Płacz, dziecko, płacz

Mój młodszy syn pożegnał w tym roku przedszkole. To było genialne przedszkole z fantastycznymi nauczycielkami, więc nie ukrywam, że wszystkim było nam przykro, gdy nastąpiło pożegnanie. Po ostatnim spędzonym w przedszkolu dniu syn wrócił i z ekscytacją opowiadał, jak ukochana ciocia Asia odprowadziła go nie tylko do szatni, ale spory kawałek drogi do domu i dopiero tam się pożegnali.

Tego samego dnia wieczorem zamiast ekscytacji pojawił się smutek, a wraz ze smutkiem płacz. Synek przybiegł, płacząc, że chce iść na drugi dzień do przedszkola, że tęskni za kolegami i ciocią Asią. Zanim poszedł spać, przychodził po pocieszenie 3 razy.

Gdy Beniu przybiegał płakać w moich lub męża ramionach, ani razu nie usłyszał, że ma przestać płakać. Tuliliśmy, całowaliśmy, pocieszaliśmy, ale nie prosiliśmy go, by przestał płakać, mimo że ten pełen smutku płacz rozrywał nam serca.

Większość z nas jako dzieci słyszała: „i czego ryczysz”, „przestań beczeć”, „nie marz się”, „ty mazgaju”, „beksa z ciebie”, itd. Płacz ukazywano nam jako coś negatywnego, coś, czego należy się wstydzić – jako słabość. W przypadku chłopców dochodziło sławne „chłopaki nie płaczą”.

Efekt jest taki, że dziś nie radzimy sobie z płaczem swoim, a także innych. Nie radzimy sobie z płaczem naszego dziecka. W geście obronnym robimy wszystko, by przestać płakać, by inni przestali przy nas płakać. Płacz nas denerwuje, zawstydza, nie umiemy stawić mu czoła.

Pamiętam, gdy lata temu rozpłakał się przy mnie kolega. Miałam ochotę zwiewać, bo: jak to facet płacze? Faceci nie płaczą, nie wolno im, muszą być twardzi. Nie umiałam go pocieszyć, bo jedyne, o czym myślałam, to, by natychmiast przestał płakać.

Gdy sama płaczę, czuję się zażenowana, mam się za histeryczkę, idiotkę. Zazwyczaj też nie ma mnie kto pocieszyć, ewentualnie usłyszę „nie płacz”.

Dlatego właśnie moje dzieci uczę, że płacz nie jest niczym złym, że czasem pozostaje tylko to. Pamiętam, gdy jakiś czas temu powiedziałam do syna: „dziś, kochanie, tylko płaczemy”. Na drugi dzień mieliśmy wszyscy wziąć się w garść, ale w ten konkretny dzień przytuleni do siebie zalewaliśmy się łzami, bo właśnie tego wtedy potrzebowaliśmy.

Chcę, aby moje dzieci umiały przyjąć własne emocje, w tym smutek i złość. Chcę, żeby moi synowie nie uciekali przed emocjami innych, ale mogli być wsparciem dla bliskich im ludzi, a, co za tym idzie, by radzili sobie także z ich płaczem. Nie chcę, by uciekali, bo ich to przerasta. Nie chcę, by wstydzili się swoich emocji, swoich łez. Nie chcę, by jako chłopcy dorastali w przekonaniu, że płacz to słabość i im płakać nie wolno.

Dlatego właśnie, dziś, gdy są jeszcze mali, pozwalam im po prostu płakać. Akceptuję ich łzy, aby i oni je akceptowali.

Obserwuj

Magdalena Śpiewak

Szefowa at Mądrzy Rodzice
Mama dwóch chłopców - Benia i Fabiana, żona jednego męża - Jakuba. Wszechwładna szefowa Mądrych Rodziców, a zarazem autorka tekstów, opiekunka naszego Instagrama i Faceboooka. Blogerka znana jako Dziewczyna z obrazka. Kocha jednorożce, uwielbia tatuaże.
Obserwuj

Latest posts by Magdalena Śpiewak (see all)

POLECAMY