• Kategoria: Żyjemy
  • Data:

Warto się kłócić

Podobno są takie małżeństwa, które się nie kłócą. Cóż, niektórzy twierdzą, że spotkali Yeti oraz potwora z Loch Ness. My w każdym razie do takich związków nie zaliczamy się i moim zdaniem – całe szczęście, bo kłótnie są potrzebne, choć oczywiście nieprzyjemne.

W związku mamy dwie osoby – dwie różne osobowości, które wchodzą w związek z różnym bagażem doświadczeń i nawyków, mają różne, często wręcz wykluczające się potrzeby, różne temperamenty. Konflikty są czymś po prostu nieuniknionym. I wcale nie chodzi o to, żeby ich nie było. Ba! Moim zdaniem nie należy ich wręcz unikać.

Kłótnia to jest moment, w którym ujawniamy emocje. Jasne, w idealnym świecie wszyscy spokojnie i w dojrzały sposób komunikujemy swoje emocje. Sęk w tym, że nie żyjemy w idealnym świecie i czasem sami nie jesteśmy nawet świadomi buzujących w nas emocji – one ujawniają się w określonej sytuacji, czasem pod wpływem silnego bodźca. Nigdy nie zdarzyło się wam, że w trakcie kłótni powiedzieliście o czymś, co was drażniło, choć wcześniej nie zdawaliście sobie z tego sprawy? Czasem w sytuacji kłótni – nie twierdzę, że to dobrze, ale tak to czasem działa – dopiero pod wpływem wzburzenia zbieramy się też na odwagę, by powiedzieć o czymś, co nas drażniło, ale do tej pory odpuszczaliśmy to dla świętego spokoju.

Święty spokój to jest bardzo istotna sprawa w związku. Większość z nas go potrzebuje. Chcemy na co dzień funkcjonować spokojnie, unikając sytuacji nieprzyjemnych. Właśnie dlatego często nie mówimy o różnych kwestiach, uznając je za drobiazgi, które można odpuścić po to, by nie psuć atmosfery. Ale one odkładają się w nas, wcale nie przestają drażnić. Wychodzą na jaw czasem dopiero w kłótni, bo wtedy, choć to oczywiście wcale nie jest mądre, wywalamy wszystko, co leży nam na wątrobie, szukamy argumentów, broni.

I wbrew pozorom to wcale nie jest takie złe. To po prostu naturalne. Wyobraźmy sobie, jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy naprawdę postanowili na bieżąco omawiać z tą drugą osobą wszystko, co tylko, choćby w najmniejszym stopniu, nam nie odpowiada lub nas drażni. Przecież w krótkim czasie zamienilibyśmy nasze wspólne życie w piekło!

Kłótnie są też tym momentem, gdy możemy dostrzec, że coś, co wydawało się zamknięte, wcale zamknięte nie jest. Mówimy o “wymawianiu”. Jasne, bywa tak, że jedna ze stron używa czegoś z przeszłości tylko po to, by tej drugiej natłuc po głowie. Zdarza się jednak i tak, że wydaje nam się, że z jakąś zaszłością sobie już poradziliśmy, że jakąś winę z przeszłości wybaczyliśmy, bo bardzo chcieliśmy to zrobić, ale jednak tkwi to w nas jak cierń i cały czas jeszcze boli. To jest przecież bardzo istotna w związku informacja. Kłótnia, w której nam się to “uleje” to jest bardzo istotny komunikat dla obojga osób.

Kłótnia – to, co sobie w niej mówimy; to, jak sobie to mówimy, mogą być dla nas ważnym dzwonkiem alarmowym. Pozwoli to dostrzec problem i podjąć próbę jego wspólnego rozwiązania.

Pamiętam z naszej małżeńskiej historii sytuacje, w których oboje właśnie w kłótni wykrzyczeliśmy coś, co naprawdę było problemem, ale wcześniej o nim nie mówiliśmy. Czasami – wiem, to może brzmi dziwnie – bo się tego wstydziliśmy. Wiecie, ja myślę, że to jest w gruncie rzeczy dobrze, gdy ludzie już po ślubie nadal chcą “dobrze wypaść” przed tą drugą połówką, ale to może prowadzić do tego, że coś przemilczymy. To wykrzyczenie nas ratowało – mogliśmy, jak to się mówi, złapać byka za rogi.

Przyznam, że my zdecydowanie nie należymy do związków bezkonfliktowych. Oboje mamy temperamenty choleryków, potrafimy łatwo wybuchać, ale – co idzie często w parze – szybko też nam przechodzi. Nie jesteśmy też takimi modelowymi – jak z poradnika psychologicznego – uczestnikami kłótni. Bywamy emocjonalni, gwałtowni, za ostrzy, raniący, wracający do przeszłości, generalizujący. Oboje tak mamy.

Mimo to uważam, że jesteśmy dobrym małżeństwem. W byciu dobrym małżeństwem nie chodzi bowiem wcale o to, żeby się nie kłócić i żeby nie przechodzić kryzysów. Ważna jest myśl, że chcę być dobrym mężem / dobrą żoną. Taka codzienna myśl, która wyraża się w codziennych drobnostkach. Kiedyś Magda powiedziała mi i jest w tym coś dla mnie pięknego, że niezależnie od tego, co sobie nawrzucamy, będzie czuła się pewnie i bezpiecznie, jeśli rano dostanie zaparzoną przeze mnie kawę. To taka nasza tradycja, że ja codziennie wstaję, żeby jej tę kawę przygotować.

Myślę sobie też, że kryzysy i konflikty są nieuniknione, ale ważne jest to, by móc oprzeć się o wzajemną miłość i wzajemne lubienie się, by je rozwiązywać i ratować relację, naprawiać lub nawet budować od nowa. A czasami – by się z ich nieuchronnością po prostu pogodzić.

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY