• Kategoria: Żyjemy
  • Data:

Jeszcze nie wszystko stracone

Mało kto ma wątpliwości, że tłem zamachu na prezydenta Gdańska śp. Pawła Adamowicza są ostre podziały społeczne, konflikty, agresja – wszechobecne w życiu publicznym. Wiadomo, że żadnej zgody nie będzie. Ale my jako rodzice możemy doprowadzić do zmian, choć zajmie to dużo czasu.

O tym, dlaczego żadnej zmiany na lepsze po śmierci śp. Pawła Adamowicza nie będzie, pisałem na moim blogu, tekst pojawił się też na FB Mądrych Rodziców):

Moja i twoja beznadzieja

Nie wierzę w to, że politycy zmienią swoje zachowanie. Zresztą, ja w ogóle nie wierzę politykom ani w polityków. Nie wierzę też w to, że dziennikarze zmienią swoje zachowanie. Zresztą, ja w ogóle nie wierzę dziennikarzom ani w dziennikarzy. Nie wierzę również w to, że ci wszyscy, którzy wypisują te wszystkie obrzydlistwa w komentarzach, przestaną to robić. Ale – kto wie? – może nasze dzieci kiedyś zmienią internet i życie publiczne na lepsze? Mamy na to wpływ.

Odpowiednie dać rzeczy słowo

Mam uczulenie na słowo „hejt” – nie dlatego, że nie lubię naleciałości z języków obcych, bo one są nieuchronne, ale dlatego, że ono łagodzi i oswaja rzeczywistość, zakłamując jej opis. Nie, nie z hejtem mamy problem.

Jeśli nawet zastąpimy to angielskie słowo jego polskim odpowiednikiem, czyli określeniem „mowa nienawiści„, to nadal nie będzie to właściwy opis sytuacji. Słyszę regularnie apele o karanie prawne za mowę nienawiści, ale nikt do tej pory nie zdefiniował jasno, czym ona jest, gdzie są granice między ostrą, ale wciąż jeszcze dozwoloną, krytyką, czy wyrażaniem swojej niechęci, a tą osławioną mową nienawiści.

Nawet jednak, gdyby udało się stworzyć taką jasną i akceptowalną powszechnie definicję, to i tak to nie z mową nienawiści mamy problem.

Mowa nienawiści jest tylko uzewnętrznieniem się nienawiści. To z nienawiścią mamy problem.

Ale nie tylko z nią.

Mamy problem z brakiem szacunku do innych i do siebie. Mamy problem z nieumiejętnością rozmawiania i spierania się. Mamy problem z brakiem poczucia odpowiedzialności za siebie i za innych. Mamy problem z brakiem tolerancji, tej zgodnej z jej definicją, z brakiem pokory. Z brakiem minimalnej przyzwoitości. I wreszcie – z brakiem poczucia wspólnoty.

Ktoś, kto obraża innych w internecie, czy poza nim, nie szanuje ich, ale – paradoksalnie – nie szanuje też siebie, bo przecież wystawia sobie świadectwo. Nie szanujemy swoich przeciwników, dehumanizujemy ich, pozbawiamy jakichkolwiek dobrych cech. Nie są przeciwnikami, lecz wrogami. Jeśli nie zgadzają się z nami, to są idiotami, zdrajcami, na pewno mają złe intencje. Nie przyjmujemy do wiadomości, że ktoś może mieć inne poglądy i – co ważniejsze – że to my możemy nie mieć racji. Cytując sławny film „Dzień świra”:

„Moja jest tylko racja, i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!”

Nie dajemy sobie wzajemnie prawa do różnic poglądów. Jeśli ktoś nie podziela naszych, to jest złem wcielonym. Nie rozumiemy, że tolerancja to znoszenie tego, czego się nie akceptuje – nie umiemy przyjąć, że ktoś ma poglądy, z którymi się nie zgadzamy i których nie akceptujemy, nie dajemy mu do tego prawa. Jeśli ma inne, to jest głupcem, lewakiem, moherem, zdrajcą, pisiorem, popaprańcem, kodomitą, pisuarem, faszystem, pedałem i wrogiem Ojczyzny.

Nie przestrzegamy już takich minimalnych zasad przyzwoitości, które wymagają chociażby uszanowania żałoby, tego, by nie robić czegoś, co w tym trudnym czasie dodatkowo raniłoby bliskich osoby zmarłej, które wymagają mówienia prawdy, odnoszenia się z szacunkiem do innych.

Nie umiemy też dyskutować. Ksiądz Tischner pisał o tym, by „różnić się pięknie”. Naprawdę, to jest możliwe. Dyskusja nie musi prowadzić do przekonania drugiej strony do własnych racji, ale musi u źródeł mieć otwartość na jego rację oraz zgodę na to, że nikt nikogo do niczego nie przekona, ale za to poznamy swoje poglądy i po prostu porozmawiamy.

Nie wszystko stracone

Oglądałem, już po śmierci śp. Pawła Adamowicza, rozmowę z pewnym politykiem. Dziennikarka zapytała go, czy przeprosi innego polityka za bardzo ostre słowa na jego temat. Odpowiedział: czekam, aż najpierw on przeprosi za… Tu tkwi pierwszy haczyk: zmianę trzeba zacząć od siebie. Rachunek sumienia, wie to każdy, kto poważnie traktuje spowiedź, to bardzo trudne wyzwanie. Nie lubimy myśleć o tym, że postąpiliśmy źle, próbujemy wybielać się przed sobą, usprawiedliwiać, racjonalizować, myśleć: „tak, zawiniłem, ale nie miałem innego wyjścia”, „tak, ale inny zawinili bardziej”.

Trzeba spojrzeć na siebie. Ja na przykład wiem, że mój temperament polemiczny i wrodzona skłonność do szyderstwa, sprawiają, że często wchodzę w zbyt ostre spory i potrafię walić niekiedy słowem jak cepem. Muszę to sobie jasno powiedzieć i spróbować to zmienić.

Dlaczego piszę o tym na blogu rodzicielskim? Bo dzieci najwięcej uczą się poprzez obserwację nas, dorosłych. Dzieci biorą od nas nie te piękne i wzniosłe słowa, które do nich mówimy, ale to, co naprawdę robimy, a zwłaszcza – a to pech – to, co robimy źle.

Po śmierci śp. Pawła Adamowicza w wielu miastach włodarze postanowili w podległych sobie szkołach zorganizować zajęcia na temat mowy nienawiści. Pomijając to, o czym pisałem wcześniej, czyli – że nie do końca wiadomo, czym ona jest, to nie wierzę w skuteczność tych zajęć z innego powodu: One skupiają się na przekazie negatywnym. Mamy skłonność w pedagogice i profilaktyce do mówienia głównie o tym, czego nie należy robić. I to po prostu nie działa. Potrzebny jest przekaz pozytywny: Co robić.

Potrzebne nam jest przede wszystkim wychowanie do wartości i uczenie wartości. Fundacja ABCXXI Cała Polska czyta dzieciom realizowała swego czasu program, w ramach którego prowadziła w szkołach lekcje na temat wartości. Okazało się, że większość uczniów nie jest w stanie zdefiniować takich pojęć jak szacunek, przyjaźń, odwaga, odpowiedzialność, tolerancja, uczciwość. Jak wymagać od nich, by żyli takimi wartościami, skoro nie wiedzą nawet, co one oznaczają? Ale to nie jest wina dzieci, lecz nas, dorosłych, bo to my ich tego nie nauczyliśmy.

Jeśli chcemy zmiany na lepsze, powinniśmy:

  1. uczyć dzieci wartości,
  2. wychowywać dzieci do wartości,
  3. sami postępować zgodnie z tymi wartościami, nie czekając, aż inni zaczną to robić.

Ale czy to możliwe?

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)