tak otwarcie bez obaw, bo działacze Fundacji „Pro – Prawo do życia” przegrali proces sądowy, w którym sąd (w Białymstoku) między innymi wprost zabronił im rozpowszechniania takich treści na ciężarówkach. Działacze łamią zakaz sądu.

Głupota

Fundacja „Pro – Prawo do życia” poza akcjami z ciężarówkami znana jest przede wszystkim z walki o zaostrzenie prawa antyaborcyjnego. Tu zresztą też dzielni pro-liferzy posługują się szokującymi materiałami w przestrzeni publicznej – plakatami z wizerunkiem szczątków martwego płodu. Za to też byli już karani przez sąd, tym razem we Wrocławiu. Prezes fundacji miał zapłacić pięć tysięcy grzywny i pokryć koszty sądowe.

Nie chcę wdawać się tu w spór dotyczący prawnego zakazu aborcji. Większość uczestników debaty publicznej na temat przerywania ciąży, nawet tych, którzy sprzeciwiają się prawnemu zakazowi, zgadza się jednak co do tego, że aborcja jest czymś, czego warto unikać. Różnica polega na ogół na tym, jakich narzędzi chce się w tym celu użyć. Prawny zakaz może być jednym z narzędzi.

Nie ulega jednak wątpliwości, że im mniej nieplanowanych czy niechcianych ciąż, tym mniej sytuacji, w których kobieta może rozważać aborcję. Im mniej nieplanowanych czy niechcianych ciąż, tym mniej też potem niechcianych i niekochanych dzieci. Wniosek z tego jest prosty: potrzebna jest edukacja seksualna. Ja dodam jeszcze: oraz wychowanie do seksualności, bo to nie to samo.

Edukacja seksualna vs. wychowanie do seksualności

Jasne, możemy różnić się i spierać co do zakresu treści, formy jej przekazywania, i tak dalej. Możemy i powinniśmy rozważać, na jakich zasadach taka edukacja ma się odbywać, co obejmować, kto ma ją prowadzić. Ale powinniśmy zgodzić się co do tego, że ta edukacja jest potrzebna. Co więcej: że powinna polegać na przekazywaniu rzetelnej wiedzy opartej na źródłach naukowych.

I to wcale nie ogranicza, wbrew temu, co twierdzą niektórzy, konstytucyjnego prawa rodziców do wychowywania dzieci w zgodzie z wyznawanymi przez siebie wartościami. Cóż to bowiem za wartości, którym zaszkodzić może prawda? Jeśli ktoś boi się, że dziecko dowie się, czym jest masturbacja, to muszę go zmartwić: dowie się tego i tak. Albo w szkole, w sposób cywilizowany, albo z internetu w sposób wulgarny. A jeśli nie w szkole i nie z internetu, to najprawdopodobniej samo to odkryje. Jeśli ktoś obawia się, że w wyniku edukacji seksualnej dziecko zarazi się homoseksualizmem, to uspokoję: to nie koronawirus, tym się nie zaraża.

Edukacja seksualna chroni przed aborcją. Ale chroni też przed krzywdzeniem seksualnym. Dziecko dowiaduje się, czym jest zły dotyk i umie odróżnić go od dobrego. Dowiaduje się też, że ma prawo powiedzieć „nie”, że może i jak może szukać pomocy, jeśli ktoś je krzywdzi. Używanie hasła „Stop pedofilii” do sprzeciwu wobec edukacji seksualnej jest nie tylko niemoralne, ale też po prostu nielogiczne i głupie.

Katechizm

Napisałem wcześniej, że działania Fundacji „Pro – Prawo do życia” uważam nie tylko za niemoralne i niemądre, ale też za niezgodne z nauczaniem Kościoła, a przecież jej działacze deklarują się publicznie jako katolicy.

Przeanalizujmy więc, czego dokładnie w kwestii homoseksualizmu naucza Kościół, sięgając po najlepsze ku temu źródło, czyli Katechizm Kościoła Katolickiego. Zacznijmy od definicji:

2357 Homoseksualizm oznacza relacje między mężczyznami lub kobietami odczuwającymi pociąg płciowy, wyłączny lub dominujący, do osób tej samej płci. Przybierał on bardzo zróżnicowane formy na przestrzeni wieków i w różnych kulturach. Jego psychiczna geneza pozostaje w dużej części nie wyjaśniona. Tradycja, opierając się na Piśmie świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie, zawsze głosiła, że „akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane”. Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane.

Stanowisko Kościoła wydaje się tu jednoznaczne: Akty homoseksualne są nieuporządkowaniem i nigdy nie mogą zostać zaakceptowane przez Kościół. Nie należy liczyć na zmianę nauczania w tym zakresie. Katechizm jednoznacznie zamyka drogę w tym kierunku. Takie akty są grzechem.

Pamiętajmy jednak, że grzech nie zamyka drogi do zbawienia, bo istnieje sakrament pojednania, w którym człowiek może uzyskać rozgrzeszenie.

Istotne jest też to, że Kościół potępia grzech, a nie grzesznika. Dlatego też niezależnie od jednoznacznego stanowiska w kwestii aktów homoseksualnych, w kolejnym punkcie katechizmu znajdziemy wskazania dotyczące stosunku do osób homoseksualnych:

2358 Znaczna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Osoby takie nie wybierają swej kondycji homoseksualnej; dla większości z nich stanowi ona trudne doświadczenie. Powinno się traktować je z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji.

Gdzie w działaniach owej fundacji jest ten szacunek, współczucie i delikatność? Wyzywanie od pederastów, manipulacyjne łączenie z pedofilią, zarzucanie chęci deprawowania dzieci to ma być szacunek, współczucie i delikatność? Hm. No, to ja te pojęcia rozumiem jednak zupełnie inaczej.

Na koniec

A jeśli chcesz wiedzieć, jak naprawdę chronić dzieci przed molestowaniem seksualnym, to pisałem o tym już na blogu:

Jak ochronisz swoje dziecko przed molestowaniem

Jakub Śpiewak
Obserwuj
Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY

Przekaż 1% podatku na Fundację LexNostra - pomóż nam bronić pokrzywdzonych