Puk, puk! Czy mogę wejść?

Porozmawiajmy troszkę o prywatności, bo to w życiu rodzinnym, zwłaszcza w relacjach rodzice-dzieci, ważny temat. I to w obie strony.

Nasze mieszkanie składa się z trzech pokoi.

Największy z nich to salon. Jest w nim stół, przy którym jemy wspólne posiłki, telewizor z Playstation, z których korzystają chłopcy, ale też kanapa, za sprawą której salon pełni równocześnie funkcję naszej sypialni. Ma to pewną wadę, bo salon nie ma drzwi. No, cóż, nie można mieć wszystkiego.

Jeden z mniejszych pokoi nazywamy pokojem pracy. Tu stoją nasze biurka, tu dorośli pracują. Kiedyś Magda więcej pracowała przy biurku, dziś jako petsitterka większość dnia spędza poza domem. Tu stoi moje wielkie biurko po dziadku – centrum dowodzenia Mądrych Rodziców, ale też obstawione równocześnie instrumentami. Ta część pokoju pełni bowiem równolegle funkcję domowego amatorskiego studia muzycznego. Są gitary elektryczne, akustyczna, bas, syntezatory, głośniki studyjne. Ten pokój ma drzwi, choć rzadko są one zamknięte.

Drugi z mniejszych pokoi to pokój chłopaków. Są w nim dwa łóżka, dwa biurka, półki, szafa, a parapet zastawiony konstrukcjami z klocków Lego. Ten pokój też ma drzwi i one akurat są często zamknięte. Na drzwiach od dawna wisi kartka z ofertą sklepu z rysunkami pokemonów – pamiątka po inicjatywie naszych synów. Sklep był specyficzny, bo rysowane na zamówienie pokemony rozdawane były bezpłatnie.

Jest też kuchnia, łazienka i toaleta oraz spory przedpokój, ale one dla tego tekstu nie są akurat zbyt istotne.

Mamy w domu zasadę, że zamknięte drzwi do któregoś z pokojów to rzecz święta, są sygnałem “nie przeszkadzać”. Jeśli ktoś potrzebuje wejść, puka i czeka na zgodę. Chłopaki zamykają drzwi częściej – nawet nie dlatego, by mieli jakieś sekrety, ale raczej po to, by hałas ich zabawy nie przeszkadzał pozostałym domownikom. My zamykamy pokój pracy rzadko, głównie wtedy, gdy chcemy spokojnie porozmawiać o czymś, czego dzieci słuchać nie powinny – na przykład właśnie o nich. Sporadycznie zamykam drzwi pokoju pracy, gdy robię coś, co wymaga ciszy. Wtedy dodatkowo uprzedzam – mikrofon to narzędzie czułe. Bez względu na powód jednak – jeśli drzwi są zamknięte, należy pukać.

Druga zasada dotyczy biurek. Każdy z domowników ma swoje. To, co jest na biurku, jest święte. Nie wolno tego ruszać bez zgody właściciela. Nie chodzi jedynie o grzebanie w szafce czy szufladzie, bo to wydaje się dość oczywiste, ale również o blat. Jeśli coś leży na biurku, to inni tego nie ruszają i koniec.

Staramy się uczyć dzieci poszanowania cudzej prywatności, ale też szacunku do własnej. Dlatego obie zasady dotyczą wszystkich domowników.

Bardzo często dorośli popełniają właśnie ten błąd, że zasada działa w jedną stronę: Jedni sami sobie przyznają prawo do wchodzenia do pokoju dzieci i grzebania w ich rzeczach, jednocześnie ucząc, że rzeczy rodziców dotykać nie wolno. Inni szanują prywatność dzieci, ale nie egzekwują konsekwentnie własnej. Oba podejścia są błędne.

Naruszanie prywatności dziecka – wchodzenie bez pukania, grzebanie w jego rzeczach, choćby po to, by posprzątać – moim zdaniem są przejawem braku szacunku do dziecka. Mały człowiek też ma prawo do odrębności, prywatności, intymności. To nie znaczy, że mamy nie egzekwować sprzątania. Robimy to, ale to chłopcy sprzątają. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Prywatność uszanowana, a przy okazji uczymy dbania o porządek.

Pozwalanie dziecku, mam na myśli dzieci starsze rzecz jasna, nie niemowlaki, czy nawet trzylatki, by nie szanowało prawa rodziców do prywatności, to proszenie się o problemy wychowawcze. Gdy chłopcy wprowadzili się do Warszawy i razem zamieszkaliśmy, Benio miał trzy lata, a Fabian – sześć. Pilnowałem wówczas tego, by mieć dla nich czas praktycznie zawsze, gdy tego potrzebowali. Kiedy wchodzili do pokoju, przerywałem pracę i poświęcałem im swoją uwagę. Z czasem i z wiekiem uczyliśmy się granic i dzisiaj wiedzą, że, kiedy pracuję, to nie należy przeszkadzać. Za to, jeśli akurat oglądam coś albo bawię się muzyką, to są to czynności, które z ochotą przerwę, by porozmawiać z dziećmi.

Bł. Bronisław Markiewicz, założyciel zgromadzenia księży michalitów, pedagog doświadczony w pracy z młodzieżą, mawiał, że

Do pracy można wychować tylko przez pracę, a do odpowiedzialności – przez czynienie odpowiedzialnym.

Wierzę, że z prywatnością jest tak samo. To nie jest tak, że prywatność należy się, gdy człowiek dorośnie. Nie – to jest coś, co powinno towarzyszyć nam od dziecka. Tak uczymy się poszanowania i cudzej, i własnej prywatności. W dzisiejszych czasach, gdy prywatność stała się towarem, na który polują wielkie korporacje internetowe, wydaje mi się to szczególnie ważne.

O prawie do prywatności pisałem jakiś czas temu w kontekście tajemnicy korespondencji. Możesz ten tekst przeczytać tutaj:

Prawo dziecka do tajemnicy korespondencji

Z kolei Magda pisała o prywatności dzieci w kontekście wspomnianego w tekście ruszania rzeczy dzieci. Ten tekst przeczytasz tutaj:

Mamo, zostaw moje rzeczy!

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY