• Kategoria: Żyjemy
  • Data:

Miłość jest nieustannym wybaczaniem

Ucichły wreszcie fajerwerki, butelki po szampanie wylądowały w odpowiednim pojemniku na śmietniku, kac wyleczony… To znaczy: to wszystko nie u nas akurat, ale ogólnie: skończył się rok 2019, zaczął rok 2020, czyli nadszedł czas podsumowań.

W idealnym świecie blogerskim życie jest zawsze piękne, słodkie i w jasnych barwach niczym idealnie wystylizowane zdjęcia z Instagrama, ale tak naprawdę życie z wirtualnymi kreacjami niewiele ma wspólnego. Może u innych ma, nie wiem, nie chcę oceniać, ale nasze życie jest wielobarwne, co oznacza, że prócz barw pięknych, ma i te ciemniejsze.

Ten rok to był moment mojego – sam nie wiem, jak to dobrze określić, więc z braku lepszego pomysłu napiszę – rozwalenia psychicznego. Nadszedł taki czas całkowitego braku motywacji, pasji, chęci do życia, gdy nie mogłem odnaleźć się w żadnych działaniach. Byłem przybity, a jednocześnie rozdrażniony, pozbawiony cierpliwości, wybuchowy. Stałem się wówczas bardzo trudny dla otoczenia, zwłaszcza dla moich najbliższych.

Pomogło mi mądre towarzyszenie mojej Żony i moja wiara. Dzięki temu połączeniu w końcu odbiłem się od dna. Odzyskałem chęć życia, zacząłem znów snuć plany. Znalazłem też nową pasję, w której rozwoju pomogła mi Magda, podejmując nieracjonalną wówczas finansowo decyzję o kupieniu mi nowego instrumentu. Teraz mogę realizować się, tworząc muzykę techno.

Mieliśmy czas ogromnych problemów finansowych. Nie przesadzę, pisząc, że były momenty, w których wybieraliśmy, czy kupić mleko, czy chleb, bo na oba brakowało monet w portfelu. Ale tu pomogło to, że Magda zdecydowała się na skok na głęboką wodę i rozpoczęła karierę jako petsitterka. Nie tylko jest w tym świetna, ale też udało jej się połączyć pracę zawodową z pasją. Nie ma co ukrywać – równocześnie to bardzo poprawiło naszą sytuację finansową.

Rok 2019 to też czas, gdy bywało bardzo źle między nami jako mężem i żoną. Kilka razy stanęliśmy na progu rozstania. Nie będę rozpisywał się o przyczynach naszych kłótni i kryzysów, bo wywlekanie takich rzeczy na blogu nie jest mądre ani dobre. Pomyślałem jednak, że warto napisać, dlaczego w nowy rok wchodzimy zdecydowanie wzmocnieni jako małżeństwo.

Uratowała nas miłość. To brzmi naiwnie, ale to działa, choć oczywiście nie tak prosto, jak by to się z pozoru mogło wydawać.

Nawet w najtrudniejszych chwilach, gdy właśnie pojawiały się myśli o rozstaniu, to wynikały one z utraty wiary w to, że mamy siłę, by ratować związek niż braku chęci ratowania. Myśmy oboje wiedzieli, że się kochamy, ale widzieli, że w kryzysie ranimy się nawzajem. Chcieliśmy przerwać tę spiralę, ale nie umieliśmy w tamtym momencie zobaczyć sposobu na to, by to zrobić. Miłość sprawiała, że chcieliśmy przestać się ranić i chcieliśmy znaleźć drogę. Pozwoliła nie poddać się.

Miłość to nie jest zakochanie i motylki w brzuchu. Miłość to codziennie odnawiana obietnica, którą złożyliśmy sobie przed ołtarzem, na całe życie. Nie przysięgaliśmy sobie miłości na czas, gdy jest dobrze, ale “na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie, póki śmierć nas nie rozłączy”.

Miłość to ciągłe wybaczanie. Nie wierzę w to, że są związki, w których ludzie w ogóle się nie ranią, w ogóle nie kłócą, nie mają kryzysów. Ważne jest to, co z tym robimy. Jako osoba wierząca przytoczę tu fragment, który zawsze staje mi przed oczami, gdy o tym myślę:

Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.»

Mt 18, 21-22

Miłość to wybaczanie sobie i sobie wzajemnie. Nie można wybaczyć innym, jeśli nie wybacza się sobie. Jeśli nie wybaczasz sobie, to albo uznajesz, że nie masz nic wymagającego wybaczenia, czyli uważasz się za ideał, a nikt nim przecież nie jest. Jeśli więc nie patrzysz na siebie realnie, to budujesz zamki na piasku. Albo – nie wybaczasz, bo brak Ci miłości do siebie samego. A nie ma miłości do innych bez miłości do samego siebie.

Miłość to wybaczanie ciągłe, nieustanne, bez końca. Ono bowiem daje nadzieję. Nie chodzi wcale o budowanie poczucia bezkarności, że cokolwiek nie zrobię, to i tak zostanie mi odpuszczone. Chodzi o poczucie tego, że jest w życiu coś pewnego, stałego – constans. I tym constans jest, a przynajmniej powinna być, miłość między mężem i żoną.

Rok 2019 to rok, który pokazał mi, że tak jest między nami, między mną a Magdą. Dlatego w rok 2020 wchodzimy, jak sądzę, wzmocnieni, silniejsi.

I tego właśnie chcę Wam wszystkim życzyć na Nowy Rok – miłości, która jest wybaczaniem, która daje pewność, stałość i siłę, żebyście tak kochali i tak byli kochani.

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY