Edukacja seksualna vs. wychowanie do seksualności

Od dłuższego czasu mam wrażenie, że samo słowo „seks” powoduje w dyskusji politycznej, czy szerzej – publicznej, takie emocje, polityczne napięcie, ideologiczne zacietrzewienie, że nie ma mowy nie tylko o kompromisie, ale w ogóle o spokojnej rozmowie. Dotyczy to, żeby było jasne, obu stron sporu. Po obu stronach głos mają głównie ci, którzy głoszą poglądy skrajne. Oczywiście najmniej istotne są w tym dzieci, które wszak – na zdrowy rozum – powinny być najważniejsze.

Czy dzieciom naprawdę potrzebna jest wiedza techniczna o seksie? Oczywiście. Czy muszą zdobywać ją w ramach lekcji realizowanych w szkole? Nie sądzę. Z techniką ludzkość od tysięcy lat doskonale sobie radzi, a śmiem twierdzić, że metoda prób i błędów w tym przypadku ma swoje uroki. Czy to znaczy, że nie powinno się rozmawiać z dziećmi o seksie? Wręcz przeciwnie. Oczywiście, że się powinno.

Mam wrażenie, że wielu dorosłych ma zakodowany pewien tok rozumowania, obawę, które można w pewnym uproszczeniu wyrazić tak: „Lepiej z dziećmi nie rozmawiać o seksie, bo zaraz polecą ten seks uprawiać”.

Jasne. Lepiej w ogóle nie rozmawiać na trudne tematy, żeby nie kusić losu. Wiele osób, wielu rodziców, wielu pedagogów tak myśli. Ten tok myślenia jest – nie oszukujmy się – niezbyt roztropny. Odpowiem na to słowami Janusza Korczaka:

Jeśli są wyrazy, o których boisz się mówić, co zrobić z czynem, który mogą popełnić? Wychowawca nie może bać się ani słów, ani myśli, ani czynów dzieci.

Sięgam po dane z Diagnozy Szkolnej 2009 opracowanej przez prof. Janusza Czapińskiego w ramach akcji „Szkoła Bez Przemocy„. Niestety, nie ma nowszych danych, bo w późniejszych latach już tego obszaru w ramach Diagnozy nie badano. Warto podkreślić, że próba badawcza uczniów to aż 11 382 osoby. Trudno się dziwić, że takich badań nie kontynuowano. Wszelkie próby badania seksualności nastolatków kończą się wszak w Polsce na ogół medialnym linczowaniem badacza. Doświadczył tego jakiś czas temu boleśnie profesor Zbigniew Izdebski.

edukacja-seksualna1

 

Powiedzmy to sobie jasno – nasze dzieci uprawiają seks. Oczywiście, nie wszystkie. 30% ogółu 13-latków deklaruje jednak, że ma za sobą inicjację seksualną, w przypadku dziewcząt 13-letnich jest to aż 43%. Możemy z nimi, jak by chciał profesor Nalaskowski, nie rozmawiać o seksie. Czy od tego przestaną uprawiać seks? Nie. Ale za to będą robić to głupio.

Inna sprawa, że obie strony sporu zafałszowały problem. Problemem nie jest edukacja seksualna ani jej brak. Problemem jest brak wychowania do seksualności i wychowania w ogóle.

edukacja-seksualna2

 

Wydaje mi się, że stworzonego przeze mnie koła wyjaśniać nie trzeba. Edukacja seksualna to zaledwie część wychowania do seksualności. Wychowanie do seksualności stanowi zaś zaledwie część wychowania jako takiego. A wychowanie… To temat na niejedną notkę.

Oczywiście, warto, by dzieci nauczyły się np. o antykoncepcji, by nauczyły się, że są różne orientacje seksualne, by w ogóle wiedziały, skąd się biorą dzieci. Jeśli my, dorośli, nie damy im tej wiedzy, a jak wynika np. z raportów Pontonu, nie dajemy jej w domu ani w szkole, to znajdą ją sobie same. W internecie, na stronach z pornografią. Tylko wtedy tracimy wpływ na to, czego się o seksie nauczą. Edukacja seksualna jest ważna i potrzebna.

Edukacja seksualna jest jednak tylko częścią wychowania do seksualności. Wychowywać do seksualności trzeba zaś od najmłodszych lat, oczywiście dopasowując to, co i jak się mówi, do wieku dziecka. Wychowanie do seksualności to pokazywanie, że istnieje związek między seksualnością, a miłością, uczciwością, odpowiedzialnością, szacunkiem do siebie i drugiej osoby. To uczenie, że ta sfera naszego życia jest pięknem, które warto chronić. I tego nam właśnie brakuje.

Kiedy dziennikarze pytają mnie o problem prostytucji nieletnich, czy o zjawisko będącego formą prostytucji handlu zdjęciami i filmami online, np. w zamian za doładowanie karty gsm, to zawsze odpowiadam, że dziecko, które jest gotowe sprzedać swoje erotyczne zdjęcia na czacie za doładowanie komórki o wartości 25 złotych, dokonało w swojej głowie prostej biznesowej kalkulacji. Uznało mianowicie, że to, co dostaje, jest więcej warte niż to, co samo daje.

Dlaczego tak się stało? Nie, nie dlatego, że uczono dzieci o antykoncepcji, jak by pewnie ogłosił profesor Nalaskowski. Nie, nie dlatego, że nie uczono dzieci o antykoncepcji, jak by pewnie powiedziały edukatorki z Pontonu. Stało się tak dlatego, że nikt tych dzieci nie wychowywał do seksualności. Nikt ich nie nauczył, że seksualność, intymność to coś pięknego i wartościowego, co warto chronić. Stało się tak dlatego, że nikt nie uczył tych dzieci szacunku do samych siebie.

Stało się tak również dlatego, że przy braku tego pozytywnego komunikatu wychowawczego, świat dorosłych dawał dzieciom równocześnie komunikat negatywny. Pokazywał, że ciało i seksualność są towarem. Tak dzieje się w reklamach, programach telewizyjnych, w show biznesie. Jak sprzedać produkt? Gołą… no, wiadomo czym. No, to się nie dziwmy, że dzieci potem tą częścią ciała handlują.

ilustracja główna: Lupuca – Flickr.comCC BY-SA 2.0
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

1% podatku, 100% wsparcia. Przekaż 1% podatku na fundację Lex Nostra.