• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Rodzina na małym ekranie

„Pragnę wyrazić swoje oburzenie treścią wyemitowanego w dniu 27.10.2014 na antenie TV4, programu Tata sam w domu. W programie tym pokazano proceder oskubywania żywych ptaków przez uczestnika tego programu Tomasza Niecikowskiego. […] Skubanie żywych zwierząt stanowi jawne pogwałcenie dyrektywy dotyczącej ochrony zwierząt hodowlanych, Protokołu w sprawie ochrony i dobrostanu zwierząt oraz Europejskiej konwencji w sprawie ochrony zwierząt hodowlanych (CETS nr 087).

Oskubywanie żywych gęsi z piór powoduje u nich ogromny stres, ból i cierpienie fizyczne. Nierzadko dochodzi do uszkodzeń skóry u ptaków, krwawień z mieszków piór i zasinień. […] Program przedstawił zwierzęta jako istoty nie odczuwające bólu i cierpienia. Gęsi zostały potraktowane jak rzeczy, a nie żywe i odczuwające istoty. Żądam zaprzestania propagowania znęcania się nad zwierzętami na wszystkich kanałach Telewizji Polsat i emitowania programów poprawiających i tak fatalny dobrostan zwierząt gospodarskich w Polsce” – to fragment petycji wystosowanej przez Fundację Dobrych Zwierząt do telewizji Polsat i dotyczącej tego fragmentu programu Tata sam w domu:

[video_embed][/video_embed]

Do łamania praw zwierząt doszło tylko w jednym odcinku polsatowskiego show, ale obrońcy tych praw natychmiast zauważyli to i podjęli odpowiednie działania. Prawa dziecka natomiast łamane są we wszystkich odcinkach tego programu (emitowanego w zeszłym roku na kanale TV4, a w tym roku – na antenie telewizji Polsat), a reakcji Rzecznika Praw Dziecka lub innych obrońców praw najmłodszych obywateli naszego kraju nadal nie widać.

Kolejne show z misją

Program Tata sam w domu to kolejne reality show z udziałem dzieci, którego twórcy starają się przekonać widzów, że nie chodzi wyłącznie o rozrywkę i zysk stacji. Produkcja ta określana jest mianem „programu społeczno-rozrywkowego przeznaczonego dla rodzin i o rodzinach”, a w jej opisie zapewniono: „Otwieramy tatom oczy na to, czego wcześniej nie zauważali. Próbujemy uświadomić im cały ciężar obowiązków domowych i próbujemy nauczyć ojców bycia ze swoimi dziećmi. Zależy nam, żeby mężczyźni po programie próbowali ulżyć kobietom w ich pracach, a kobieta z kolei odważyła się więcej czasu poświęcać sobie, aby pozostawać piękną i interesującą dla swojego męża”.

W praktyce jednak program ten – zamiast zgodnie z założeniami przyczyniać się do zmiany stereotypowych ról płciowych i nieprawiedliwego podziału obowiązków domowych – ugruntowuje stereotyp kobiety przy garach, dodatkowo wyposażając go w przymus bycia „piękną i interesującą dla męża”. W każdym odcinku występuje jedna rodzina złożona z mamy (zwykle, choć nie zawsze, niepracującej zawodowo, lecz zajmującej się domem i dziećmi), taty (zarabiającego na rodzinę) i co najmniej jednego dziecka. Formuła programu polega na tym, że matka wyjeżdża na 5-dniowy urlop, podczas którego ojciec przejmuje jej obowiązki domowe i wykonuje tzw. „zadania specjalne”. Jak czytamy na facebookowej stronie show, „jeśli tata da sobie radę z harmonogramem żony, wykona wszystkie zadania, nie spali domu i nie zgubi dzieci, wówczas rodzina otrzyma 15 tysięcy zł”.

Nagrodę pieniężną otrzymuje jednak nie rodzina, lecz sam ojciec, i nie jest ona przyznawana za „niespalenie domu, niezgubienie dzieci” i wywiązanie się z domowych obowiązków żony, tylko za wykonanie kilku specjalnych zadań o różnym stopniu trudności i poziomie absurdalności. Nikt nie będzie przecież nagradzał samej pracy w domu! Samo gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie, karmienie, przewijanie etc. nie zasługuje na żadną nagrodę, a ponadto – nie jest szczególnie atrakcyjne dla widzów (mimo ciągłych komentarzy prowadzącego, Macieja Rocka, który w każdym odcinku wielokrotnie podkreśla, jak ciężkie zadania postawiono przed ojcami). Aby uatrakcyjnić program, należało więc dodać zadania specjalne.

Dziecko jak sprzęt AGD

Niektóre z tych zadań nie odbiegają od zwyczajnych obowiązków mamy (np. mycie okien, pranie i wieszanie firan), inne są wyjątkowo proste (zorganizowanie meczu dla rodziny i znajomych, zapisanie dziecka na naukę pływania), jeszcze inne – niewykonalne bez pomocy specjalisty (zaprojektowanie i uszycie sukienki, wykonanie wymyślnej fryzury), jeszcze inne – całkiem absurdalne (zatańczenie fragmentu Jeziora Łabędziego, zorganizowanie kącika dziecięcego w… dziecięcym pokoju).

Na szczególną uwagę zasługują zadania (niekiedy całkowicie niezależne od ojca), do wykonania których niezbędna jest współpraca dzieci. Na przyklad jeden z ojców miał przyuczyć 6-letniego syna do jedzenia warzyw i owoców (dziecko, które na co dzień nie je tych produktów, mimo odruchów wymiotnych dało radę, zadanie zostało zaliczone). Inny tatuś, wyjątkowo nerwowy, miał nauczyć 4-letnią córkę jazdy na dwukołowym rowerze (presja i krzyki ojca wywołały jednak w dziecku nie cudowne opanowanie tej umiejętności, lecz łzy kompletnej bezsilności i strachu, zadanie nie zostało zaliczone). Jeszcze inny ojciec miał szczęście, bo jego 6-letnie bliźniaki nauczyły się jazdy na rolkach (o czym od dawna marzyły) i wykonały (one, nie on!) postawione przed nim zadanie.

Teoretycznie więc to one – chłopiec, który w programie zmusił się do zjedzenia paru potraw z warzywami i owocami, czy dzieci, którym udało się w kilka dni opanować niełatwą przecież umiejętność jazdy na rolkach – powinny dostać nagrodę. Niestety zostały one, podobnie jak wszyscy inni niepełnoletni uczestnicy tego programu, potraktowane jak artykuły gospodarstwa domowego – przedmioty, które ojciec musi ogarnąć wraz z całym domem, utrzymać w czystości i dobrym stanie, nie zgubić. Już sam tytuł produkcji – Tata sam w domu – podkreśla przypominający pozycję sprzętu AGD status dzieci. „Sam” oznacza przecież ‘bez towarzystwa’, a ojcowie nie zostają w domu sami, lecz z dziećmi. Najwyraźniej jednak uznano, że towarzystwo dzieci to żadne towarzystwo.

O uprzedmiotowieniu dzieci świadczy również fakt, że w wielu odcinkach w ogóle nie zabierają one głosu. Bywają sadzane przed kamerą, na kanapie, na której zwykle udzielają swoich wypowiedzi ich rodzice, ale – w przeciwieństwie do dorosłych, a nawet leżącego na tej kanapie psa jednej z rodzin, którego komentarz w psim języku wmontowano do odcinka – nic nie mówią. W jednym z odcinków krótka wypowiedź 5-letniej dziewczynki, niezwiązana jednak z sytuacją, w jakiej się znajduje, lecz dotycząca Kubusia Puchatka, została wykorzystana jako… wprowadzenie do reklamy „lokowanego” w programie produktu („superszybkiego internetu LTE”).

Paradoks prawa

Wprawdzie dzieciom występującym w tym programie nikt nie wyrywa włosów (co najwyżej wbrew woli obcina lub nieudolnie, sprawiając ból, czesze w ramach zadań specjalnych albo codziennej pielęgnacji), a widok nagiej dziecięcej skóry jest osiągany mniej brutalnie niż w przypadku gęsi, ale prawa dzieci, podobnie jak prawa oskubywanych ptaków, są tutaj łamane. Już sam fakt udziału dzieci w produkcji realizowanej w prywatnych domach i mieszkaniach rodzin stanowi pogwałcenie prawa dziecka do prywatności (gwarantowanego przez Konwencję o prawach dziecka oraz Konstytucję RP). Naruszeniem tego prawa jest również publikowanie danych osobowych rodzin – imienia, nazwiska i miejsca zamieszkania – co czynią twórcy w opisach wszystkich odcinków zamieszczanych na facebookowej stronie programu, a niekiedy również w opisach na platformie ipla.pl.

To paradoksalne, że prawo dziecka do prywatności z jednej strony jest gwarantowane przez wymienione powyżej akty prawne, a z drugiej – może być łamane bez żadnych konsekwencji. To rodzice bowiem odpowiadają za ochronę prywatności swoich dzieci i mogą oni upubliczniać w każdy możliwy sposób wszelkie, poza pornograficznymi, wizerunki będących pod ich opieką dzieci. Podobny paradoks do niedawna miał miejsce w kwestii bicia dzieci – z jednej strony Konstytucja i Konwencja zakazywały stosowania kar cielesnych, z drugiej zaś rodzice mogli bić swoje dzieci w celach wychowawczych. Został on jednak rozwiązany w 2010 roku, wraz z nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, co daje nadzieję na polepszenie ochrony również dziecięcej prywatności.

W programie tym (podobnie zresztą jak w większości innych reality show z udziałem dzieci) łamane jest jednak prawo dziecka nie tylko do prywatności, ale również do godności. Na przykład we wspomnianym powyżej odcinku z ojcem uczącym 4-latkę jazdy na rowerze dziewczynka ta wielokrotnie ukazywana jest w sytuacjach krępujących i upokarzajacych, zapłakana, przestraszona – nie tylko podczas tej pełnej przemocy psychicznej „nauki”, ale też w scenach domowych, np. kiedy ojciec karze ją staniem w kącie za niezjedzenie obiadu. Co prawda mężczyzna później mówi, że przesadził i przeprosił córkę, ale wyeksponowano nie sceny przeprosin i pojednań, lecz jego wrzasków i jej płaczu. W innym odcinku widzimy zapłakanego kilkuletniego chłopca w łazience. Dziecko jest nagie, a jego miejsca intymne – niezamazane. W jeszcze innym pokazano dziewczynkę siedzącą na nocniku – bez nagości wprawdzie, ale wizerunku osób dorosłych, które korzystają z toalety, w tym programie nie ma.

Matka też człowiek?

Trzeba jednak przyznać, że wielu dorosłych uczestników (a zwłaszcza uczestniczek) polsatowskiego show występuje przed kamerami w sytuacjach ewidentnie intymnych, w niepełnym odzieniu lub bez niego. Większość matek biorących udział w tym programie ukazywana jest w scenach relaksu w wannie pełnej piany czy podczas masażu. Miejsc intymnych wprawdzie nie widać (poza, niekiedy, fragmentem pośladków masowanej kobiety), ale i tak sceny te można uznać za przekroczenie kolejnej granicy intymności w programach reality show z udziałem rodzin. Co ciekawe, reakcja jednego z męskich uczestników tego programu dowodzi, że nie został on poinformowany o fakcie, iż jego żona wystąpi w negliżu.

Oto bowiem w jednym z odcinków scena, w której rodzina ogląda wideopocztówkę od mamy i dowiaduje się, jak spędza ona czas na urlopie, zostaje zakłócona nagłym atakiem zazdrości i złości jej męża. W momencie, gdy na ekranie komputera, przed którym zgromadzona jest rodzina, ukazuje się scena masażu i widać przewracającą się z brzucha na plecy kobietę bez biustonosza, za to z rozanielonym wyrazem twarzy, mężczyzna – choć piersi jego żony nie ma w kadrze – zrywa się i wychodzi z domu, a później wyjaśnia, że pojechał po dwa piwa i do piątej rano nie spał.

Inni mężowie nie mają jednak takich dylematów – bez względu na fakt, jaki procent nagiego ciała ich żon może oglądać cały świat – a przynajmniej nie są one ukazywane w programie. Również kobiety najwyraźniej nie widzą przeciwwskazań przed upublicznieniem swych półnagich, poddawanych zabiegom relaksacyjnym i upiększającym, ciał. Chociaż wszystkie dorosłe uczestniczki wypowiadają się w tym programie, trudno pozbyć się wrażenia, że również one zostały w nim sprowadzone do roli przedmiotów, ograniczone do cielesności, o którą należy dbać, by być „piękną i interesującą dla swojego męża”.

Wprawdzie jedna z matek, która podczas urlopu robi coś więcej niż upiększanie swego ciała (niektóre zajmują się tylko tym), stwierdza: „człowiek przypomina sobie, że jest nie tylko mamą, ale i… człowiekiem” o zainteresowaniach wykraczających poza wychowywanie dzieci i prowadzenie domu, ale również ona w końcowej wypowiedzi mówi, że myśli, iż dzięki udziałowi w programie jej mąż będzie chciał spędzać więcej czasu z dziećmi, dzięki czemu ona będzie miała trochę czasu dla siebie – nie na rozwijanie zainteresowań jednak, a jedynie na odpoczynek. Chciałaby „wyskoczyć gdzieś na parę godzin, żeby odpocząć, a jednocześnie nie zatęsknić”, po czym wrócić do domu, wypoczęta, atrakcyjna dla męża i pełna sił do zajmowania się domem i dziećmi. Inna matka w podsumowującej udział w programie wypowiedzi wyraża przekonanie, że każda pomoc żonie ze strony męża „to jest zawsze trochę więcej czasu dla męża, zawsze”.

Mroczny świat taty

Co ciekawe, ojcowie zostawieni „sami w domu” nie mają większych problemów ze znalezieniem czasu dla siebie. W prawie każdym odcinku pierwszy dzień po wyjeździe żony poświęcają oni nie na wykonywanie jakichkolwiek obowiązków, lecz na… odpoczynek. W niektórych odcinkach ojciec oddaje dzieci po opiekę np. babci i udaje się na żagle, na mecz, do baru czy na paintball, a w innych – zaprasza do domu kumpli, w którymi bawi się i pije w obecności dzieci, albo „koleżanki”, które podają mu drinki do wanny i masują plecy, nie wypowiadając przy tym ani jednego słowa. W jednym z odcinków ojcu udało się znaleźć czas na relaks aż dwa razy w ciągu pięciu dni: w dniu wyjazdu żony i parę dni później, kiedy to jego uczynni koledzy przyprowadzili kogoś do opieki nad śpiącymi dziećmi i zabrali go na imprezę.

Można więc stwierdzić, że skoro ojcowie są w stanie w natłoku codziennych obowiązków wygospodarować czas dla siebie, to radzą sobie z prowadzeniem domu i opieką nad dziećmi co najmniej tak samo dobrze jak matki (albo nawet lepiej, bo przecież to one narzekają na brak pomocy i tym samym czasu na odpoczynek). Niestety, nie takie jest przesłanie tego programu. W każdym odcinku prowadzący Maciej Rock podkreśla, jak ciężkie zadania postawiono przed uczestnikami, jednocześnie naśmiewając się z nich i sugerując, że wszelkie obowiązki domowe są im całkowicie obce i nie wiedzą nawet, jak zamknąć drzwiczki kuchennej szafki. W jednym z odcinków Rock stwierdza wręcz, że ojciec lepiej rozumie znaczenie fachowych terminów związanych z jego pracą niż takich słów jak „ojciec” i „mąż”, a po wyjeździe żony „porzuca bezpieczny żywot bankowca i wkracza w mroczny, pełen zakamarków, tajemnic i zasadzek świat Taty samego w domu”, mimo iż właśnie ten uczestnik jako kawaler przez kilka lat wykonywał bez problemu wszystkie prace domowe i potrafi to robić, ale nie robi, ponieważ… zajmuje się tym jego żona. Również ona w scenie pożegnania potraktowała go zresztą jak imbecyla, każąc mu podczas każdego wyjścia z domu liczyć dzieci… „Raz, dwa”.

Bez wątpienia był to żart, ale właśnie w taki sposób ukazuje się mężczyzn w tym programie – jako fajtłapy o dwóch lewych rękach, którzy zawsze znajdą czas na piwko z kolegami i inne rodzaje relaksu, ale dla których zwyczajne domowe czynności są mordęgą albo czarną magią, nawet jeśli doskonale potrafią je wykonywać. Wszyscy uczestnicy z utęsknieniem czekają na powrót żon, ale tylko część z nich pod koniec deklaruje chęć pomagania małżonkom w przyszłości. Niektórzy stwierdzają natomiast, że dzięki udziałowi w programie zaczynają doceniać pracę kobiet w domu albo że im współczują.

Ostatecznie więc wszystko wraca do swego pierwotnego i pożądanego stanu: żona, nawet jeśli jest aktywna zawodowo, zajmuje się traktowanymi przedmiotowo dziećmi i domem, a mąż tylko przynosi do niego pieniądze, po czym wychodzi i idzie się zrelaksować. Właśnie takie jest przesłanie tego programu. I taka jest też odzwierciedlona w nim rzeczywistość wielu polskich rodzin.

Anna Golus

inicjatorka kampanii “Kocham. Nie daję klapsów”, autorka bloga DajeSlowo.com, zastępczyni redaktora naczelnego serwisu Mądrzy Rodzice

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY