• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Podróż w głąb siebie

Wakacje to czas wyjazdów. Najczęściej większość z nas jeździ samochodami, ale od czasu do czasu zdarza się nam wybrać w daleką podróż pociągiem. Pomysł jazdy pociągiem jest dość stresujący, czy przyjedzie i dojedzie na czas, czy będzie tłok, czy będzie czysto, czy toaleta w pociągu będzie nadawać się do użytku? Kolejny problem, to w jakim towarzystwie będziemy podróżować w naszym przedziale. Czy będzie spokój, czy ktoś natarczywie będzie nas zaczepiał?

Jedno jest pewne – podróże kształcą. Kolejny raz udowodniła nam to opowieść pewnego studenta:

Wsiadłem do pociągu i odszukałem swój przedział. Okazało się, że wielogodzinną podróż spędzę w towarzystwie pani i dwójki jej dzieci, chłopca w wieku około 12 i dziewczynki około 6 lat. Ułożyłem bagaże na półce, pociąg ruszył, wyjąłem książkę i zacząłem czytać. Początkowo dzieci siedziały spokojnie, dziewczynka rysowała, a chłopiec bawił się smartfonem. Ale gdzieś po godzinie zauważyłem, że coraz wyraźniej się nudzą. Chłopiec zaczął się kręcić, co chwilę wchodził i wychodził z przedziału, dziewczynka skakała po siedzeniach. W tym czasie ich matka wpatrywała się w okno i ani raz nie próbowała uspokoić dzieci. Co to za matka, jak ona wychowuje swoje dzieci, nie uczy ich szacunku dla innych ludzi. Zaczęło mi to przeszkadzać, nie mogłem skupić się na czytaniu. Po jakimś czasie dzieci zgłodniały, wyjęły z torby kanapki, ciastka i napoje. Pomyślałem, że wreszcie będzie spokój. Ale bardzo się pomyliłem, bo zaczęły wyrywać sobie paczkę z ciastkami, opakowanie rozerwało się, a ciastka rozsypały się po podłodze i fotelach. Wyszedłem na korytarz, żeby się bardziej nie zdenerwować. Do przedziału wróciłem po 15 minutach, z silnym postanowieniem, że zwrócę uwagę matce dzieci. Nie musiałem długo czekać, dziewczynka skacząc po fotelach oblała mnie sokiem. Tego już było za wiele!

– Czy nie widzi pani co robią dzieci?! Zupełnie to pani nie interesuje?! – krzyknąłem.

Kobieta odwróciła wreszcie wzrok od okna, a gdy na mnie popatrzyła, zobaczyłem podpuchnięte od łez oczy.

– Czy możemy wyjść na korytarz? – spytała.

Nasza rozmowa na korytarzu trwała … ponad godzinę. Kobieta najpierw mnie przeprosiła. A potem opowiedziała o tym, że przed wyjazdem na wakacje, jej mąż odebrał swoje wyniki badań. Wyniki były złe, a rokowania niepomyślne. Właśnie odwozi dzieci do dziadków i potem wraca wspierać męża, który przebywa w szpitalu. Zrobiło mi się głupio i też ją przeprosiłem za swoją gwałtowną reakcję. Gdy dowiedziała się, że od jesieni będę na ostatnim roku psychologii, zaczęliśmy rozmawiać o jej dzieciach, o tym w jaki sposób powinna je poinformować o sytuacji zdrowotnej ich taty oraz o tym, że należy pozwalać dzieciom na kontakt z poważnie chorą bliską osobą.

To była ważna rozmowa. Nie tylko dla tej kobiety, ale również dla mnie. Przypomniała mi, że nie należy oceniać sytuacji i ludzi po pozorach. Przede mną ostatni rok nauki. Do tej pory wydawało mi się, że po skończeniu studiów będę szukał pracy w jakiejś firmie, może w reklamie albo public relations. Nic z tych rzeczy. Chcę pomagać innym ludziom rozwiązywać ich problemy, wspierać i doradzać. Tak wiem, będę się musiał długo uczyć, zdobywać doświadczenie, odbyć kilkuletnie staże. Ale mam silne wewnętrzne przekonanie, że chcę to robić.

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY