Jak ochronisz swoje dziecko przed molestowaniem

Nawet najlepsze prawo, najsprawniej działające organa ścigania i wymiar sprawiedliwości, świetne szkoły i jeszcze lepsze organizacje pozarządowe nie zapewnią dziecku pełnej ochrony przed molestowaniem seksualnym. Kluczową rolę do spełnienia mają tu bowiem rodzice. Co powinni robić?

Politycy, dziennikarze, ale i wielu rodziców sprzeciwia się edukacji seksualnej w szkołach, a pomysł wprowadzenia jej do przedszkoli traktują jak absolutną aberrację i horror. Te zajęcia są potrzebne, choć oczywiście trzeba dyskutować o ich kształcie, przede wszystkim dlatego, że dzieci nie dostają potrzebnej wiedzy w domu. Gdyby dostawały, takie lekcje byłyby po prostu zbędne. Temat budzi ogromne emocje, gorące spory ideologiczne, ale umyka w nich to, co istotne – dobro dzieci i ich ochrona przed krzywdzeniem.

Seksualne dziecko

Dziecko jest istotą seksualną – to prawda, którą dorosłym bardzo trudno przyjąć. Budzi w nich opór, krzyczą o seksualizacji dzieci przez rozmaitych deprawatorów. Nie chcą rozmawiać o dzieciach w kontekście seksualności, a tym bardziej z dziećmi. Stosują taktykę przestraszonego strusia na betonie. Można i tak, ale sens w tym niewielki.

Zainteresowanie swoim ciałem to coś u dzieci zupełnie naturalnego. Oczywiście, w różnym wieku przybiera ono różne postaci, ale jest i trzeba się z tym pogodzić. Dziecko poznaje swoje ciało, bada je. Odczuwa też przyjemność z dotykania siebie. Zjawisko dziecięcej masturbacji nie wynika z jakiegoś dziecięcego zdeprawowania, ale z naturalnej ciekawości oraz reakcji na bodźce. Badając swoje ciało, dziecko odkrywa, że dotykanie go w określony sposób czy w określonych miejscach jest przyjemne i powraca do tego.

Nie da się więc uniknąć tego, że dziecko w jakiś sposób będzie wkraczało w obszar seksualności.

Rodzic przewodnikiem

Rolą rodzica jest być przewodnikiem po świecie. Skoro uznajemy, że dziecko jest istotą seksualną, to rolą rodzica jest mądrze ten świat dziecku objaśniać, w sposób adekwatny do potrzeb i możliwości oraz wieku dziecka – rzecz jasna.

O czym innym i w inny sposób będziemy rozmawiali przecież z przedszkolakiem, inaczej z ośmiolatkiem, a jeszcze o czymś innym i w innej formie – z nastolatkiem. Tak czy siak jednak powinniśmy z dziećmi rozmawiać, zaczynając jak najwcześniej, dostosowując się do potrzeb i możliwości dziecka – bez napięcia, robienia sensacji, niepotrzebnej wstydliwości, ale i bez niepotrzebnego epatowania.

Wielu rodziców niestety oddaje to zadanie walkowerem. Szkoła, która miała rodziców wesprzeć, robi to często w sposób nieudolny. W efekcie dzieci edukują się same – na podwórku, na szkolnym korytarzu i przede wszystkim w internecie. Nie tylko uczą się w ten sposób głupstw i rzeczy nieprawdziwych, ale też budują sobie spłycony, zwulgaryzowany i fałszywy obraz ludzkiej seksualności.

Bardzo często wymówką do unikania działań związanych z wychowaniem do seksualności jest dla rodziców religijność, nawet gdy w rzeczywistości owa religijność okazuje się, delikatnie ujmując, mocno deklaratywna. Nie jest tajemnicą, że jesteśmy rodziną ludzi wierzących. Ja sam mocno angażuję się w życie Kościoła. Z tej perspektywy z całą mocą twierdzę, że ta wymówka jest absolutnie fałszywa. Seksualność jest darem od Pana Boga, z którego to daru należy mądrze i dobrze korzystać. A kto ma to dziecku wyjaśnić, jeśli nie rodzic właśnie?

Odpowiednie dać rzeczy słowo

Język polski w sprawach seksu nie ułatwia nam życia. Większość określeń to albo nazwy medyczne, albo wulgaryzmy, albo przedziwne twory typu „wacuś”. My, dorośli, mamy często przez to problem z mówieniem na temat seksu – nie przez wstydliwość, ale właśnie przez brak dobrych słów.

Nie zmienia to faktu, że jedną z podstawowych rzeczy jest naturalne nauczenie dzieci nazywania części ciała. Tak, jak uczymy dziecko, że tu jest rączka, a tu nóżka, tu szyja, ucho, nos i głowa, tak warto, byśmy bez skrępowania, w taki absolutnie pozbawiony sensacyjności sposób, nauczyli dzieci nazywania intymnych części ciała.

I tu mam myśl, która być może wyda się niektórym kontrowersyjna: Uważam bowiem, że należy nauczyć dzieci różnych określeń, również tych wulgarnych. Dziecko i tak nauczy się ich – przyniesie je z przedszkola, szkoły, czy podwórka. Jeśli pozna je dzięki rodzicom, z odpowiednim wyjaśnieniem: że te akurat nazwy uznajemy za niekulturalne i staramy się ich nie używać, to nie nabiorą one cech owocu zakazanego, który – jak wiadomo – kusi najbardziej. Znajomość różnych form jest też według mnie czymś, co chroni. Potencjalny sprawca może posługiwać się różnymi nazwami. Jeśli dziecko będzie je znało, będzie mogło łatwiej rozpoznać, że dzieje się coś niewłaściwego.

Znajomość różnych określeń, w tym również tych, które uznajemy za niecenzuralne, ułatwi dziecku w razie potrzeby przyjście i powiedzenie nam, co się działo, że ktoś próbował je dotykać albo namawiał do czegoś, bo nie będzie w dziecku lęku przed reakcją dorosłych na użycie niewłaściwych słów. Kiedy jakiś czas temu często szkoliłem profesjonalistów na temat rozmowy z dzieckiem molestowanym, zwracałem im uwagę, by nie poprawiali dziecku słownictwa i notowali je dosłownie. Dzięki temu nie zniechęcą dziecka do mówienia, a specyficzne słownictwo może być przydatną informacją i poszlaką w ewentualnym śledztwie.

Wyznaczanie granic

Kolejna niezwykle istotna sprawa, której musimy nauczyć nasze dzieci, to umiejętność wyznaczania granic. Dziecko powinno wiedzieć i trzeba to wyjaśnić w sposób zwięzły, prosty i spokojny, że nikt nie ma prawa dotykać go w miejscach intymnych. W przypadku nastolatków powyżej 15 lat – bez ich zgody.

Jasne, pamiętamy o tym, że bardzo małe dziecko wymaga pielęgnacji, a potem jeszcze pomocy przy czynnościach higienicznych, ale nie ukrywam, że ja jestem zwolennikiem takiego mocnego zastrzeżenia, że nikt nie ma prawa, ewentualnie z uwagą o tym wyjątku. Sprawcami krzywdzenia seksualnego najczęściej są osoby z najbliższego otoczenia dziecka.

Molestowanie seksualne nie musi przyjmować form skrajnych. Zwłaszcza na etapie oswajania dziecka często przybiera postać przytulania, głaskania czy całowania. Ważne więc, żebyśmy nauczyli dziecko, że może nie chcieć, ma prawo odmówić i dorosły ma obowiązek to uszanować. Sęk w tym, że jeśli nawet to mówimy, to potem bardzo często w praktyce uczymy dzieci czegoś przeciwnego. „No, ale pocałuj wujka na dzień dobry”, „Dlaczego nie chcesz, żeby babcia dała ci buzi? Babci będzie przykro.” Jedno mówimy, a drugie pokazujemy. Ten brak spójności szkodzi dziecku.

Mimochodem

Seksualność z różnych powodów jest dla nas tematem tabu. To nie jest pewnie moment na rozważanie, dlaczego, ale dla wielu ludzi tak niewątpliwie jest. To rodzi ogromne problemy. Jako rodzice traktujemy często seksualność jako strefę zagrożenia, dlatego staramy się to pole minowe omijać, naiwnie sądząc, że w ten sposób uchronimy nasze dzieci przed chodzeniem na nie. Nie, nie uchronimy, ale za to nie nauczymy ich bezpiecznego poruszania się. Seksualność nie jest zła, co najwyżej czasem nierozsądnie lub niemoralnie z niej korzystamy. Nóż też nie jest zły, możemy nim pokroić chleb na kolację albo zadźgać sąsiada. Nie obrażamy się jednak na sam nóż, prawda?

To traktowanie seksualności jako zagrożenie sprawia też, że jeśli nawet rodzic uzna, iż trzeba ten temat poruszyć, to na ogół przygotowuje się do tego bardzo długo, a potem sadza dziecko i mówi: „A teraz musimy porozmawiać”. Przydaje wtedy tej sferze sensacyjności, ustawia ją w odbiorze jako coś dziwnego, złego, niepokojącego. Jest jeszcze druga opcja: Gdy rodzic zbierze się już i posadzi dziecko do rozmowy o seksie usłyszy w odpowiedzi: „Dobrze, to co chcesz wiedzieć?”

A zupełnie poważnie, bo temat przecież poważny, pisząc: Zawsze uważałem, że najlepsze wychowanie to wychowanie „mimochodem”. Zamiast sadzać dziecko do poważnej rozmowy, w czasie której lewym uchem będzie ono wpuszczać, a prawym od razu wypuszczać to, co mówimy, lepiej w naturalny sposób, choćby przy obieraniu ziemniaków, na co dzień rozmawiać z dzieckiem. Okazje do rozmowy na ważne tematy przychodzą same, o ile tylko rodzic jest do rozmowy gotowy.

Spójność

Ktoś powiedział kiedyś, że dziecko nie uczy się słuchając, ale obserwując. I to jest szczera prawda. Wychowujemy bardziej przykładem niż mówieniem. Jeśli mówimy, że warzywa są zdrowe, ale sami ich nie jemy, dziecko nie uwierzy w nasze zapewnienia. Tu działa to tak samo.

Jeżeli mówimy dziecku, że ma prawo do wyznaczania granic dotyczących jego ciała, ale jednocześnie, żeby ciocia się nie obraziła, przymuszamy je do dawania buzi na powitanie i pożegnanie, to dziecko zapamięta raczej to przymuszanie, a to, co mówiliśmy uzna za nieprawdę.

Wyznaczanie granic to nie tylko kwestia przytulania, ale w ogóle prawo do mówienia „nie”. To może być dla nas, rodziców, uciążliwe. Mówimy nieraz, że dziecko jest nieposłuszne, bo nam odmawia czegoś. Ale jeśli chcemy, by umiało odmawiać innym, musimy uznać, że może robić to również wobec nas. Niedawno w Tygodniku Powszechnym ukazał się bardzo dobry artykuł Anny Golus o tym, jak presja na bycie „grzecznym” przez dziecko, nieliczenie się z jego zdaniem i lekceważenie go wpływa na podatność na skrzywdzenie. (Przeczytaj tekst tutaj)

Balans

Zapewne większość z nas, rodziców, staje przed koniecznością balansowania. Z jednej strony chcemy chronić dziecko przed dorosłymi, którzy mogliby je skrzywdzić, ale z drugiej – nie chcemy, by rosło w strachu przed światem i nieufności wobec ludzi.

Warto po prostu zaufać swojemu zdrowemu rozsądkowi. To, czego na pewno powinniśmy dziecko nauczyć, to to, że bez wiedzy i zgody rodziców nie przyjmuje się prezentów, w tym słodyczy, od dorosłych. Kolejna sprawa: nie wolno nigdzie iść, korzystać z propozycji podwiezienia, itp. z dorosłymi bez wiedzy i zgody rodziców. Tu dobrze sprawdza się sztuczka z ustaleniem hasła: dorosły, który powołuje się na to, że ma zgodę rodziców, ma podać ustalone wcześniej hasło, które znacie Wy i Wasze dziecko.

Rodzice często pytają, jak wyjaśnić dziecku, kim jest pedofil. Osobiście uważam, że nie ma potrzeby takiego definiowania. Jeśli nie czujesz się na siłach, by to wyjaśnić, po prostu tego nie rób, chyba że dziecko wprost zapyta. A najprostsze wyjaśnienie brzmi: ktoś, kto krzywdzi dzieci, między innymi dotykając je w niewłaściwy sposób.

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę zachęca, by nauczyć dziecko GADKI:

  • G – gdy mówisz nie, to znaczy nie
  • A – alarmuj, gdy potrzebujesz pomocy
  • D – dobrze robisz, mówiąc mi wszystko
  • K – koniecznie pamiętaj, że twoje ciało należy tylko do ciebie
  • I – intymne części ciała są szczególnie chronione

Relacja

Samo gadanie, nawet najmądrzejsze, nie uchroni dziecka. Tak naprawdę bowiem najważniejsza jest Wasza relacja, bo to ona chroni najlepiej. Jeśli masz dobrą relację ze swoim dzieckiem, zobaczysz, że zmienia się coś w jego zachowaniu. Jeśli nie – nie znasz normalnego zachowania, więc nie zauważysz niczego nienormalnego.

Dobra relacja sprawia, że dziecko może przyjść i powiedzieć Ci, że dzieje się coś złego – ufa Ci, nie boi się, spodziewa się, że mu uwierzysz i pomożesz. Uwierz, to chroni najlepiej.

Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY