• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Ojciec w drodze do syna

Normalny ranek w korporacji. Chciałbym być już w domu z moją kochaną żoną. Aneta jest w ósmym miesiącu ciąży, za kilka tygodni urodzi się nasza córeczka. Już wybraliśmy imię: Ania, po mojej babci. Mamy z Anetą ostatnio więcej czasu dla siebie, bo nasz 16. letni syn Szymon wyjechał na obóz narciarski do Zakopanego. Kiedyś ja i Szymon byliśmy nierozłączni, wspólne wypady rowerowe, rolki, a w zimie wyjazdy na narty. Teraz mój syn woli towarzystwo rówieśników. To nie stało się nagle, powoli oddalaliśmy się od siebie, a teraz prawie nie rozmawiamy, dzieli nas przepaść. Spędzam całe dni w pracy, wracam do domu późno wieczorem, a żeby wziąć urlop na wspólny wyjazd nie mam szans. Kto pracował w korporacji, ten wie jakie tu rządzą prawa. Zamyśliłem się.

Dzwoni telefon, widzę na wyświetlaczu, że to instruktor z obozu Szymona. Ciekawe co mój syn tym razem zmalował, może napił się piwa z kolegami, albo przyłapali go na paleniu papierosów…

– Panie Robercie… – głos instruktora brzmi jakoś dziwnie, czuję, że robi mi się duszno.

– Co się stało?

– Szymon miał wypadek na stoku. Stracił przytomność. Właśnie GOPR transportuje go do szpitala. Musi pan przyjechać…

Kilka minut później w gabinecie szefa eksploduję z nerwów. Jutro nasza firma prowadzi wielką, międzynarodową konferencję na której mam omówić najnowsze wyniki badań. Szef nie zgadza się abym wziął urlop. Krzyczę, że nic mnie nie obchodzi konferencja, bo jadę do syna. Zanim trzaskając drzwiami wybiegam z jego gabinetu, słyszę głos szefa:

– Jeśli jutro rano pana nie będzie, potraktuję to jako porzucenie pracy!

W domu mówię Anecie co się stało. Z uwagi na jej stan nie chciałem tego robić przez telefon. Aneta zaczyna płakać, przytulam ją na chwilę. Nie mogę się teraz nią zająć, wrzucam do torby kilka potrzebnych rzeczy. Obiecuję, że zadzwonię jak tylko czegoś się dowiem i wybiegam z domu.

Stoję w ogromnym korku na wyjeździe z Warszawy. Klnę z bezsilności, trąbię i walę rękami w kierownicę. Palenie rzuciłem dwa lata temu, ale teraz czuję, że muszę zapalić. Wyjmuję paczkę papierosów schowanych na czarną godzinę. Na chwilę się uspokajam i dzwonię do Anety. Słyszę w słuchawce, że płacze… Czuję się jak zwierzę w klatce. Chciałbym się rozerwać na pół, jedną swoją połowę wysłać do żony, a drugą do syna. Oboje mnie teraz potrzebują, a ja tkwię w tym beznadziejnym korku.

Zakopianka. Załamanie pogody, śnieżyca. Klnę pod nosem, że nie zmieniłem w tym roku opon na zimowe. Wpadam w poślizg i zatrzymuję się na poboczu. Dzwoni telefon:

– Panie Robercie, Szymon odzyskał przytomność. Na szczęście to tylko lekkie wstrząśnienie mózgu. Musi jednak zostać kilka dni w szpitalu na obserwacji. Może pan do niego zadzwonić.

Dzwonię do Szymona i krzyczę:

– Jak mogłeś być tak nieodpowiedzialny?! Na pewno zdjąłeś kask! Mama się przestraszyła, a mnie wywalą z pracy! O mało nie wpadłem na drzewo…

Słyszę cichy, przestraszony głos Szymona:

– Tak się bałem, przepraszam tato.

Na chwilę zapada milczenie, a ja czuję się tak, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody.

– Ja też się bałem. Będę u ciebie za godzinę. Kocham cię synu.

– Też cię kocham tato.

Dzwonię do żony, śmieję się i krzyczę:

– Aneta! Nasz syn wrócił!

Szpital. Siedzimy objęci z synem. Rozmawiamy, śmiejemy się, obaj jesteśmy wzruszeni. Obiecujemy sobie, że od teraz wszystko się zmieni. Znajdę czas dla niego, odkurzymy rowery, pojedziemy wiosną na ryby, będziemy chodzić do kina. Mówię, że nie będzie to trudne, bo rzuciłem pracę, ale jakoś mnie to nie martwi. Dzwonimy do Anety i wyrywamy sobie telefon, bo obaj chcemy jej o wszystkim opowiedzieć. Znów wybuchamy śmiechem.

Późny wieczór, kwatera w Zakopanem. Zaczynam się czuć jak na urlopie. Jak dawno nie byłem w górach? Ostatni urlop miałem trzy lata temu. Dzwoni telefon, to szef:

– Panie Robercie… a właściwie Robercie, bo po tym co chcę ci powiedzieć musimy przejść na ty.

Milczę i zastanawiam się do czego zmierza.

– Wróciłem wściekły do domu i opowiedziałem żonie o całej sytuacji. Na co usłyszałem od niej, że „nie wiedziała, że wyszła za mąż za takiego kretyna”. Powiedziała mi też kilka innych rzeczy, ale może nie będę ich cytował, bo całkiem stracę autorytet…. Mówiąc w skrócie…

Słyszę że mówi z trudem, chrząka i ciężko oddycha.

– Przepraszam cię Robert. Bierz ile chcesz urlopu i zostań w tym Zakopanem, jak długo to będzie konieczne… A teraz jak mam to już za sobą, powiedz mi jak czuje się twój syn i czy jest potrzebna jakaś pomoc. Przypomnij jak on ma na imię?

– Szymon. Już wszystko dobrze. Mój syn wrócił… i ja też wróciłem.

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY