Halloween – wojna o dynię

Jak zawsze o tej porze roku przez media i internet przetacza się osobliwa wojna o dynię. Jako że jestem autorem katolickiego bloga Spesalvi.pl, a zarazem autorem tekstów tu, na blogu rodzicielskim, no i przede wszystkim rodzicem, to nie mogę odmówić sobie zabrania głosu w sprawie Halloween, wszak sprawa w istotny sposób dotyczy i wiary, i dzieci.

Z jednej strony mamy głosy wielu ludzi Kościoła, w tym księży egzorcystów, którzy gromkim głosem przestrzegają przed obchodzeniem tego święta, dopatrując się w nim niesamowitych wręcz zagrożeń duchowych, zwłaszcza dla niewinnych duszyczek naszych dzieci. Proponują oni alternatywne Korowody Wszystkich Świętych  – czasem dość makabryczne, gdy przedstawia się postacie męczenników, a nawet domagają się zakazu świętowania Halloween, wymuszając takie decyzje np. w publicznych szkołach. Z drugiej strony wielu oburza się, że Kościół wtrąca się w kolejnej sprawie w to, w co nie powinien, bądź też – śmieje się z, czasami faktycznie dość absurdalnych, wywodów księży.

A sprawa, jak to na ogół bywa, nie jest czarno-biała.

To nie grzech

Zacznijmy więc od tych zagrożeń. Powiedzmy jasno: zło nie czai się w wydrążonej dyni, zło pojawia się w nas, w naszych sumieniach. Podświetlenie dyni, przebranie się, nawet w bardzo makabryczny, kostium, czy zbieranie cukierków nie są grzechem. Prawo Boże różni się od naszego, ludzkiego, między innymi tym, że w ocenie kluczowe są intencje – to, co jest w sercu:

Czyżby Bóg tego nie odkrył? Wszak On zna skrytości serca.

Ps. 44,21

Kościół naucza, że szatan nie może zdobyć władzy nad człowiekiem inaczej niż przed świadomą ludzką decyzję, do której oczywiście może w różny sposób kusić. Jeśli więc ktoś po prostu zapala dynię, po prostu się bawi, przebiera, rozdaje albo zbiera cukierki – bez złej intencji, nie w celu kultu diabła – to o żadnym grzechu mowy być nie może. Jest w tym mówieniu o grzechu, przykro to powiedzieć, manipulacja ze strony wielu duchownych.

Halloween to święto, które łączy w sobie wiele tradycji, często faktycznie pogańskich. Niewątpliwie jest również obchodzone, i to uroczyście przez satanistów, ale to nie znaczy wcale, że każdy, kto to święto obchodzi, jest satanista, oddaje cześć diabłu i tak dalej. Pod wiele dobrych świąt podpinają się ludzie ze złymi intencjami, ale to nie jest argument za tym, by potępiać same święta.

Estetyka

W naszej rodzinie nie obchodzimy Halloween. Rozmawialiśmy o tym z dziećmi, wyjaśniliśmy im, dlaczego. I nie chodziło nam wcale o to, że z wydrążonej dyni wyjdzie do nas demon, ale o estetykę. Nam ona się po prostu nie podoba. I tyle.

Ten okres w naszej tradycji to czas wspominania zmarłych w innej formie. Halloween czerpie dużo ze średniowiecznej idei dance macabre, ale w naszej tradycji zapisało się jednak raczej odwiedzanie grobów bliskich i innych ludzi, którzy odeszli, zapalanie zniczy, modlitwa za zmarłych. I to nam po prostu jest bliższe.

Nie przyszło nam jednak do głowy, by uczyć dzieci, że ich koledzy i koleżanki, którzy obchodzą Halloween, są jakkolwiek gorsi, robią coś strasznego i należy ich potępiać. Ot, jeden lubi barszcz, a drugi – zupę pomidorową. Są też tacy, którzy lubią obie zupy.

Tu się do czegoś przyznam: Halloween co prawda nie obchodzę, ale za to, jako że wychowałem się na heavy metalu, bardzo lubię niemiecką grupę Helloween. No, to dopiero okropieństwo, prawda? Nie dość, że nawiązują do tego strasznego święta, to jeszcze przerabiają jego nazwę ze słowem „hell”, czyli „piekło”. Jak nic – będę się tam smażył za słuchanie ich muzyki.

Cukierek albo psikus

Jak wiadomo, jedną z istotnych i najbardziej przez dzieci lubianych tradycji związanych z obchodzeniem Halloween jest odwiedzanie sąsiadów i zbieranie słodyczy ze słynnym hasłem „Cukierek albo psikus”. (Kiedyś na swoim blogu pisała o tym również moja Żona) I tu warto pamiętać o kilku sprawach:

  1. U nas w bloku dzieci odwiedzają sąsiadów, ale zawsze chodzi z nim osoba dorosła, mama jednego z brzdąców. To ważne dla bezpieczeństwa dzieci – gdyby na przykład ktoś był wrogo nastawiony do tej tradycji – by nie spotkała ich jakaś przykrość.
  2. Mama, która z dziećmi chodzi, pilnuje też ich zachowania. Ów psikus nie może polegać przecież na krzywdzeniu innych, niszczeniu ich mienia, czy sprawianiu przykrości.
  3. Nie musimy dawać cukierka, ale naprawdę możemy odmówić udziału w tej zabawie w sposób miły, nawet żartobliwy – nie trzeba od razu wrzeszczeć i przepędzać dzieci niczym wysłanników króla ciemności. Od razu zaznaczę: My cukierki kupiliśmy i jeśli dzieci przyjdą, to je nimi poczęstujemy. A jeśli nie, to na pewno słodycze się nie zmarnują.
  4. Słodycz nie musi być cukierkiem. Jeśli jesteśmy zwolennikami zdrowej żywności i przeciwnikami cukru, na pewno też możemy przygotować fajne łakocie.

Wspomniałem o tych, którzy niczym dwie zupy lubią obie tradycje – i Wszystkich Świętych z Zaduszkami, i Halloween. Da się to ładnie połączyć. Przeczytałem piękny post u znajomego księdza:

Można? Można. We wszystkim warto zachować umiar i zdrowy rozsądek. A moim braciom w wierze na koniec przypomnę, że jej podstawą jest to, iż diabeł został już pokonany, nie on ma być w centrum naszego zainteresowania, więc nie tropmy go na każdym kroku. My, chrześcijanie, mamy skupiać się na Zmartwychwstałym.

Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)