• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Wypuśćmy dzieci spod klosza

Chyba każdy rodzic chce ułatwić swojemu dziecku start w dorosłość. Wiemy, jak ważna jest znajomość języków obcych, logicznego myślenia, nowych technologii. Od przedszkola dbamy o rozwój intelektualny dzieci. Wiadomo – mózg malucha chłonie jak gąbka i jest to najlepszy moment na nabycie brytyjskiego akcentu.

Nie mamy jednak pojęcia, jak będzie wyglądał świat za 20 lat. Kiedy my byliśmy dziećmi, dokonała się mała technologiczna rewolucja. Najpierw pojawiły się pierwsze magnetowidy i gry telewizyjne, potem odtwarzacze płyt CD i kultowe komputery marki Atari. Naszym rodzicom nie śniło się, że będą takie zawody jak: social media manager, specjalista ds. analizy big data, programista aplikacji mobilnych, a co dopiero youtuber czy bloger. Czy jakaś mama 15 lat temu powiedziałaby, że jej córka na pewno będzie szafiarką, a syn testerem gier?

Postęp techniczny nie wyhamowuje, możemy sobie tylko wyobrażać jak będzie wyglądał świat, kiedy nasze dzieci będą dorosłe. Być może znajomość języków obcych nie będzie potrzebna, bo każdy z nas w smartfonie (albo w czymś, co zastąpi dzisiejsze smartfony), będzie miał automatycznego tłumacza. Zapewne w wielu dziedzinach ludzi zastąpi sztuczna inteligencja.

Dlatego jestem przekonana, że najważniejsze co możemy dać naszym dzieciom to kompetencje społeczne. Zamiast ciągnąć je więc z chińskiego na lekcję skrzypiec, zamiast wysyłać na mega-super rozwijające półkolonie, wypuśćmy je na podwórka, place zabaw i do lasu. Niech w grupie uczą się rzeczy, w których żadna maszyna ich nie zastąpi – empatii, rozwiązywania konfliktów, twórczego myślenia, negocjacji i szeroko pojętej współpracy.

Czasami warto dzieci zostawić samym sobie, po to aby po prostu odkryły kim są, co lubią robić i jak chcą postępować. Znany duński pedagog Jesper Juul, napisał:

„Największą stratą dzieci w ostatnim trzydziestoleciu jest fakt, że nie istnieje dla nich żadna przestrzeń wolna od dorosłych. Nie ma już drzewa na podwórku, gdzie mogłyby przebywać same. Dawniej dzieci kształtowały swoje kompetencje społeczne w zabawie i komunikacji z innym dziećmi. Takiej możliwości już prawie nie mają, bo nawet kiedy są razem, to dookoła stoją dorośli, którzy się do wszystkiego wtrącają. Na dodatek, często są oni tak romantycznie lub idealistycznie usposobieni, że nie tolerują żadnych konfliktów. Niewesoło jest być dzisiaj dzieckiem z tymi dorosłymi, którzy nie odstępują ich na krok.”

Dlatego właśnie staram się dać moim dzieciom jak najwięcej swobody i zachęcam do tego innych rodziców. Wiem, że się boicie. Ja też się martwię, kiedy starszy syn długo nie wraca ze szkoły, albo młodszy zostaje na chwilę sam, bo potrzebuję 10 minut, żeby coś załatwić. Martwię się, gdy widzę jak z pełną prędkością zbiegają z parkowej górki i wspinają się na drzewa. Mam jednak świadomość, że tego, co pozwala nam, dzisiejszym trzydziestolatkom i czterdziestolatkom, odnaleźć się w pędzącym świecie, nie nauczyliśmy się na lekcjach i zajęciach dodatkowych.

Wróciłem później – mówi mój syn nonszalancko – bo byłem z kolegami na lodach. A ja cieszę się, że jest samodzielny i towarzyski, mimo że pół godziny wcześniej, wyobrażałam sobie porwanie lub drogowy wypadek. Kiedy dzieci mają swobodę, uczą się podejmowania decyzji (“Odrobić lekcje na świetlicy czy w domu?”), zaufania do siebie i swoich umiejętności (“Odprowadziłem kolegę, a potem myślałem, że nie trafię z powrotem, ale wymyśliłem jak.”), współpracy z innymi (“I wtedy postanowiliśmy z chłopakami, że…”).

Jako rodzice możemy różne rzeczy przekazać dzieciom w domu. Dla mnie, może dlatego iż jestem psychologiem, ważne jest, aby moi synowie rozumieli innych ludzi. Często im pokazuję, że każdy może mieć inną perspektywę. Pytam – jak myślisz, dlaczego kolega wyrwał kartkę z uwagami z dzienniczka? Jak ci się wydaje – jak się teraz czuje brat? Co ty byś zrobił na miejscu tego bohatera? Wiem jednak, że sama rozmowa nie wystarczy. Ludzie potrzebują autentycznego kontaktu, aby naprawdę zrozumieć siebie wzajemnie.

Jak każdy rodzic często zastanawiam się, kim będą moje dzieci. I najbardziej zależy mi, aby mogły być tym, kim zechcą być. Dlatego trzymam swój niepokój na wodzy, pozwalam im wypróbowywać swoje możliwości w prawdziwym świecie, poza bezpieczną przystanią naszego domu.

Nazywam się Jadwiga Samolińska. Jestem psycholożką, trenerką umiejętności społecznych, obecnie szkolę się w terapii poznawczo-behawioralnej. Jestem szczęśliwą mamą dwójki chłopców. Stworzyłam stronę dla rodziców www.wychowac-szanowac.pl i kurs online „wychować, szanować, nie zwariować”. Po latach edukacji, wielu przeczytanych książkach i osobistych doświadczeniach, uznałam że nie ma jednej idealnej metody wychowawczej, tak jak nie ma dwojga takich samych rodziców i dzieci. Każdy natomiast, może odkryć swoją osobistą drogę do bycia pewnym siebie i spokojnym rodzicem, stworzyć taką taką relację z dzieckiem, w której oboje będą się rozwijać i po prostu czuć się dobrze. Wierzę, że dzieci nie potrzebują rodziców idealnych, tylko tych wystarczająco dobrych, a przede wszystkim autentycznych.
10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY