Czy ten film jest dla dzieci?

Wpis reklamowyNieraz słyszymy albo i sami mówimy, że film jest “nie dla dzieci”. Jasne, są takie filmy, ale często na wyrost zakładamy, że film dla dzieci się nie nadaje. Ta refleksja naszła mnie, bo świąteczna przerwa była dla nas okazją do wspólnego oglądania filmów i seriali.

Gdy byłem dzieckiem, a – przypomnę – mówimy o czasach, zanim wyginęły dinozaury, w filmach dla dzieci i młodzieży twórcy unikali trudnych tematów, np. śmierci, a jeśli nawet takowa się pokazywała, to nie mogła spotkać dobrego bohatera. Filmy miały być raczej pogodne, optymistyczne. Mroczne klimaty uznawano za niewłaściwe. Cenzura, a właściwie – autocenzura, dotyczyła oczywiście również spraw obyczajowych.

Dziś wygląda to inaczej. I wcale nie uważam, by to było takie złe, jak się niektórym wydaje.

 

Oczywiście, film trzeba dobrać do wieku dziecka, bo inna estetyka będzie odpowiednia dla trzylatka, inna dla siedmiolatka, jeszcze odmienna – dwunastolatka, że o szesnastolatku nie wspomnę. Nie chodzi wyłącznie o wiek, ale przede wszystkim o indywidualne możliwości poznawcze i wrażliwość dziecka. To, co dla jednego siedmiolatka będzie odpowiednie, może się okazać zbyt trudne lub drastyczne dla drugiego. Nikt nie zna tych indywidualnych cech (a przynajmniej tak chyba powinno być) lepiej niż rodzic. I to on najlepiej może dopasować treści dla swojego dziecka.

W czasach mojej młodości kultowy film “Wejście smoka” z Brucem Lee uznawany był za film dla osób pełnoletnich. Oczywiście jako nastolatkowie obchodziliśmy ten zakaz. Czy wyrośliśmy przez to na psychopatów bijących wszystkich dookoła? Oczywiście nie. Rozliczne trupy padające od strzałów Rambo nie zmieniły mnie w szaleńca ganiającego z karabinem maszynowym po ulicach.

Pokolenie mojej, szesnaście lat młodszej, Żony zaczytywało się w książkach o Harrym Potterze, a potem zachwycało filmami o tym młodym czarodzieju. I, choć wielu księży do dziś walczy z twórczością Joanne Rowling, twierdząc, że jest siedliskiem satanizmu, okultyzmu i czarnej magii, to jakoś nie wydaje mi się, by pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków składało się w przeważającej części z otumanionych satanistów zabijających się nawzajem zaklęciem “Avada Kedavra”.

Co ważniejsze: filmy, również te z pozoru nie dla dzieci, mogą być świetną okazją do rozmów na poważne tematy. Moim zdaniem istotne jest bowiem to, by nie uznawać filmu od razu za niewłaściwy dla dziecka, ale by raczej dowiedzieć się o nim więcej i być otwartym na obejrzenie go wspólnie. Możemy wtedy sami ocenić, jak dziecko ten film odbiera, wyjaśniać mu trudne elementy i wykorzystać to, co zobaczyliśmy razem na ekranie, do rozmowy.

Takim materiałem jest moim zdaniem na przykład serial fantasy “Mroczne materie“. Lyra jest z pozoru zwyczajną dziewczyną. Kiedy znika jej najlepszy przyjaciel, decyduje się ruszyć mu na pomoc, odkrywając przy tym groźny spisek, który dotyczy porwanych dzieci. Lyra podejmuje też próbę zrozumienia tajemniczego zjawiska zwanego Pyłem. Nie będę opowiadać Wam fabuły, bo nikt (poza moją Żoną) nie lubi przecież spoilerów.

Serial – jak sam tytuł podpowiada – jest mroczny. Zdecydowanie nie pokazywałbym go małym dzieciom. Ale już dla naszych chłopaków jak najbardziej się nadaje, acz do wspólnego oglądania. To wspólne oglądanie ma tu ogromną wartość, bo daje sposobność do rozmów o sprawach, o których inaczej zapewne nie byłoby okazji z dziećmi dyskutować. Etyka w nauce, granice badań naukowych, totalitaryzm, eugenika, inżynieria społeczna i genetyczna, pragnienie wolności, lojalność, wierność w przyjaźni – ile z tych tematów porusza się w rozmowie z dziećmi, ot tak, bez okazji? A tu fabuła sama aż prosi się, by w jej oparciu o tym porozmawiać.

Bo do tego, że warto rozmawiać z dziećmi, również na takie trudne tematy, to chyba nie muszę nikogo przekonywać, prawda?

Serial “Mroczne materie” dostępny jest na platformie HBO GO.
10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY