Kim są rodzice chrzestni? Bronię płockiego biskupa

Niedawno w mediach pojawiła się fala krytyki wobec płockiego biskupa, który jakoby nakazał zaostrzenie wymagań wobec kandydatów na świadków chrztu. Warto wyjaśnić, dlaczego ta krytyka była niesłuszna.

Potocznie mówimy o rodzicach chrzestnych, czyli o matce i ojcu chrzestnym, choć z punktu widzenia kościelnych regulacji prawidłowe określenie to świadek chrztu. To rodzi skojarzenia ze świadkiem na ślubie. Ta potoczne określanie jako rodziców ma moim zdaniem w sobie ludową mądrość.

Gdy rodzice dziecka przygotowują się do chrzcin, bardzo często przy wybieraniu kandydatów na chrzestnych kierują się dość osobliwymi z punktu widzenia wiary kryteriami. Patrzy się na to, komu wypada to zaproponować ze względu na relacje w rodzinie. Niektórzy myślą nawet o tym, kto rokuje na to, że będzie kupował w przyszłości dziecku prezenty. Tego lubię, tamtego nie lubię. Takich kryteriów można wymienić jeszcze trochę. Wynika to na ogół z niezrozumienia roli, jaką pełnią świadkowie chrztu, czyli rodzice chrzestni.

Po pierwsze, podobnie jak świadkowie w trakcie ślubu, swoją obecnością poświadczają, że sakrament został udzielony. To oczywiście bardzo ważna rola. W przypadku ślubu na tym rola świadków się kończy. Dlatego wymagania stawiane świadkom sakramentu małżeństwa nie są wysokie – teoretycznie mogą nimi zostać nawet osoby niewierzące. W przypadku świadków chrztu sytuacja wygląda inaczej.

Rodzice chrzestni podczas liturgii przyjmują na siebie istotny obowiązek. Zobowiązują się bowiem, że przejmą na siebie trud wychowania dziecka w wierze katolickiej, gdyby właściwi rodzice z jakiegokolwiek powodu nie mogli bądź nie chcieli tego robić. Właśnie dlatego Kościół stawia chrzestnym wysokie wymagania.

I tak płocki biskup Piotr Libera wydał instrukcję dla podległych mu księży. Wymaga w niej, by przed dopuszczeniem do roli chrzestnych kandydaci podpisali specjalne oświadczenie dotyczące ich życia sakramentalnego i praktyk religijnych. Potwierdzają w nim, że:

• ukończyłem 16 rok życia,
• zostałem ochrzczony w Kościele katolickim, przyjąłem Pierwszą Komunię Świętą i sakrament bierzmowania (załączam stosowne zaświadczenie),
• wypełniam praktyki religijne, uczestniczę w niedzielnej Mszy św., mogę przystąpić do sakramentu pokuty i Komunii świętej,
• prowadzę życie zgodne z wiarą katolicką, to znaczy: nie żyję w związku jedynie cywilnym, nie żyję w związku niesakramentalnym ani w konkubinacie,
• nie podlegam żadnej karze kanonicznej, wymierzonej lub zadeklarowanej zgodnie z prawem,
• uczęszczałem / uczęszczam na katechezę szkolną,
• uczynię wszystko, aby należycie wypełnić obowiązek, jaki podejmuję.

To jest dosłowny cytat z oświadczenia. Analogiczne przygotowano w wersji żeńskiej. Gdyby ktoś chciał sprawdzić, to pełny tekst biskupiej instrukcji można znaleźć tutaj. Czy to są wygórowane wymagania? Moim zdaniem nie.

Uczestnictwo w życiu Kościoła nie jest obowiązkowe ani przymusowe. Jeśli ktoś decyduje się na sakrament, to można chyba zakładać, że wie, o co w nim chodzi, robi to świadomie i dobrowolnie. Presja rodziny czy chęć zorganizowania ładnej uroczystości to nie są właściwe motywacje. Chrzest jest dla tych, którzy żyją i chcą żyć wiarą.

Czasem lepiej poczekać. Ja sam zostałem ochrzczony, gdy miałem ponad cztery lata. Wtedy dopiero moi rodzice dojrzeli do świadomej decyzji, że tego chrztu chcą. Uważam, że dobrze zrobili.

Problem w tym, że spora część ludzi nie traktuje sakramentów poważnie. Oczekują od księdza, że przymknie on oko na to, czyli że sam też nie będzie traktować poważnie. „No, co mu szkodzi dać mi zaświadczenie?” – złoszczą się. No, szkodzi, bo poświadczałby nieprawdę i brał na swoje sumienie to, że sakrament zostanie udzielony w sposób niegodny. Sami nie wierzą, więc nie przychodzi im do głowy, że on wierzy i traktuje to poważnie.

Oświadczenie, za które tak skrytykowano płockiego biskupa, nie zawiera niczego niezgodnego z nauczaniem Kościoła. Nie zawiera też niczego nowego. To są wymagania, które obowiązują niemal od zawsze. Dokument ma być pomocą przede wszystkim dla kandydatów na chrzestnych, by mogli oni uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy mogą przyjąć na siebie takie zobowiązanie. Chciałbym, by za wzorem biskupa Libery poszli inni hierarchowie i wprowadzili podobne rozwiązania w swoich diecezjach.

Co ciekawe: to oświadczenie niejako przerzuca odpowiedzialność z księdza na kandydata na chrzestnego. Dawniej ksiądz mówił na przykład: „no, ja pana/pani w kościele nie widuję, więc nie wydam zaświadczenia”. Już nie trzeba opowiadać księdzu bzdur w stylu: „Nie, nie, proszę księdza, ja chodzę regularnie do kościoła, tylko zawsze stoję za filarem, to i mnie nie widać”. Teraz kandydat ma podpisać oświadczenie. Jasne, może w nim skłamać. Ale to obciąża jego sumienie. Jeśli oświadczy księdzu w swojej parafii, że spełnia wymogi, to ksiądz to oświadczenie przyjmuje w dobrej wierze.

Nie posyłaj dziecka do komunii

W 2014 roku napisałem tekst o sakramencie Komunii Świętej. Przypominam go co roku, gdy zbliża się czas pierwszych komunii i za każdym razem wywołuje on ogromne emocje. To jeden z najpopularniejszych tekstów na naszym blogu. To pokazuje, że problem jest istotny.

Myślę sobie, że warto sprawy wiary traktować poważnie. To nie znaczy, że chcę komukolwiek narzucać, w co ma wierzyć i że w ogóle ma wierzyć. Jeśli nie wierzysz, to też potraktuj to poważnie i nie udawaj, że jest inaczej. Masz prawo być osobą niewierzącą, ale nie odstawiaj wtedy szopki dla rodziny. Miej odwagę bronić swoich przekonań. Jeśli traktujesz sprawy wiary wyłącznie w kategorii zwyczajów, tradycji, a tak naprawdę do niczego nie jest ci to potrzebne, odpuść. A jeśli uważasz się za osobę wierzącą, to tym bardziej traktuj to poważnie i nie oczekuj przymykania oka.

Jakub Śpiewak
Obserwuj
Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY

Przekaż 1% podatku na Fundację LexNostra - pomóż nam bronić pokrzywdzonych