• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Rodzicielstwo bliskości w teorii i praktyce

[dropcap size=”350%” textcolor=”#dd3333″]W[/dropcap]Wokół rodzicielstwa bliskości narosło już tak wiele mitów, że z trudem można oddzielić to, co faktycznie jest z nim zgodne od tego, co niekoniecznie. Niejednokrotnie praktykujemy tę formę rodzicielstwa zupełnie nieświadomie, innym razem wypaczamy jej znaczenie. My, czyli rodzice różnej maści. Najprościej rodzicielstwo bliskości porównałabym do postępowania w zgodzie z intuicją i naturą. Będzie stanowiło doskonałą bazą do budowania relacji na poziomie fizycznym i psychicznym między rodzicami a dzieckiem. Rodzicielstwo bliskości tak naprawdę polega na długofalowym wzajemnym oddziaływaniu, pełnym miłości i zrozumienia.

Czym jest rodzicielstwo bliskości?

Wiliam Sears, twórca terminu, o którym mowa, opiera teorię rodzicielstwa bliskości (ang. attachment parenting) na siedmiu filarach. Co w tym takiego niezwykłego? Otóż nie jest to zbiór rad, których i tak codziennie otrzymujemy w nadmiarze – od babć, cioć i sympatycznych pań z telewizji. To zarys trasy, którą możemy iść w swoim tempie, ale nie wyraźna droga ze znakami zakazu i nakazu. Rodzicielstwo bliskości daje nam wolną rękę i pozwala wybierać rozwiązania odpowiednie dla nas i naszego dziecka. Wzajemny szacunek i zrozumienie, które niejako przyświecają całej idei, jasno dają do zrozumienia, że potrzeby każdego członka rodziny są równie ważne. Musimy skupiać się na więzi. Czy jest tu jakiś haczyk? Oczywiście! Rodzicielstwo bliskości nie jest wydumanym bezstresowym wychowaniem, wymaga od rodziców dojrzałości i świadomości tego, jak postępują, bo tylko i wyłącznie oni są odpowiedzialni za wychowanie dziecka. Muszą ufać sobie wzajemnie, sobie samym i dziecku, bo ono wie najlepiej, czego potrzebuje.

Filary rodzicielstwa bliskości i jak to wygląda w praktyce?

1. Buduj więź z dzieckiem od chwili narodzin.

Najbardziej naturalne zjawisko w przyrodzie. Po narodzinach samica intuicyjnie zajmuje się młodymi. Wierzę, że wielu kobietom udaje się budować i wzmacniać relację od samego początku, jeszcze podczas ciąży. Dla mnie, o ile stan błogosławiony był pięknym przeżyciem, niespodziewane cesarskie cięcie odrobinę zmieniło cukierkowe plany tulenia dziecka po porodzie, ponieważ nie miałam takiej możliwości. Na szczęście pomimo długiej rozłąki, od samego początku płacz dziecka był tulony i kołysany. Nigdy nie zostawiłam dziecka na tak zwane wypłakanie i samouspokojenie. Moim zdaniem coś takiego po prostu nie istnieje.

2. Karm piersią.

Karmienie piersią w dużym stopniu pomaga w budowaniu więzi z dzieckiem. Wszystko to dzięki hormonom, które wtedy zalewają nasz mózg (i po latach odrobinę zaciemniają obraz, że wcale nie było tak różowo). Dla mnie była to naturalna kolej rzeczy, chciałam, mogłam i karmiłam (a raczej karmię do dzisiaj). Czy można praktykować rodzicielstwo bliskości bez naturalnego karmienia? Sama nie próbowałam i chyba nie mam odpowiednich kompetencji, by odpowiedzieć ale myślę sobie, że można. Różne są przyczyny takiego stanu rzeczy, na pewno karmienie butelką nie przekreśla praktykowania szeroko rozumianej bliskości.

3. Noś dziecko.

Ten punkt wydaje się oczywisty, prawda? Malec znajdujący się blisko rodziców, szybciej się uczy, jest w naturalny sposób wprowadzany do życia w rodzinie. Poznaje zasady funkcjonowania w stadzie. Czuje ciepło mamy lub taty, zwiększa się jego poczucie bezpieczeństwa. Świetnym rozwiązaniem jest chustonoszenie. Niestety, mój syn od dnia narodzin nie cierpi być w jakikolwiek sposób skrępowany. Z chusty zrezygnowałam definitywnie, ale noszenie na rękach sprawdziło się równie dobrze. Pomijając oczywiście fakt, że miałam mniejsze pole manewru z jedną ręką na wolności.

4. Śpij blisko.

Co-sleeping czyli spanie razem. Bez separacji od pierwszego dnia, aż do momentu, kiedy wszyscy będą gotowi. Nie musicie brać noworodka do łóżka, doskonale rozumiem każdą obawę. Można przysunąć łóżeczko do swojego lub zaopatrzyć się w specjalną dostawkę (łóżeczko bez jednej ściany). Wbrew pozorom, noworodki nie są mobilne i nie przemieszczają się w łóżeczku jak ich starsi koledzy. My śpimy w jednym wielkim łóżku odkąd syn skończył 4 czy 5 miesięcy. Nie ukrywam, że oprócz potrzeby bliskości, postanowiliśmy tak ze względu na męczące częste pobudki w nocy. Karmienie cztery czy pięć razy, wstawanie, odkładanie do łóżeczka dziecka, które tym sposobem się rozbudza i ryzyko zaśnięcia na fotelu z maluchem na rękach zdecydowały za mnie. Jako dziecko również spałam z rodzicami, dziś tego nie robię, więc bez obawy – z tego się wyrasta!

5. Reaguj na płacz dziecka.

To jego sposób komunikacji, ale… nie oszukujmy się. Ani pierwszego, ani drugiego ani nawet dziesiątego dnia nie odróżniałam płaczu mojego syna. Nie miałam pojęcia czy znowu (!) jest głodny, czy potrzebuje się przytulić, a może wręcz przeciwnie, drażni go światło lub konkretny dźwięk. Z czasem on trochę wyraźniej się ze mną komunikował, a ja zaczęłam łapać w lot jego intencje.  Sądziłam i nadal sądzę, że w ten sposób zyskuję jego zaufanie. Zresztą efekty obserwuję każdego dnia. Przy zdartym kolanie wystarczy otworzyć ręce, by przybiegł i wtulił się tak, jakby tylko to mogło ukoić jego ból.

6. Wystrzegaj się dziecięcych treserów.

Postępowanie w zgodzie ze sobą, mając na uwadze szeroko pojęte dobro dziecka i relacji z nim. Nigdy nie byłam zwolenniczką pozostawiania dziecka na wypłakanie. Z kim tu się próbować? Z emocjami człowieka, który dopiero musi się przystosować do życia po drugiej stronie brzucha?

7. Zachowaj równowagę.

Takie proste, a tak trudne. Rodzicielstwo bliskości to równowaga we wszystkim: w czasie, który poświęcamy dziecku i partnerowi, w reakcji na to, co dziecko chce nam przekazać. Zdroworozsądkowe podejście do wychowania, pewność i świadomość podejmowanych wyborów. Mój syn zna słowo “nie”, bo granice w naszym życiu także dają poczucie bezpieczeństwa. Nigdy nie pozwalam na robienie rzeczy zagrażających życiu lub zdrowiu, ale z ogromnym luzem podchodzę do prostych czynności, jakich rodzice często się wystrzegają. Chcesz przejść przez środek kałuży? Nie ma sprawy! Chcesz mi pomóc robić sałatkę? Już Ci mówię, co masz robić. I wszystkim żyje się lepiej.

Pierwszy raz o sposobie wychowania, jaki zupełnie nieświadomie praktykowałam od samego początku, usłyszałam ze szklanego ekranu. Małżeństwo Searsów zostało zaproszone na jeden z wielu wywiadów. Sposób w jaki opowiadali o RB był niesamowity. Bił od nich spokój i zrozumienie dla zagubionych w natłoku informacji rodziców. Od razu wiedziałam, że to coś dla mnie. Najbardziej mnie urzekło, że rodzicielstwo bliskości to bardziej idea, sposób bycia, filozofia niż zbiór jedynie słusznych zasad, które wpędzają w poczucie winy i nakreślają wizję wychowania na najbliższych 15 lat. Nikt mi nie mówi, jak ani co mam robić. Mało tego! Mogę sobie z wyżej wymienionych filarów wybrać te, które będą odpowiednie dla mojej rodziny oraz warunków, w jakich żyjemy, czasów i okoliczności. Nie ma dwóch identycznych matek. Nie ma identycznych dzieci. Dlatego i sposób wychowania powinniśmy dobierać indywidualnie. Rodzicielstwo bliskości jest niesamowitą inwestycją w przyszłość. Żadna inna lokata nie da nam takiego zysku, jak miłość i zaufanie dziecka.

Anna Bartnik

boodzik

www.boodzik.pl
www.facebook.com/boodzikpl 

ilustracja: mibewick – Flickr.com

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY