Wychowanie na gumowych szelkach

Jako młodzieniec zdecydowanie byłem typem buntownika bez powodu. Moi rodzice, a po śmierci Taty, sama Mama, ale i moi nauczyciele, nie mieli ze mną lekkiego życia. Dość napisać, że już w drugiej lub trzeciej klasy szkoły podstawowej określiłem nauczyciela słowem używanym jako wulgarna nazwa męskiego narządu płciowego i często pisanym z błędem ortograficznym, skądinąd uczyniłem to absolutnie słusznie, bo sobie na to zasłużył.

A potem było już jak u Hitchcoka, czyli na początku trzęsienie ziemi, a później napięcie już tylko rosło. Patrząc z boku, można uznać, że jako nastolatek popełniłem wiele błędów. A to zamiast chodzić do szkoły w pierwszej klasie liceum postanowiłem iść na strajk studencki. Innym razem wpadłem na pomysł zrobienia sobie na głowie irokeza, a wtedy jeszcze w szkołach restrykcyjnie podchodzono do wyglądu uczniów. Kiedy zaś dyrektorka liceum postawiła mnie przed wyborem: ściąć tego irokeza lub zabierać papiery ze szkoły, bez namysłu wybrałem to drugie. Postanowiłem wstąpić do seminarium duchownego, z którego dość szybko zresztą uciekłem, bo to zdecydowanie nie było miejsce dla mnie.

Problemów było ze mną co nie miara, bo oprócz takich większych spraw nie brakowało oczywiście również codziennie – w takich drobniejszych kwestiach. I gdzieś za mną kroczyli moi rodzice, w wieku nastoletnim – sama mama.

Większość z tych moich buntowniczych decyzji, najdelikatniej ujmując, nie budziła w niej szczególnego entuzjazmu. Miała wszak większe niż ja (choć wówczas nie byłem o tym przekonany) doświadczenie życiowe i widziała, gdy podejmowałem decyzje albo po prostu błędne, albo takie, które musiały przynieść trudne konsekwencje. Z pewnością bała się o mnie, martwiła, wolałaby, abym wybrał inaczej, ale godziła się z czymś, co w życiu rodzica jest nieuniknione, a przed czym na ogół bardzo się bronimy – tym czymś jest bezradność rodzica. Nie wiem, na ile świadomie, a nie zdziwiłoby mnie to wcale, postępowała zgodnie z myślą Janusza Korczaka:

„Pozwól dzieciom błądzić i radośnie dążyć do poprawy”

Kiedyś, gdy już dorosłem, w rozmowie, określiła to jako wychowanie na gumowych szelkach. Wedle tej koncepcji wychowawczej dziecko idzie samodzielnie. Samo wytycza drogę. Czasem wpadnie w związku z tym na ścianę, czasem wejdzie w niewłaściwe drzwi. Daje mu to szansę uczenia się na własnych błędach. Rodzic zaś podąża za dzieckiem, trzymając je na gumowych szelkach. Są one po to, by złapać dziecko, gdyby w wyniku tych swoich poszukiwań miało spadać w przepaść – szelki dają zabezpieczenie w sytuacjach awaryjnych.

Mój cudowny profesor od logiki, gdy ktoś w jego obecności używał znanego powiedzenia: „uczymy się na błędach”, niezmiennie odpowiadał z pewną irytacją, że prościej byłoby na uniwersytetach. Logiki profesorowi odmówić oczywiście nie można, ale trzeba zaznaczyć, iż należał on do osób urokliwie odrealnionych. I tak też było w tym przypadku. Od dawna wszak wiadomo, że uczymy się przede wszystkim doświadczając. I to naprawdę tym razem nie jest krytyka systemu nauczania na uczelniach wyższych, lecz prosta konstatacja :)

Założyciel zgromadzenia, do którego chciałem wstąpić, wybierając się do seminarium, bł. ks. Bronisław Markiewicz, ekspert od pracy z młodzieżą mawiał:

„Do pracy można wychować tylko przez pracę, a do odpowiedzialności – przez czynienie odpowiedzialnym”.

Ta myśl jest bardzo spójna z myślą Korczaka. Tę pracę sami z pewnością wykonalibyśmy lepiej i szybciej. Jak jednak dziecko ma się jej nauczyć, jeśli mu na to nie pozwolimy, a w ramach tego – nie pozwolimy na błędy? Gdy obdarzamy dziecko odpowiedzialnością, co wiąże się oczywiście z zaufaniem, musimy niestety liczyć się z tym, że ono niejednokrotnie tego zaufania może nadużyć, że może nie udźwignąć odpowiedzialności. I niestety, w ramach tej nauki odpowiedzialności, choć nasze rodzicielskie serce będzie krwawić, nie mamy innego wyjścia, jak pozwolić dziecku ponieść konsekwencje podjętych wyborów – na tym przecież między innymi polega odpowiedzialność.

Będziemy zagryzać zęby i rwać włosy z głowy, przegadamy jako rodzice, a nieraz – przepłaczemy, niejedną noc. Ale dajmy dziecku iść i czasem walnąć głową w ścianę, otworzyć niewłaściwe drzwi albo skręcić w złą drogę. Ale nie zapominajmy w tym o tych gumowych szelkach – wszak jako rodzice jesteśmy za dzieci odpowiedzialni, więc w sytuacji awaryjnej musimy je złapać. A to wymaga uwagi i rozwagi, by nie pociągnąć za szelki ani za wcześnie, ani za późno.

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)