• Kategoria: Żyjemy
  • Data:

Rocznicowe sushi, czyli na dobre i na złe

W naszej rodzinie lubimy celebrować. Gdyby się dało, pewnie obchodzilibyśmy nawet Dzień Hutnika, ale aż tak daleko się nie posuwamy. Bardzo dużą wagę przywiązujemy jednak do obchodzenia różnych naszych rodzinnych świąt. Jednym z najważniejszych jest rocznica ślubu.

Gdy trzy lata temu w niewielkiej kapliczce przy naszym parafialnym kościele stanęliśmy przed ołtarzem i udzielaliśmy sobie nawzajem sakramentu małżeństwa, składając przysięgę, a ksiądz nam błogosławił, był to jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Do dziś pamiętam, jak ściśnięte ze wzruszenia miałem gardło, gdy przyszło mi wypowiadać słowa małżeńskiego przyrzeczenia. „W zdrowiu i chorobie”, „na dobre i na złe”, „póki śmierć nas nie rozłączy” – i ja, i moja Żona, mówiliśmy te słowa bardzo poważnie i – jak pokazało życie – oboje bardzo poważnie je potraktowaliśmy.

Dla wielu ludzi – i ja tego nie krytykuję, szanuję odmienne spojrzenie – w ślubie ważna jest jego oprawa. Suknia ślubna, wiązanka, huczne wesele, samochód czy karoca, którymi jedzie się do ślubu, wszelkie weselne obyczaje, mnóstwo gości, prezenty. Dla nas najważniejsze było to, że sobie coś przed Panem Bogiem obiecujemy.

Nie organizowaliśmy wystawnego ślubu. Nie było hucznego weseliska. Zamiast tego poszliśmy do mieszczącej się tuż przy samym kościele restauracji na skromny obiad w towarzystwie naprawdę najbliższej rodziny – w sumie było nas 12 osób. Nie mieliśmy zdobionego auta – z domu do kościoła, z kościoła do restauracji, a z restauracji do domu poszliśmy piechotą.

Zaraz po obiedzie moja Teściowa zabrała do siebie naszych chłopców, więc mieliśmy z Żoną jako państwo młodzi trochę czasu dla siebie. Pojechaliśmy więc do centrum miasta i poszliśmy razem na sushi, które oboje lubimy, ale – choćby ze względu na ceny – jemy naprawdę od święta. Delektując się tymi frykasami, mieliśmy czas, by nacieszyć się sobą w tej nowej sytuacji. Słowa „póki śmierć nas nie rozłączy” zmieniają wszak sytuację znacząco – to jest zobowiązanie nieodwołalne.

Mam czasem wrażenie, że w wielu małżeństwach rocznica ślubu to jest takie święto, o którym mąż ma pamiętać, kupić żonie kwiaty i jakiś prezent. I biada mu, jeśli o tym zapomni. Żona łaskawie przyjmuje te wyrazy wdzięczności za to, że ileś lat temu zgodziła się wyjść za tego pana. Mąż na prezent raczej nie ma co liczyć. Na ogół, jak w dowcipach, stara się zresztą nie wspominać tego strasznego dnia, więc i powodów do świętowania nie widzi. To oczywiście obraz przerysowany, ale czasami wydaje mi się, że wcale nie tak mocno.

Dla nas rocznica ślubu to święto niezwykle radosne, które przypomina o czymś nie tylko dla nas ważnym, ale i pięknym. Dlatego czekamy na ten dzień, szykujemy sobie prezenty. Moja Żona doskonale pamięta, z jakim materiałem wiąże się kolejna rocznica i dlatego co roku dostaję od niej dodatkowo serce z tego właśnie materiału. Strach pomyśleć o brylantowej rocznicy… Tego dnia jemy też sushi, wspominając to, które jedliśmy po ślubie.

W tym roku ta rocznica jest dla nas podwójnie radosna – wiele wskazywało bowiem na to, że będziemy musieli wbrew własnej woli spędzać ten dzień rozdzieleni. Na szczęście niemal w ostatniej chwili okazało się, że przeszkoda zniknęła i możemy być razem. Jak wiecie, moja Żona uwielbia tatuaże i ma ich sporo. Ja lubię je na niej, ale sam nigdy tatuażu mieć nie chciałem. Od dzisiaj jednak noszę z dumą tatuaż z inicjałem mojej Żony. To taki specyficzny prezent, który sobie wspólnie zrobiliśmy. Oboje się nim cieszymy.

Pielęgnujmy pamięć o dniu ślubu jako o czymś ważnym i radosnym. Szykujmy się zawczasu, wymyślajmy niespodzianki, spędzajmy ten czas razem, okazując sobie miłość. Wszak właśnie miłość (oraz wierność i uczciwość małżeńską) przysięgaliśmy sobie, gdy się pobieraliśmy. To wzmacnia małżeństwo, umacnia miłość i procentuje na przyszłość.

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)