Weryfikacja wieku nie zadziała

Stowarzyszenie Twoja Sprawa przygotowało projekt, który w założeniu ma chronić dzieci przed pornografią. Problem w tym, że to, co aktywiści proponują, jest albo niewykonalne, albo oznacza ogromne zagrożenie dla prywatności wszystkich Polaków.

W swoim projekcie ustawy, popartym już między innymi przez premiera Mateusza Morawieckiego, stowarzyszenie chce nałożyć na firmy dostarczające treści pornograficzne online obowiązek skutecznego sprawdzania wieku internautów, tak, aby osoby poniżej 18 roku życia nie mogły uzyskiwać dostępu do takich materiałów. Brzmi świetnie, ale… Zawsze jest jakieś “ale”, z tym że tym razem to “ale” jest naprawdę potężne.

To, że dzieci i młodzież nie powinni mieć dostępu do pornografii, nie ulega wątpliwości. Co do tego wszyscy jesteśmy zgodni. Właściwie wszystkie dostępne badania dowodzą, że tego rodzaju treści są dla młodych ludzi bardzo szkodliwe, a równocześnie uzależniające.

Pytanie nie dotyczy więc tego, czy należy chronić dzieci przed pornografią, ale tego – jak to robić.

Już w 2002 roku, czyli, jak łatwo policzyć, 17 lat temu, zajmując się zawodowo jako jeden z pierwszych w Polsce bezpieczeństwem dzieci w internecie, zastanawiałem się nad pomysłem weryfikacji wieku. Porównywałem różne pomysły, analizowałem wszelkie ich mocne i słabe strony. Dodam tylko, że były to czasy jeszcze przed spopularyzowaniem serwisów społecznościowych, w których to użytkownicy dodają treści. Wtedy sytuacja była prostsza, bo to właściciel strony miał pełną kontrolę nad tym, co się na niej pojawia. Dziś, w dobie YouTube, Twittera, Facebooka, Instagrama, MeWe, Tic Toc i wielu innych mediów społecznościowych, sytuacja stała się o wiele trudniejsza do opanowania.

Mówiąc wprost i najprościej: To jest po prostu niewykonalne. Z jednym wyjątkiem. A i to nie do końca.

Tym – przynajmniej z pozoru – skutecznym rozwiązaniem miałoby, jak twierdzą niektórzy, być powiązanie weryfikacji na stronie dla dorosłych z dowodem osobistym użytkownika. Miałby on np. po wylegitymowaniu się dowodem kupić sobie kartę z kodem weryfikującym. Brzmi nieźle, ale tylko na pierwszy rzut oka.

Popularny serwis o cyberbezpieczeństwie Niebezpiecznik zwraca tu uwagę, słusznie skądinąd, że byłoby to ogromnym zagrożeniem dla prywatności wszystkich korzystających z internetu, a konkretnie – z tej pikantnej jego części, Polaków. To prawda. Powstaje też problem prawny z istnieniem i prowadzeniem takiej bazy danych, gdyż są to dane osobowe wrażliwe, których żaden organ państwowy nie ma prawa gromadzić i przetwarzać. Powierzenie ich jakiemukolwiek podmiotowi prywatnemu wydaje się zaś rozwiązaniem jeszcze gorszym.

Takie rozwiązanie zafundował nam rząd w przypadku kart sim na doładowanie w telefonach komórkowych. Uznając, że karty prepaidowe są często wykorzystywane przez przestępców, a mogą też posłużyć terrorystom, władze wprowadziły obowiązek rejestrowania kart po zakupie. Trzeba w tym celu pokazać sprzedawcy swój dokument tożsamości.

Pomysł być może z punktu widzenia władz brzmiał dobrze, ale, gdy tylko nowe prawo weszło w życie, pojawiły się w sieci oferty sprzedaży już zarejestrowanych kart. Jak to działa? Idę do kiosku, kupuję 20 kart SIM, rejestruję je na siebie, a potem odsprzedaję. Ot, cała filozofia.

Oczywiście rządzący mogą zaostrzyć prawo i wprowadzić kary za takie działania. Podobnie mogą zrobić w przypadku systemu weryfikacji wieku. Problem w tym jednak, że to i tak nic nie da. Dlaczego?

Internet jest globalny, ponadgraniczny, a prawo – nie. Uchwalona przez polski parlament ustawa działać będzie na terytorium Polski. Wystarczy jednak, że strona z treściami dla dorosłych będzie prowadzona przez podmiot zarejestrowany na przykład w Czechach, a utrzymywana na serwerze w jeszcze innym kraju, by polskiej legislacji nie podlegała. Na takiej stronie żaden system weryfikacji wieku nie pojawi się, bo po prostu nie będzie musiał.

Jedynym pozytywnym skutkiem budowania takiego systemu weryfikacji wieku będzie podniesienie wiedzy informatycznej wśród ludzi, którzy zechcą ten system obchodzić. Eksperci od bezpieczeństwa dzieci w internecie zachęcają rodziców do stosowania dostępnych na rynku filtrów rodzicielskich i aplikacji kontrolnych. Pisałem o tym np. w tekście o tym, jak przygotować telefon dla dziecka:

Jak przygotować dziecko na telefon, a telefon na dziecko?

Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że nie ma takich rozwiązań technicznych, których nie da się obejść. Rozwiązaniem nie jest bowiem mnożenie przepisów, zwłaszcza tych, które i tak pozostaną martwe, ani szukanie technologicznego panaceum. Jest nim edukacja – rodziców i dzieci.

Mam tu na myśli z jednej strony mądrą, odpowiedzialną, dostosowaną do wieku, wrażliwości i możliwości poznawczych dziecka edukację seksualną, z drugiej – naukę bezpiecznego korzystania z nowych technologii. Przede wszystkim jednak potrzebna jest nauka mądrego korzystania z internetu, wykorzystywania go w dobrym celu, do rozwijania pasji. To jest rola nas, rodziców. A nam, rodzicom, przyda się oczywiście w tym pomoc, np. ze strony szkoły czy organizacji takich jak wspomniane Stowarzyszenie Twoja Sprawa, które na szczęście poza tworzeniem nieudanych projektów ustaw prowadzi też fajne działania edukacyjne.

Obraz Gerd Altmann z Pixabay przetworzony przez nas
Partnerem cyklu #MądryInternet jest XIAOMI
10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY