• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Kołysz mnie, huśtaj… na geniusza

Niejedna mama słyszała słowa: „nie noś, nie kołysz … później będziesz miała problem”, „przecież grzecznie leży, jeszcze się przyzwyczai…”, „rozpieszczasz go tylko”. Czy są to słuszne sugestie, którymi powinnyśmy się kierować? Czy nasze maleństwo, które uwielbia kołysanie, wie lepiej, co jest dla niego dobre?

Już od chwili poczęcia dziecko w łonie matki przyzwyczaja się do różnych bodźców. Słyszy bicie serca mamy, odczuwa jej ruchy, samo porusza się, kopie, robi nawet fikołki … To życie płodowe w dużej mierze przekłada się na okres niemowlęcy i czas dzieciństwa. Z tego też względu kołysanie jest czymś naturalnym dla dziecka, przecież przez 9 miesięcy było ono kołysane w wodach płodowych. Za każdym razem, gdy maleństwo się rozpłacze, jest niespokojne, bierzemy je też automatycznie na ręce i kołyszemy. Kołysanie działa bowiem uspokajająco, wycisza i pozwala dziecku zasnąć.

Poza tą często zbawczą dla nas rolą „uspokajacza”, jest jeszcze ta druga, ważniejsza – rola stymulująca rozwój dziecka. To właśnie ta różnorodna stymulacja dziecka sprzyja jego prawidłowemu rozwojowi. W mózgu wytwarza się większa ilość synaps, czyli połączeń między neuronami, co z kolei oznacza wzrost potencjału intelektualnego. W pierwszym roku życia szczególnie duże znaczenie ma stymulacja układu przedsionkowego, części mózgu odpowiadającej za poczucie równowagi i koordynację ruchową.

Dziecko odkrywa również zależność pomiędzy zmieniającą się pozycją ciała a tym, co obserwuje. Poznaje ono własne ciało, uczy się szybciej łączyć różne doznania w jedną całość. Ta zdolność to tzw. integracja sensoryczna, nazywana też integracją wrażeń zmysłowych, dzięki której dziecko szybciej opanuje zupełnie nowe dla niego sytuacje. Dobrze jest zatem nie ograniczać się tylko do kołysania do snu. Możemy przecież już tym najmłodszym proponować różne formy zabaw, które wymagają zmiany pozycji ciała: turlanie, robienie samolotów, bujanie na nodze, czy fikołki. Dodatkowo dostarczamy dziecku sporą porcję radości, a jego uśmiech jest przecież dla nas bezcenny.

Wśród sprzętów, które są nam pomocne, obecnie mamy cały wachlarz produktów do wyboru: od wracających do łask kołysek dla niemowląt, poprzez bujaczki- leżaczki, huśtawki domowe, po huśtawki na placach zabaw, czy w ogrodzie, wykonane z najróżniejszych materiałów. Przy czym najbardziej idealną formą, istotną dla integracji sensorycznej, jest możliwość bujania i kołysania w różnych kierunkach. Ten warunek z pewnością spełniają podwieszana kołyska, a w późniejszym wieku huśtawka z opony.

Badania dowodzą wręcz, że dzieci kołysane w okresie niemowlęcym szybciej się rozwijają, łatwiej się koncentrują, nie mają problemów z nauką, są sprawniejsze ruchowo i bystrzejsze. Można rzec śmiało, że dajemy szansę, aby z naszego dziecka wyrósł mniejszy lub większy geniusz. Zatem kołyszmy, huśtajmy nasze dzieci i cieszmy się tą błogą chwilą razem z nimi.

Misia Pólkowska
autorka bloga Strefa dla Mamy

Strefa dla Mamy

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY