• Kategoria: Żyjemy
  • Data:

Nie wezmę psa ze schroniska

Nasza rodzina powiększyła się o Holi – śliczną, malutką buldożkę francuską. Gdy pochwaliliśmy się tym na Facebooku, niemal od razu pojawiły się komentarze, z których wynikało, że jako Mądrzy Rodzice mieliśmy wręcz obowiązek wziąć kundelka ze schroniska, a biorąc rasowego psa z hodowli przyczyniamy się do wzrostu liczby psiaków, które trafiają pod opiekę schronisk i rozmaitych organizacji pomocowych. Otóż nie. Ale po kolei.

Bardzo szanuję tych, którzy pomagają zwierzakom, nawet jeśli ich pomoc ogranicza się do klikania „lubię to” i „udostępnij” na Facebooku. To jest bardzo potrzebna działalność. Wciąż wiele psów, kotów i innych zwierząt za sprawą nieodpowiedzialnych ludzi potrzebuje pomocy od ludzi dobrej woli. Porzucane na drogach, w lasach, wyrzucane na śmietnik, dręczone – doświadczają od człowieka tyle zła, że potrzebują doświadczyć też dobra i całe szczęście, że są ludzie, którzy to dobro chcą zwierzętom okazywać.

We wszystkim warto jednak zachować umiar i zdrowy rozsądek. Fanatyzm nigdy nie jest dobry, w niczym. Nawet jeśli intencje masz dobre, gdy wpadniesz w fanatyzm, prędzej czy później zaczynasz robić zło – na przykład ranić innych w imię wyznawanych przez siebie idei.

Ja nie łażę i nie krytykuję innych, nie stawiam im absurdalnych zarzutów. Nie widzę powodu, by inni robili to wobec mnie. Daję dom zwierzakowi, który jest na świecie, chcę otoczyć go miłością. Należy mu się to. No, chyba że lepiej, by trafił do tych obrońców zwierząt, którzy przyszli nas skrytykować? Nie tylko kundelki ze schroniska, ale i rasowe psy z uczciwej hodowli potrzebują domu i kochających ludzi. W sumie – te z nieuczciwej hodowli też potrzebują, niezależnie od konieczności walki z pseudohodowlami.

Szanuję tych, którzy biorą psy ze schroniska. Serio. A już najbardziej tych, którzy biorą te psiaki, którym najtrudniej znaleźć dom – stare, chore, po przejściach. Ja się na to nie zdecyduję. Nie dlatego, że nie jestem Mądrym Rodzicem, ale właśnie dlatego, że nim jestem.

Mam w domu dwójkę dzieci. Jestem za nie odpowiedzialny – w tym za ich zdrowie i bezpieczeństwo. To jest priorytet podstawowy. Nie zaryzykuję więc psa ze schroniska, bo nie jestem pewien jego przeszłości, a – co za tym idzie – liczę się poważnie z tym, że może zdarzyć się coś złego.

Gdy miałem osiem lat, pogryzł mnie pies wzięty ze schroniska, należał do mojego kolegi. Blizny na twarzy mam widoczne do dzisiaj. Ten pies świetnie mnie znał, nieraz bawił się ze mną, ale tego dnia musiałem nieświadomie zrobić coś, do dziś nie wiem, co to było, co odświeżyło psu jakieś trudne, traumatyczne doświadczenia z przeszłości. W efekcie nie tylko rzucił się na mnie, ale potem rzucał się już nawet na swoich właścicieli. Zakładam, że ani oni, ani pracownicy schroniska nie byli świadomi tych psich przeżyć, które do tego doprowadziły. Ich efektem było jednak zagrożenie życia i zdrowia dziecka, w tym przypadku – moje.

W moim domu, gdy byłem dzieckiem, też pojawił się pies ze schroniska. Florka była cudna. Schronisko „zapomniało” jednak poinformować nas, że przez poprzedniego właściciela była szkolona do agresji przeciwko kotom, choć mówiliśmy, że w domu są już dwa koty. Na szczęście Florka była też mądra i czuła taką wdzięczność za zabranie jej z klatki, że do kotów podchodziła na zasadzie: „Nie lubię was, ale z niezrozumiałych powodów moi ludzie was kochają, a ja kocham moich ludzi i nie chcę sprawić im przykrości, więc was nie zjem”. Ale mogło być inaczej. Rozumiem, że pracownicy czy wolontariusze chcieli zapewnić psu dom, ale zataili ważną informację.

Znam wiele historii o wspaniałym działaniu ludzi zaangażowanych w pomoc zwierzętom. Niestety znam też historie o tym, jak – rzekomo dla dobra zwierzęcia – okłamywali ludzi, którzy rozważali adopcję, tylko po to, by „wypchnąć” psa do nowego domu. Przykro mi, ale w związku z tym stosuję zasadę ograniczonego zaufania. A nawet jeśli miałbym zaufać, to zakładam, że ci pomagający ludzie mogą po prostu nie znać przeszłości psa.

Jako Mądry Rodzic, czyli rodzic odpowiedzialny za swoje dzieci, nie wezmę więc do domu zwierzęcia z nieznaną przeszłością. Z hodowli biorę szczeniaka, którego losy są znane od urodzenia. Wybieram rasę, której charakterystyka pasuje do naszej sytuacji. Robię to zresztą nie tylko z odpowiedzialności za dzieci, ale i za tego psa. Jeśli okazałoby się bowiem, że stanowi on zagrożenie dla dzieci, musiałbym wszak go oddać, czyli zafundować mu traumę utraty domu. Przecież nie oddam dzieci.

Osoby, które przyszły z takimi komentarzami do nas, zapewne mają dobre intencje – leży im na sercu dobro psów. I ja to doceniam i szanuję. Ale niech leży im na sercu dobro wszystkich psów, nie tylko tych ze schroniska. Pan Bóg dał nam serce i mamy z niego korzystać. Ale dał nam też rozum. Z niego też warto korzystać. I do tego – szanujmy się wzajemnie. Żyjmy i pozwólmy żyć innym. Mamy prawo do różnych wyborów i ta różnorodność nie uprawnia do obrażania ani agresji.

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)