• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Dziecko w talent show

[dropcap size=”350%” textcolor=”#dd3333″]O[/dropcap]Ostatnio w teleturnieju „Mam talent” (ukazującym zwykle dorosłych ludzi, którzy przedstawiają różne swoje zdolności, a jury ocenia, że ktoś ładniej śpiewa niż inny tańczy… tak jakby wszelkie talenty świata można było ocenić według jednego klucza) wystąpił trzyletni chłopczyk prezentujący talent recytatorski i/lub świetną pamięć. Dziecko wygłosiło dłuższy fragment „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza i wywołało zachwyt jury i widowni w studio. Film z jego występem trafił oczywiście do sieci, ale internetowi widzowie nie byli tak zgodni w ocenie zarówno recytacji, jak i – przede wszystkim – samego wystąpienia w „dorosłym” teleturnieju.

Jak poczuje się ten chłopiec, gdy za jakiś czas obok pochwał, zachwytów i gratulacji przeczyta, że był „biednym, wytresowanym dzieckiem” bez talentu, a jego rodzice – „idiotami” z „parciem na szkło” i „chorymi, niespełnionymi ambicjami”? Jak poczuje się, gdy zobaczy samego siebie recytującego „Inwokację” przed parskającą śmiechem widownią? I wreszcie – czy w niedalekiej przyszłości jego rówieśnicy zachwycą się tą recytacją, czy raczej potraktują jak świetny powód do drwin?

Można też zastanowić się, co chłopiec zaprezentuje podczas kolejnego etapu teleturnieju, skoro jego talentem jest recytowanie utworów nieprzeznaczonych dla dzieci (a kolejny występ będzie musiał być inny, ale co najmniej tak samo atrakcyjny), i jak zareaguje, kiedy odpadnie. Jakiś czas temu rodzice ośmioletniego tancerza, który również zakwalifikował się do kolejnego etapu „Mam talent”, napisali na jego brzuchu „seksi”, ale mimo takiego „uatrakcyjnienia” występu chłopiec nie przeszedł dalej, a na wieść o porażce popłakał się.

W każdej edycji tego programu – a obecnie emitowana jest już siódma – występowały dzieci. Jedne były kwalifikowane do kolejnych etapów, inne – nie. Jedne były bardziej zestresowane, inne – mniej. Jedne na wieść o odpadnięciu reagowały emocjonalnie, inne – spokojnie (przynajmniej na wizji). Wobec jednych jurorzy postępowali łagodnie, wobec innych – brutalnie lub lekceważąco. Wszystkie te dzieci łączy fakt, że na oczach widowni w studio i milionów widzów przez telewizorami i komputerami rywalizowały z dorosłymi, którzy mają, co oczywiste, znacznie więcej czasu na szlifowanie i rozwijanie swoich talentów oraz większe możliwości poradzenia sobie z porażką. Czy to sprawiedliwe? Nie, ale w tym programie nie liczy się sprawiedliwość, lecz po prostu – show (i płynący z niego zysk dla telewizji).

Oczywiście rozrywka jest potrzebna, a telewizje muszą na czymś zarabiać. Pytanie tylko, czy w tym celu należy wykorzystywać dzieci, narażać je na niepotrzebny stres podczas programu i inne przykrości po emisji?

Zwolennicy udziału dzieci w tym i innych opartych na rywalizacji teleturniejach przekonują, że stres, konkurencja, zwycięstwa i porażki są nieodłącznymi częściami życia, a im wcześniej dziecko dozna tego wszystkiego, tym łatwiej mu będzie w przyszłości – najpierw w szkole, a później w pracy. Czy rzeczywiście? Czy nauka w szkole ogranicza się do zdobywania jak najwyższych, koniecznie lepszych niż rówieśnicy, stopni, a praca – do rywalizowania ze współpracownikami? Nie lepiej uczyć dzieci, że nauka to przede wszystkim zdobywanie wiedzy (a nie – dobrych ocen), a współpraca jest lepsza, skuteczniejsza i przyjemniejsza od rywalizacji?

Anna Golus

ilustracja: Abhisek SardaFlickr.com – CC BY 2.0
10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY