Magiczne Miętuski

W pokoju rodziców jest zamykana szafka, w której Tata (czyli ja) trzyma Magiczne Miętuski. Magiczne Miętuski mają moc rozganiania złego humorku, który czasem przytrafia się dzieciom, zwłaszcza Beniowi. Za taką magię na szczęście nie palą na stosie, a ja zdradzę Wam jej sekret.

Miętowe cukierki pojawiły się w naszym domu dawno temu, gdy postanowiłem ograniczyć palenie papierosów. Dlatego też były zarezerwowane dla mnie i zostały wyłączone z puli łakoci dostępnych dla wszystkich domowników. Tak trafiły do szafki w naszym pokoju pracy. Nosiłem je też w metalowym pudełku, gdy wychodziłem z domu.

Pewnego dnia, gdy byliśmy gdzieś poza domem któryś z chłopców przewrócił się. Stał, płacząc i trudno było go pocieszyć. I wtedy przypomniało mi się, że mam w kieszeni swoje pudełeczko z miętusami. Podzieliłem się z dzieckiem i łzy wyschły. Zapomniałem o tej sytuacji, ale dzieci nie zapomniały. Gdy coś się wydarzyło trudnego, co powodowało smutek, zaczęły dopominać się pocieszenia. Sam sobie zgotowałem ten los.

Nie chciałem jednak wytworzyć takiego automatycznego połączenia i skojarzenia, które pozwalałoby wymuszać na mnie częstowanie cukierkami. Ani to przecież wychowawcze, ani to zdrowie. Zrozumiałem jednak, że to może być fajne narzędzie, jeśli mądrze z niego skorzystam.

Każdy z nas, i dziecko, i dorosły, odczuwa czasem trudne emocje. Są one trudniejsze, gdy nie umiemy ich rozpoznać i nazwać. Problemy z tym ma wielu dorosłych, a co dopiero dzieci. Bardzo często wszak nie umiemy „spotkać się” z uczuciami, nazwać ich i o nich mówić, a to utrudnia ich przeżywanie i radzenie sobie z nimi.

Nie tak dawno sam miałem taki moment, gdy wpadłem w złość, której dałem upust, ale moja Żona nie rozumiała, o co mi chodzi. Prawdę mówiąc, ja sam nie do końca rozumiałem. Dopiero kiedy udało mi się rozpoznać, co czułem, co było źródłem tego uczucia, nazwać je, opisać w głowie, mogłem sobie z nim poradzić. Mogłem też wyjaśnić Żonie, o co mi chodzi, dzięki czemu ona z kolei mogła odnieść się do źródła tej sytuacji i udało nam się wybrnąć z niej.

Dziecku jest znacznie trudniej. Bardzo często nie umie ono nazwać uczuć, które się w nim pojawiają. Stąd też Benio przychodził i informował mnie po prostu, że „ma dzisiaj trochę zły humorek”. W takich sytuacjach dopytywałem więc delikatnie, co takiego się wydarzyło, że humorek jest zły. Gdy opowiadał, starałem się zrozumieć, jakie to mogło wywoływać emocje. Bywało, że ktoś powiedział coś przykrego, innym razem przedszkolna miłość dokuczała mu podczas zabawy, a czasami po prostu się wywrócił i bolała go nóżka.

Stosowałem prostą i znaną od dawna technikę polegającą na powtarzaniu tego, co mi powiedział innymi słowami, upewniając się, że dobrze go zrozumiałem. Wtedy próbowałem nazywać uczucia, które mogły się u synka pojawić. „Rozumiem, że jest ci przykro, bo chciałeś bawić się z Fabianem, a on nie chciał i wolał bawić się sam?” Czasami ten zły humorek był smutkiem, innym razem złością albo gniewem, rozczarowaniem, a niekiedy zmęczeniem, czy znużeniem.

Pierwszym etapem jest więc ustalenie źródeł trudnych emocji, drugim – ich nazwanie. Ważne było też samo poświęcenie uwagi, docenienie ważności tych uczuć oraz podkreślenie, że dziecko ma do nich prawo. I wtedy miętusek był już tylko wisienką na torcie.

Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY