Rodzicielska hipokryzja

Zaryzykuję tezę, że hipokryzja jest niejako wpisana w rodzicielstwo. Nie zmienia to faktu, że jest szkodliwa i im bardziej ją ograniczymy, tym lepiej dla nas i dla naszych dzieci.

„Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem” – każdy z nas zna ten cytat. W tej kwestii rodziców bez grzechu jest naprawdę niewielu, choć pewnie jakieś chlubne wyjątki da się znaleźć. Chcemy po prostu dla naszych dzieci jak najlepiej. Żeby przekonać je do pożądanych zachowań czasami uciekamy się do drobnych kłamstw. A czasami wcale nie są one takie drobne.

Do dziś pamiętam, jak mój tata próbował przekonać mnie do uczniowskiej pilności, posługując się argumentem „ja w twoim wieku”. Na jego nieszczęście odbywało się to podczas wizyty u babci, która w końcu nie wytrzymała, ściągnęła z szafy zakurzone pudło i bez słowa podała mi stary zeszyt. Tacie mina zrzedła i jakoś tak nagle zamilkł. Ja zaś otworzyłem kajet i moim oczom ukazały się karty, na których więcej było czerwonego atramentu niż niebieskiego. Lektura była naprawdę fascynująca. Nigdy więcej mój tata nie próbował już przedstawiać siebie jako pilnego i wzorowego ucznia.

Znam rodziców, którzy usilnie zachęcali swoje potomstwo do zdrowego odżywiania, a zwłaszcza do jedzenia surówek i sałatek. Sęk w tym, że potomstwo doskonale widziało, że tata warzyw w swojej diecie nie uznaje w ogóle, a najchętniej je to, co niezdrowe. Inni rodzice tłumaczyli dzieciom, jak szkodliwe jest jedzenie słodyczy. Dzieci jednak świetnie wiedziały, gdzie mama chomikuje ulubioną czekoladę.

Czasami te rodzicielskie kłamstwa przybierają postać naprawdę niebezpieczną. O jednym z nich pisałem w tekście o przestrzeganiu przepisów ruchu drogowego:

Rodzicu, nie zabijaj dziecka na drodze!

Swego czasu Dorota Zawadzka, znana szerzej jako Superniania, opowiadała o rodzicu, który przełożył swoje dziecko przez kolano w piaskownicy i wymierzając mu klapsa w pupę, pouczał: „Tyle razy ci mówiłem, że nie można bić innych”. Tu akurat zapewne ów rodzic nie był nawet świadomy absurdalności calej sytuacji.

Jako rodzice uciekamy się do tych kłamstw i kłamstewek, drobnych i większych, mniej i bardziej szkodliwych, na ogół z najlepszych chęci. Ale tymi, jak powszechnie wiadomo, piekło jest wybrukowane.

Nasze dzieci są uważnymi obserwatorami i na ogół bezbłędnie wychwytują takie przejawy rodzicielskiej hipokryzji. Im są starsze, tym bardziej są na nią wyczulone i tym mocniej przeciw niej się buntują. Dlatego to po prostu na dłuższą metę nie działa. Jednocześnie zaś szkodzi relacji, bo podważa zaufanie dziecka do rodzica. Trudno wszak ufać komuś, kto nas okłamuje.

Te kłamstewka są pójściem na skróty. Wydają się wygodne, na krótką metę mogą nawet stwarzać pozory, że działają, ale na dłuższą metę nigdy się nie opłacają. Antoni Słonimski mawiał:

„Jeśli nie wiesz, co powiedzieć, na wszelki wypadek mów prawdę.”

Nie jest wielką tajemnicą, że mam problemy z zębami. Mam je, odkąd sięgam pamięcią. Jasne, geny robią swoje, a cukrzyca tylko pogłębiła problem, ale prawda jest taka, że jest też w tym moja wina – gdy byłem młody, nie dbałem o nie, jak należy. Gdybym teraz chciał wobec swoich synów wystąpić jako autorytet w dziedzinie higieny stomatologicznej, byłbym po prostu niewiarygodny. Dlatego mówię chłopcom wprost, że dziś żałuję swoich zaniedbań i pytam, czy chcą wyglądać jak ja. Działa.

Wbrew temu, co się nam wydaje, prawda działa lepiej.

Jakub Śpiewak
Obserwuj
Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY

Przekaż 1% podatku na Fundację LexNostra - pomóż nam bronić pokrzywdzonych