• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Moje dziecko ma dziecko

Kiedy pierwszy raz przyjechałam do ośrodka dla Samotnych Matek, moim zamiarem było przygotowanie ogólnego reportażu. I wtedy, spotkałam  Gosię. Co ją odróżniało, od reszty zamieszkujących tam kobiet?
– Niech pani poczeka jeszcze chwileczkę, ja tylko Kubusia przewinę i już będziemy mogły porozmawiać.

Patrzę jak starannie i spokojnie, przebiera synka. Jest cierpliwa i opanowana. Zauważam chyba tylko lekki niepokój.

– Dopiero się uczę, czasem to nawet jakby się go boję – przerywa i patrzy w oczy dziecka. Mały spokojnie zasypia, a Gosia siada naprzeciw i sama zaczyna opowiadać.
– 15 lat  miałam skończone, gdy do łóżka zaczęliśmy chodzić. Nie, nie zmuszał mnie, choć starszy był o pięć  lat. Rodzice to wie pani,  ojciec po robocie z kumplami pił, a matka nas w sumie siedmioro miała, to i  zmęczona była ciągle. Chyba się cieszyła, jak mnie i części mojego trochę starszego rodzeństwa, nie było w domu. Czasem ojciec się darł, jak ze szkoły ze skargami  dzwonili, no że oceny złe, że wagary, że jakiś chłopak spoza szkoły mnie odbiera.  Ale powrzeszczał chwilę jak się spił i tyle. Zabezpieczaliśmy się. Na początku. Tylko  Rafał mówił, że tak nie chce, że przecież się kochamy, że jak coś to chyba zna sposoby. Żeby no wie pani, pozbyć się. Nie myślałam o tym, co będzie, bo było fajnie. Na imprezy chodziliśmy. Mówił, że zamieszkamy razem, telefon mi kupił. Jak mi się okres spóźnił, to jakoś tak mnie to obeszło. Bo ja w sumie, aż tak chyba regularnie nie miesiączkowałam.

Siedzę, lekko wbita w szary fotel. Wciąż słucham jej i jednocześnie, usiłuję zapanować nad tymi “chyba” w mojej głowie. Dużo ich, za dużo jak na takiego dzieciaka.
– Po dwóch miesiącach, gdy nadal nie miałam miesiączki, powiedziałam mu. Zaczął panikować, darł się coś, że prokurator jakiś, że go posadzi. Obiecywał, że pomoże, że coś wymyśli. I tyle go widziałam. Podobno w Anglii jest – przerywa na chwilę i zagląda do łóżeczka.

– Ja to  zawsze taka chuda byłam jak teraz, dlatego  szczerze to do siódmego miesiąca mało co było widać . Później, to takie większe bluzy po bracie nosiłam.
– Zaraz, to ty nikomu nie powiedziałaś?
– Nie no, powiedziałam przyjaciółce. I ona wymyśliła, że jak się zacznie to do piwnicy takiej pójdziemy i ona mi pomoże urodzić. A potem, pod kościół czy gdzieś położymy, to ktoś weźmie. Tylko, że w domu się w nocy zaczęło. Te wody mi odeszły, czy jakoś tak, matka narobiła rabanu, pogotowie i wszystko się wydało. Ja od razu mówiłam, że tego dziecka nie chcę! Nie mam kasy ani warunków żeby je utrzymać jakoś!  Tylko, że to nie było moje jedyne zmartwienie. Nie wiem skąd i po co ta policja, jakaś kobieta z Opieki?  Poród był koszmarny, bolało, mały nie chciał chyba wyjść. Jak przez mgłę pamiętam, takie strzępki rozmów. Ta pani z Opieki mówiła, że mi pomogą, że znajdą dom dla takich jak ja, jeśli oczywiście chcę dziecko wychować.
– A ty przecież, nie chciałaś?
– Tak mi się wydawało, ale… jak mi Kubusia pokazała taka fajna pielęgniarka to… nie wiem, dziwnie mi się zrobiło. Płakałam, tak mnie w środku coś dławiło i dusiło. Śniło mi się, że Kubie się krzywda dzieje, że płacze, a ja nie mogę go dotknąć.  No i prosiłam, żeby ta Pani z Opieki mi wytłumaczyła, co się stało i żeby mi powiedziała, co robić.

W domu mnie nie chcieli i tyle, nie chcę o tym gadać, ok? Nie chcą nas to nie, poradzimy sobie sami! – przerywa i ponownie  patrzy z czułością, na śpiące maleństwo. – Wie Pani, tu jest serio dobrze. Kończę szkołę  i Siostry są miłe. Bardzo wielu rzeczy mnie nauczyły. Nie myślę aż tak o przyszłości. Dlaczego? Bo się zwyczajnie jej boję, ale wiem, że syna sobie odebrać nie dam! Nigdy tak nikogo nie kochałam i zrobię wszystko żeby był szczęśliwy. Będę dobrą mamą!
– Już jesteś – wstaję i mocno ją przytulam. Rozmawiam jeszcze chwilę z Dyrektorem Domu. Głównie o tym, że ciągle czegoś im brak i na coś brakuje pieniędzy. I o tym, że na trzydzieści dziewczyn takich jak Gośka, mogą przyjąć zaledwie cztery.

Wychodzę i wykonuję telefon. Do innego domu. Kiedy tam dojeżdżam, wita mnie uśmiechnięty mężczyzna około czterdziestki. Dom jest duży i piękny, z ogrodem. Stoją przed nim dwa auta. Wchodzimy do środka. Witam się z panią domu i uśmiecham do ślicznej, półrocznej dziewczynki. Herbata, chwila luźniejszej rozmowy.
– Pewnie panią dziwi, że sami zadzwoniliśmy. Dyrektor Domu Samotnej Matki wspomniał, że będzie pani robiła tam reportaż i… pomyśleliśmy, że może dobrze byłoby napisać o dwóch stronach niby tej samej sytuacji. Ponieważ nasza Asia, nie jest taka jak te dziewczyny z ośrodka.
– Jest gorsza!  – głos pani domu i babci małej Amelki przeszył mnie tak, że na moment zamarłam.
– Nie patrz tak na mnie, dobrze wiesz, że mam rację! Tamte dziewczyny najczęściej pochodzą z domów patologicznych, mają bardzo ciężką sytuację materialną. Ich rodzice piją, bądź nie żyją. A u nas? Przecież nasza cudowna córka miała wszystko! Mamy firmę, zatrudniamy masę ludzi, mamy jeszcze jeden dom, na Mazurach. Wiem co mogłaby pani pomyśleć, że to rozpieszczona gówniara, która robiła co chciała. Ganiający za pieniędzmi rodzice, nie mieli dla niej czasu. Nic bardziej mylnego. Zawsze jadaliśmy, chociaż jeden wspólny posiłek dziennie, żeby móc porozmawiać spokojnie. Chodziłam na wszystkie wywiadówki, miałyśmy fantastyczny kontakt. Aśka świetnie się uczyła, była lubiana. Nie sprawiała nam kłopotów. I gdy powiedziała nam o tej ciąży, to mimo przerażenia, bo przecież to  druga klasa liceum dopiero, to i tak nie myśleliśmy o niej źle. Od razu, co  chyba naturalne w normalnej i kochającej się rodzinie, zaoferowaliśmy pomoc.  Nawet nie naciskałam w kwestii tego chłopaka, ojca dziecka. Tylko moja córka, rozumie to pani?!… moja córka, którą wydawałoby się wychowaliśmy  na dobrego, porządnego człowieka, przyszła do nas z gotowym, zimnym, wręcz bestialskim planem!
– Kochanie, chyba trochę przesadzasz!
– Przesadzam?! Kpisz sobie ze mnie?! Przyszła i ostentacyjnie zażądała pieniędzy na aborcję! Gdy usiłowałam jej tłumaczyć, że pomożemy, że nie ona pierwsza, to śmiała mi się w twarz. Mówiła, że nie ma zamiaru paprać się w pieluchach i zawracać sobie głowy niechcianym bachorem! No niech pani popatrzy na Amelię! Potrafiłaby pani tak o niej pomyśleć, o tym niczego niewinnym dziecku?!
Zaczyna płakać i  przerywa. “Dziadek – tata” małej wstaje i łapie ją za dłoń, uspokaja.
– Gdzie jest Asia, wasza córka, mama Amelki?
– Na imprezie. Wraca, kąpie się, słyszę jak świergocze do telefonu. Gdy do niej zaglądam i zaczynam coś opowiadać o dziecku, zamyka mi usta krótkim: „To wasze. Ja jej nigdy nie chciałam i nie chcę. Mam inne plany na przyszłość i nie ma tam miejsca na tego dzieciaka.” Dlatego proszę, niech jej pani nie nazywa matką!

Wstaje, zabiera dziewczynkę z łóżeczka i wychodzi z salonu. Niezręczna cisza, wkładam do torby dyktafon.
– Ja wierzę, że Asia, że moja córka…Myśli pani, że to możliwe? Co my powiemy Melce jak dorośnie? – chowa twarz w dłoniach.

Miałam 20 lat, gdy urodziłam mojego syna. Czy to był ten odpowiedni wiek? Patrząc z perspektywy czasu, na to co usłyszałam trzy miesiące po jego przyjściu na świat, nie wiem. Miałam kochającą rodzinę, a Patryk był oczekiwanym dzieckiem, chcianym, kochanym. Ale mimo to, po diagnozie miałam ochotę uciec. Raz nawet przeszło mi przez myśl, że może ktoś bardziej odpowiedzialny zajmie się nim lepiej. Bywały momenty, że zostawiałam go płaczącego i wychodziłam, a Patrykiem zajmowała się moja  mama. Nie rozumiałam co robię źle i dlaczego on ciągle krzyczy. Myślałam, że to moja wina, bo za szybko zdecydowałam się na macierzyństwo, a miałam dwadzieścia lat. Gosia,  Asia oraz inne dziewczyny z podobnymi historiami, gdy zostały matkami, miały tyle lat, ile teraz ma mój syn.

Rocznie w Polsce około dwudziestu tysięcy niepełnoletnich dziewcząt dowiaduje się, że zostaną mamami. Dwadzieścia tysięcy dzieci, które noszą w sobie drugie istnienie.

Anika Zadylak – Werner

autorka bloga http://tamtastronalustra.blog.pl/, dziennikarka Radia Revolta, Publicystka w Kwartalniku Mukowiscydoza. Pisze na tematy ciężkie, trudne i trochę omijane. Uważa, że wszystko jest po coś. Nawet, a może szczególnie – ból, cierpienie i strach. Ten ostatni bowiem, można zamienić w siłę.

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY