Jak wytłumaczyć dzieciom Boże Narodzenie

Niedawno jeden z popularnych księży przypomniał w internecie, że w Boże Narodzenie przychodzi do nas Bóg, a nie – Sanepid. Takie przypomnienia wydają się już nieco bez sensu w erze popularności Penisowej Pani Domu.

Jasne, nadal w niektórych domach przygotowania do świąt, sprzątanie, gotowanie, kupowanie prezentów pochłaniają tyle uwagi, że zapomina się, co właściwie świętujemy. Coraz częściej jednak problemem staje się coś zupełnie innego. Istota świąt znika w ramach poprawności politycznej. Na świątecznych kartkach pojawi się choinka, prezenty, ale – broń, Boże – nie stajenka. Życzymy sobie Wesołych Świąt, ale pilnujemy, by nie dodać, jakich, bo to już byłoby niepoprawne. Pewna posłanka obwieściła nawet urbi et orbi, że ona świętuje przesilenie zimowe. No, niech jej będzie, skoro tak lubi. Spotykamy się na Wigilii, ale nie mówimy, czego to jest Wigilia.

W naszym kręgu kulturowym świętujemy jednak Boże Narodzenie. Tak po prostu. Nawet nie Chanukę, choć wypada mniej więcej w tym samym czasie. O niej zresztą też nie wypadałoby pewnie mówić, wszak i to jest święto religijne.

Dla jasności: mi nie chodzi o to, że wszyscy muszą wierzyć w Boga, w to, że narodził się jako człowiek. Oczywiście, że nie muszą. Niech każdy wierzy, w co sobie chce. Choćby i w Latającego Potwora Spaghetti, ale nie zapominajmy, co świętujemy, bo to jest część naszego dziedzictwa kulturowego. Dlatego postanowiłem napisać tekst, który pomoże wyjaśnić dzieciom, co tak naprawdę świętujemy. Warto to zrobić, nawet jeśli ktoś nie wychowuje dzieci w wierze chrześcijańskiej – po prostu po to, by wiedziały. Wystarczy uzupełnić to wówczas zastrzeżeniem, że niektórzy w to wierzą, ale mama i tata akurat nie.

Zacznijmy od początku.

Gdy Pan Bóg stworzył człowieka, obdarzył go wolnością, czyli prawem i możliwością wybierania między dobrem i złem. Kochał człowieka i chciał być przez niego kochany, a tylko w wolności można kochać. Nie chciał zaprogramować człowieka jak robota, ale by ten kochał Go z własnej woli.

Umieścił człowieka w raju i powiedział, co wolno, a czego nie. To trochę tak jak rodzice, którzy czasem czegoś dziecku zabraniają – przecież nie złośliwie, ale dlatego, że wiedzą, iż coś nie jest dla dziecka dobre. Adam i Ewa w raju nie posłuchali Pana Boga i złamali Jego zakaz.

Ale to nie ich nieposłuszeństwo było tak naprawdę problemem. Prawdziwym problemem było i jest coś zupełnie innego. Otóż człowiek uwierzył szatanowi i zwątpił w miłość Boga. Wąż w raju wmawiał, że zakaz jedzenia owoców z jednego drzewa wynika z tego, że Pan Bóg nie chce się z człowiekiem podzielić, a nie z tego, że chce dla niego dobrze. Do dziś wielu ludzi nie umie uwierzyć w to, że Pan Bóg kocha każdego z nas absolutnie bezinteresownie i bezgranicznie, że jest dobry i chce dla nas dobrze. On zaś stara się, jak może, by nas o tej swojej miłości przekonać, usuwając w ten sposób przyczyny tego złego wyboru, jakiego dokonali pierwsi ludzie w raju.

I właśnie po to, by nas o tym przekonać, Pan Bóg postanowił stać się jednym z nas.

Najpierw archanioł Gabriel przyszedł do Maryi. Nie ogłosił Jej tak po prostu woli Pana Boga, ale spytał, czy Ona się zgadza zostać mamą Pana Jezusa. Mogła się nie zgodzić. Pan Bóg kocha człowieka i szanuje jego wolność, jego prawo do decydowania. Dopiero gdy Maryja zgodziła się, Boży plan mógł być realizowany.

Maryja była żoną świętego Józefa. On wiedział, że dziecko, które ma się narodzić, to Syn Boży, bo anioł ukazał się również jemu i wszystko mu wyjaśnił. Opiekował się żoną najlepiej, jak umiał, choć był prostym i ubogim cieślą, czyli pracował, stawiając domy.

Izrael był wtedy pod władzą Rzymian. Rzymski cesarz postanowił policzyć wszystkich swoich poddanych, więc nakazał, by wszyscy udali się do miejsc, z których pochodzą i tam dali się spisać. I tak święty Józef, choć mieszkał w Nazarecie, musiał razem z Maryją, swoją żoną, pójść do Betlejem, skąd pochodził.

Poszli tam i szukali noclegu, ale nie udało im się znaleźć. W mieście było dużo ludzi, wielki tłok, brakowało miejsc, w których można by przenocować. Nikt nie chciał ich przyjąć. My też często nie chcemy przyjąć gości. Lubimy myśleć o sobie, że jesteśmy gościnni, ale gdy ktoś nas poprosi o pomoc, szukamy pretekstu, żeby tej pomocy nie udzielić, bo tak nam wygodniej. Tak święty Józef i Maryja znaleźli się w szopie. My dziś wyobrażamy ją sobie na swój sposób, ale tak naprawdę była to po prostu jaskinia. Na pewno było im tam niewygodnie i zimno.

W takich warunkach urodził się Pan Jezus, Bóg. Mógł przecież przyjść na świat w królewskim pałacu, mógł w ogóle przyjść od razu jako dorosły. Wybrał jednak taki sposób i to jest dla nas bardzo ważny znak. Pan Bóg chciał objawić nam się jako bezbronne dziecko, pokornie. Pewnie tego nie pamiętasz, ale kiedy dziecko się rodzi, jest całkowicie bezbronne. Nie umie chodzić, nie umie mówić, więc nie powie, czego potrzebuje i chce, nie umie samo jeść ani pić, potrzebuje, by ktoś zmieniał mu pieluchę, gdy się załatwi. Nie jest w stanie samo sobie poradzić bez rodziców, bez dorosłych.

Pan Bóg, w którego my, chrześcijanie, wierzymy, tak kocha ludzi, że przyszedł do nich całkowicie bezbronny, oddając im się pod opiekę.

Mógł ogłosić Swoje pojawienie się na świecie wszystkim ważnym, bogatym i mającym władzę. Zamiast tego najpierw pokazał się prostym pasterzom, by to oni jako pierwsi mogli się cieszyć.

Boże Narodzenie to urodziny Pana Jezusa, dlatego świętujemy je razem z nim. To ciekawe urodziny, bo choć obchodzi je Pan Jezus, to jednak to my dostajemy prezenty. Obchodzimy te święta, by pamiętać, że Pan Bóg tak nas kocha, że przyszedł na świat i stał się jednym z nas, by cieszyć się tą Jego miłością. Warto w nią wierzyć. Gdy wierzymy, że Pan Bóg nas kocha, że jest dobry i chce dla nas dobrze, jest nam łatwiej postępować zgodnie z tym, czego nas uczy, a to przybliża nas do Królestwa Bożego, w którym nie ma smutku, chorób, biedy i w którym jesteśmy zawsze blisko Niego. To czas, gdy wszyscy możemy znów poczuć się dziećmi, nawet dorośli, bo przecież wszyscy mamy jednego Tatę – Pana Boga.

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY