• Kategoria: Archiwum
  • Data:

NAP – dziecięce ubranka z misją – wywiad z Beatą Karpińską

Zastanawialiśmy się, jak pokazać ubranka z misją, które bardzo nam się spodobały. Zdecydowaliśmy, że najlepiej po prostu dać wypowiedzieć się pomysłodawczyni NAP. Tak powstał wywiad z Beatą Karpińską.

Beata KarNadruk na bieliźnie dziecięcej NAP brzmi: „To jest moje miejsce intymne…”, a na metce znajduje się napis „art. 200 kk RP”. Skąd ten, nie da się ukryć, dość kontrowersyjny pomysł?

Gdy zostałam rodzicem, uznałam, że moim obowiązkiem jest uświadomić moje dziecko w zakresie intymności i niejako „wdrukować” w jego świadomość treść: „To jest MOJE miejsce intymne”. Dla dziecka w wieku dwóch czy trzech lat taka wiedza przekazana w sposób naturalny (tj. bez jakiegokolwiek negatywnego nacechowania, bez wstydu, zażenowania czy skrępowania) jest w taki sam sposób odebrana. W miarę czasu moje dziecko pytało, co to „tak naprawdę” znaczy, co było dla mnie wyraźnym znakiem, że jest gotowe do poszerzenia swojej wiedzy w tym zakresie. Wówczas powiedziałam, że każdy człowiek ma swoje miejsce intymne – miejsce szczególne, bo daje nam możliwość posiadania dzieci z osobą, którą kochamy, więc należy je chronić. Gdy syn zapytał, „dlaczego należy je chronić?”, z takim samym spokojem odpowiedziałam mu, że są na świecie ludzie dobrzy i źli, po prostu. Że ci źli być może się tacy urodzili, a być może stali się tacy przez to, że ktoś ich kiedyś skrzywdził, i teraz nie potrafią sobie z tym poradzić inaczej niż krzywdząc innych. Wyjaśniłam mu również, że jeśli kiedykolwiek ktoś chciałby naruszyć jego intymność, to nie byłaby to jego wina, ale wina tej osoby, i to ona poszłaby za coś takiego do więzienia, bo to zło, a zło trzeba zamykać z dala od dobra. Zdaję sobie sprawę, że moje tłumaczenie nie było idealne i być może psycholog wyjaśniłby to lepiej, ale nie uciekłam od pytań i odpowiedziałam najlepiej, jak umiałam.

A czy treść nadruków konsultowałaś z ekspertami?

Gdy w końcu postanowiłam uszyć taką bieliznę, zapytałam o zdanie wspaniałego psychologa, kobietę, która na co dzień pracuje z dziećmi. Wyraziła ona przekonanie, że dobrym pomysłem byłoby stworzenie także linii dla dorosłych z taką samą treścią, co byłoby swego rodzaju „wzmocnieniem” kierowanego do dziecka przekazu, że intymność dotyczy nas wszystkich. Za wskazówką psychologa, oprócz bielizny „To jest moje miejsce intymne…”, zrobiłam także wzór z napisem „To jest moje…” – tak, aby rodzic miał wybór także w stopniu zaawansowania przekazu oraz nazewnictwa. Obydwie treści są zakończone wielokropkiem, bo chciałabym, aby tak dziecko, jak i rodzic wiedzieli, że to dopiero wstęp do rozmowy, długiej rozmowy przez całe życie, dostosowanej do wieku i percepcji dziecka.

Dlaczego chcesz zachęcać rodziców do rozmów z dziećmi na temat intymności, jej ochrony, molestowania, a nawet… karalności pedofilii (którą określa przywoływany na metce art. 200 kodeksu karnego)?

Idea stworzenia takiej bielizny ma osobiste fundamenty. Okrucieństwo molestowania dzieci jest obecne w każdej przestrzeni czasowej, terytorialnej czy społecznej. Osobiście znam osoby w każdym wieku, które to okrucieństwo dotknęło i, bez względu na jego stopień, pozostawiło trwały ślad w życiu. Zdałam sobie sprawę, że koszmar molestowania wciąż ma miejsce i będzie trwał nadal, jeśli nic nie zrobimy. Na szczęście nagłaśniane przez media sprawy przełamują tabu, które wciskało ofiary molestowania w pustą przestrzeń, a różnorakie działania społeczne i polityczne – jak np. działalność fundacji STOP Przedawnieniu! – stanowią wyraźny sygnał, że molestowanie dzieci nie może być dłużej tolerowane. Co więcej – musi być karane bez względu na czas, bo dla ofiar czas w tym zakresie nie ma żadnego znaczenia. Uważam, że jednoczesne działania na wszystkich płaszczyznach – prawnej, społecznej, oświatowej, ale także na płaszczyźnie relacji rodzice–dziecko – mogą przynieść pożądany efekt.

NAP - ubranka z misją

 

Od czego należy według Ciebie zacząć?

Od edukacji. Problem polega jednak na tym, że sytuacja społeczno-polityczna w Polsce nie sprzyja promowaniu wiedzy na temat prawa – w tym także prawa do intymności i jej ochrony. Temat edukacji seksualnej w moim odczuciu jest sprowadzany – tak przez strony polityczne, jak i wyznaniowe i społeczne – do kwestii antykoncepcji, aborcji, orientacji seksualnej i temu podobnych, nie zaś do edukowania od najmłodszych lat, czymże jest nasza seksualność i jakimi dysponujemy prawami w zakresie jej ochrony przez całe życie. Nie dziwi mnie tym samym fakt, że ofiary molestowania, bez pomocy psychologicznej, czują się winne molestowaniu. Sądzę, że zwłaszcza w kraju o tak silnych wciąż przekonaniach religijnych stanowiących trzon edukacji w tym zakresie, należałoby w pierwszej kolejności zacząć kształcić w zakresie edukacji seksualnej dzieci – ich rodziców i wymagać od nich odpowiedzialności, której częstokroć chcą się wyzbyć, nie oferując dziecku w zamian żadnej innej formy edukacji seksualnej. Warte rozważenia powinny być moim zdaniem zorganizowane spotkania i szkolenia dla rodziców, przygotowujące ich na rozmowy z dziećmi na tematy, które częstokroć w ich domach były tabu, co przekłada się na ich nieśmiałość w tym zakresie. Wspomniane przeze mnie kwestie – chociażby antykoncepcji – są ważną częścią edukacji, ale sądzę, że sprowadzając dyskusję do spraw dotyczących bardziej nastolatków niż dzieci w wieku przedszkolnym, odbieramy początek, porządek, logikę i zamysł edukacji seksualnej. Zapominamy, że powinna ona być dostosowana do wieku, a także zagrożeń, które istnieją – tak jak istniały od zawsze – choćbyśmy ze wszystkich sił chcieli wykreślić je z listy niebezpieczeństw zagrażających naszemu dziecku.

Czy nie obawiasz się kontrowersji i oskarżeń o „niepotrzebne wzbudzanie zainteresowania dzieci sferą seksualności”

Nie. Powiem więcej, liczę się zarówno z dobrymi opiniami, jak i z kontrowersjami. Już na etapie realizowania zamysłu spotkałam się z negatywnymi reakcjami – głównie jednak ze strony pokolenia 50 plus. Pokolenie rodziców, których znam osobiście, czyli powiedzmy 30 plus, uznaje tę bieliznę za dobry pomysł, odbiera ją zupełnie naturalnie. Wierzę, że ta bielizna uczyni coś dobrego. Nawet jeśli zostanie skrytykowana, to chcę i będę wymagać od krytyków innego pomysłu, jak edukować dzieci i jak lepiej uświadamiać im ich prawa. Chciałabym, aby ta dyskusja nie była jednorazowym płomykiem, wznieconym przed kolejnymi wyborami i zgaszonym tuż po nich.

NAP to nie tylko bielizna, ale też odzież stanowiąca nośnik treści upowszechniających prawa dziecka. Widać to w samej nazwie – „NAP” to skrót wielu wyrażeń oddających idee marki, w tym m.in. „Nasz Apel o Prawa”, „Nie Akceptujmy Pedofilii”, „Nie Akceptujmy Przemocy”. Skąd pomysł, by upowszechniać prawa dziecka w ten sposób?

NAP to przede wszystkim nośnik ważnych idei. Nie tylko praw dziecka. W moim odczuciu prawa dziecka są tylko dopowiedzeniem praw dla szczególnej grupy społecznej, która nie ma możliwości – z uwagi na swój wiek i świadomość – chronić swoich praw. NAP opiera się przede wszystkim na prawach człowieka. Podoba mi się pogląd naświetlony przez jedną bodajże z polskich naczelnych psychologów dziecięcych, iż należy dzieci traktować jak ludzi, a nie jako osobną kategorię skrytą za słowem „dzieci”.

Już Korczak mówił „nie ma dzieci – są ludzie”…

Tak, i to jest dla mnie bardzo ważna misja – promowania praw człowieka od najmłodszych lat. Wierzę, i chcę wierzyć, że mniejsi ludzie nie pozwolą sobie odebrać „oczywistych” praw, które staną się ich podświadomym wzorcem normalności, także gdy już dorosną. Nie tylko teraz żyjemy w „takich czasach”, zawsze były „takie czasy”, w których niektóre społeczeństwa czy grupy społeczne były pozbawione „wzorca normalności”, w związku z czym ich emancypacja rodziła się z trudem. Dołączana do linii „Prawa” książeczka, której być może dla dziecka w tym wieku rodzic by nie kupił, a zawierająca treść Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, może stać się ważną lekturą dla całej rodziny. Dziwi mnie, że Deklaracja ta nie jest lekturą obowiązkową na liście lektur szkolnych, choć według mnie powinna. Chcę, by dzieci wiedziały, czym jest prawo i że wszyscy ludzie mają prawa, ale też – co zostało ujęte na sesji zdjęciowej – obowiązki. A obowiązkiem człowieka jest być prawym i odpowiedzialnym.

W ofercie NAP oprócz odzieży z serii „Prawa” są jednak ubranka bez rzucającego się w oczy przesłania. Jakie wartości – oprócz estetycznych – niosą one z sobą?

Rzeczywiście na pierwszy rzut oka ubrania z pozostałych linii mają tylko walory estetyczne. Biorąc jednak pod uwagę jedno z haseł na bluzce – „Najważniejsze jest niewidoczne gołym okiem” – pisane w formie odbicia lustrzanego, zapewniam, że każda linia NAP ma ukryte „drugie dno”. Na przykład linia „Słowa” to linia powstała z miłości do słów. Wierzę, że słowa pisane mają ogromną wartość poznawczą i rozwojową dla wszystkich, bez względu na wiek. Tymczasem wiadomo, że statystyki dotyczące czytelnictwa w Polsce i na świecie nie są optymistyczne, a język portali społecznościowych, ale także tzw. newsów, wdarł się butnym krokiem do głównego nurtu komunikacji. Nawet intelektualistom zdarza się w rozmowach towarzyskich używać słów zaczerpniętych z Facebooka, tak jakby poza „lubię to!” nie istniała żadna inna forma wyrażenia aprobaty czy podziwu. Przeszkadza mi to, co nie znaczy, że na co dzień jestem wyjątkowo nudnym i poważnym człowiekiem.

Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie.

A jednak przeszkadza mi nieskomplikowane ocenianie pozbawione głębszej refleksji, która stanowi najzwyczajniejszy szacunek dla rozmówcy. Język, jakim się posługujemy, jest naszym zwierciadłem, o czym – jak sądzę – warto pamiętać i co warto zaszczepiać dzieciom. O ileż milej rozmawia się z osobą światłą, oczytaną, inteligentną, wyrażającą się w sposób zgrabny, składny i jasno definiującą swoje myśli. Chciałabym – ba! moim marzeniem jest – aby dzieci miały szansę zakochać się w słowach, bo poza walorami intelektualnymi zyskają również szansę werbalizowania swoich emocji, myśli i przekonań. O ile łatwiej zyskać w ten sposób sprzymierzeńców i przyjaciół. O ile zmniejszy się ryzyko, że w przyszłości to dorosłe dziecko sięgnie po broń, gdy jego orężem będą mądre, przemyślane słowa, stanowiące słuszny argument w sporze. I o ile łatwiejsza może być nasza komunikacja z dzieckiem, gdy zaszczepimy w nim chęć do rozmowy, a ta zrodzić się może właśnie za sprawą umiejętności posługiwania się językiem. Właśnie miłość do słów sprawiła, że postanowiłam do każdego ubrania dołączać książeczkę-metkę, która może być „zawsze pod ręką”, gdy niesłabnąca ciekawość i głód umysłu dziecka domaga się bodźców.

A co zainspirowało Cię do stworzenia linii „Dzieci”?

Ta linia odwołuje się do sentymentalnych wspomnień z dzieciństwa, gdy do zabawy potrzebna była tylko wyobraźnia czy druga osoba. Według mnie świat pełen plastikowych (ropopochodnych) zabawek na baterie w dużej mierze ogłupia nie tylko dzieci, ale też dorosłych, którzy sądzą, że „gadająca” postać jest lepsza od drugiego człowieka, ba! że być może szybciej i zabawniej nauczy dziecko liczyć, mówić czy pisać. O katastrofalnych dla nas wszystkich skutkach ekologicznych użytkowania tego rodzaju zabawek nawet nie wspominam. Żyjemy w gonitwie i uczymy tego pośpiechu dzieci, ale czy nie wspanialsza gonitwa rozgrywała się na podwórku, gdy lato pachniało wiatrem we włosach? Chciałam przypomnieć o tych zabawach sobie i mojemu dziecku, a także innym rodzicom i dzieciom. I nie będę ukrywać, że i ja musiałam się dłużej zastanowić, jakież to kiedyś były zabawy.

Beata Kar z synkiem

Ostatnia linia odzieży NAP jest najbardziej tajemnicza. Jaka idea przyświeca linii „Koła”?

Linia „Koła” to tzw. wzór firmowy marki NAP, który w zależności od sezonu i będących na modowym topie kolorów będzie się zmieniał. Bądź co bądź, moda jest ważną częścią naszej kultury i nie ma sensu jej celowo pomijać, tym bardziej, że kolory to też wspomnienia, skojarzenia czy nastroje, które także mogą stanowić klucz do komunikacji z innymi. NAP chce dać dzieciom możliwość samodzielnego konstruowania swojego stroju poprzez dziesiątki różnorodnych przypinek wyprodukowanych z projektu NAP.Ta linia ma też swoje drugie oblicze, bo została stworzona w nawiązaniu do znaku nieskończoności, obrączek, a także symetrii – pożądanego porządku. Przenikające się koła to odwołanie do współzależności, związków i jedności. Tak postrzegam relacje z bliskimi. I chciałabym, aby mój syn kojarzył je w przyszłości podobnie.

Póki co ubranka są dostępne tylko w sklepie napshop.pl. Myślisz, że uda Ci się rozwinąć markę tak, by dotrzeć do większego grona odbiorców?

Początkowo planowałam stworzyć tylko bieliznę w ramach jakiejś kampanii, licząc, że być może któraś z organizacji społecznych zechciałaby się pod tym podpisać. Szybko się jednak okazało, że mam tak wiele pomysłów, że powstała cała kolekcja ubrań i akcesoriów. Gdyby nie ograniczenia finansowe, kolekcja NAP byłaby jeszcze większa, bo pomysłów już teraz mam na kilka kolejnych lat. Moim marzeniem jest własne miejsce NAP na mapie, a nawet wiele takich miejsc. Jakiś czas temu upatrzyłam w Warszawie pewne bardzo niepozorne miejsce w bardzo widocznym miejscu. Póki co nie miałam jednak odwagi złożyć zapytania o dostępność, między innymi z obawy, że wysoka cena najmu zabierze bądź znacząco oddali możliwość spełnienia kolejnego marzenia.

Może więc na początek dobrym rozwiązaniem i przybliżeniem spełnienia marzeń byłaby współpraca z jakimiś większymi sklepami?

Ubrania NAP nie będą ubraniami jednego sezonu. Wybrane wzory i modele będą w stałej sprzedaży. W związku z tym przypuszczam, że stała współpraca z dużymi sieciami, preferującymi sezonowe produkty, nie byłaby możliwa. Przyznam, że jako młodsza siostra wiem, co znaczy „zgorszenie” rówieśników na ubrania „donaszane” po starszej siostrze. Stąd pomysł, by wybrane wzory były dostępne dłużej niż przez jeden sezon. Jestem świadoma, jak ważną gałęzią gospodarki jest branża mody oraz że musi ona kreować trendy sezonowe. Uważam jednak, że nie powinna ona uczyć dzieci, że ubranie po pół roku jest mniej wartościowe, bo to zwiększa różnice społeczne już na etapie szkoły. Dzieci rosną i tak czy inaczej rodzice muszą uposażać je w nowe ubrania, ponosząc duże wydatki. Dlaczego więc wciąż wartościowe ubranie miałoby być ubraniem drugiej kategorii, skoro jeszcze spełnia swoją rolę? Dodam w tym miejscu, że ubrania NAP zostały profesjonalnie skonstruowane właśnie z myślą o tym, by służyły dzieciom jak najdłużej – celowo są dłuższe, węższe i zgrabniejsze, dzięki czemu wygrywają konkurencję z szerokimi koszulkami z sieciówek, które są za krótkie już w następnym sezonie.

Twoje produkty są jednak dosyć drogie. Mogłabyś wyjaśnić, skąd wzięły się takie ceny?

Ubrania NAP swoją cenę zawdzięczają selekcji materiałów, z których są wykonywane, oraz miejscu produkcji zarówno samej odzieży, jak i wszystkich jej komponentów. W dobie rozwiniętego handlu międzynarodowego zwrot „Wyprodukowane w Polsce” może oznaczać tylko tyle, że coś zostało uszyte w Polsce, bez względu na to, skąd pochodzą materiały. Mnie to nie wystarcza i staram się, aby ubrania NAP miały jasną i czytelną historię. Z tego powodu do każdego ubrania dołączana jest książeczka-metka, a na jednej z kartek szczegółowa informacja o pochodzeniu każdej składowej produktu z nagłówkiem: „Masz prawo wiedzieć!”. W moim przekonaniu wszyscy mamy prawo wiedzieć i powinniśmy z tego prawa korzystać, bowiem to, w czym uczestniczymy i co wspieramy, ma szerokie konsekwencje nie tylko dla nas. Za wszelką cenę starałam się znaleźć wszystkie komponenty ubrań pochodzące z Polski, ale tam, gdzie się to nie udało (o ironio!, np. w przypadku charakterystycznego dla całej marki zapięcia „nap” typu spring), także ta informacja jest wyodrębniona. Chcę żyć fair i w związku z tym chcę dać taką możliwość nabywcom NAP. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych ceny mogą być zbyt wysokie, ale z perspektywy producenta, który stawia na jakość oraz pochodzenie produktów składowych, sprawa wygląda inaczej.

Wśród idei przyświecających NAP znajduje się więc także patriotyzm?

Owszem, NAP to także „Nadwiślańskie Aktywne Pokolenie”. Warte podkreślenia są również jeszcze dwie kwestie. Po pierwsze, nie rozumiem zarzutów, iż „takie rzeczy powinny być tanie”, skoro to zaprzeczałoby ideałom, w oparciu o które powstały produkty NAP. Jakiś czas temu Kancelaria Prezydenta RP zamówiła koszulki na rocznicę 25-lecia Wolnych Wyborów w Polsce. Gdy okazało się, że wyprodukowano je bodajże w Bangladeszu, komentarze były niepochlebne. Trudno uszczęśliwić wszystkich. Dlaczego miałabym produkować tanie rzeczy, skoro ich cena produkcji jest wysoka, a ja chcę, żeby NAP przetrwał na rynku zdominowanym przez korporacje, oferujące „treści bez treści”? Czy ważne i wzniosłe ideowo treści muszą być z założenia darmowe? Przecież to za sprawą wyborów konsumenckich kształtujemy rzeczywistość i tworzymy atmosferę do rozwoju naszych dzieci.

Po drugie, należy zadać sobie pytanie, co stoi za produktem, który jest zbliżony krojem i materiałem do produktu NAP, ale jest dziesięciokrotnie tańszy? Jeśli NAP produkuje w oparciu o odpowiedzialność, ale także w ramach prawideł rynkowych, to w jaki sposób wyprodukowano ten tani odpowiednik? Następne pytanie powinno dotyczyć tego, co wspieram, wybierając koszulkę Made in China/Bangladesz/Wietnam itd., i czy nie powoduję tego, że mnie samego nie stać na droższe, bardziej wartościowe produkty, bo w moim kraju czy regionie zwiększa się bezrobocie, a moje produkty i usługi są opłacane poniżej wartości i poniżej czasu, który przeznaczam na pracę? Efekt motyla w nauce o stosunkach międzynarodowych to zjawisko odwołujące się do współzależności, które dotyczą całego świata. Ruch na jednej półkuli wywiera ruch na drugiej półkuli. Gdyby tak zmniejszyć perspektywę, odpowiedź narzuca się sama.

Twój idealizm i troska o innych – nie tylko o dzieci, ale też o dorosłych, w dodatku na całym świecie! – coraz bardziej mi imponują…

Jestem doktorantką na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, a moja specjalizacja to stosunki międzynarodowe, więc mogę zapewnić, że to, co zwykle widzimy i czytamy w polskich mediach nie jest nawet wycinkiem tego, co dzieje się na świecie. Obrazy i słowa dotyczące konfliktów zbrojnych, ubóstwa, głodu, nierówności społecznych, prześladowań – które w mediach przedstawiane są niczym filmy sensacyjne i tak odbierane przez coraz bardziej znieczulonych widzów – tkwią we mnie i tkwić będą już zawsze. Nie żyję w szklanej bańce – wiem, że każdy z nas, wracając do domu po kilku czy kilkunastu godzinach ciężkiej pracy, odebraniu dzieci z przedszkola czy szkoły, wypełnieniu obowiązków domowych, pragnie spokoju i odpoczynku. Wiem też, że „cywilizacja kapitalizmu” odgrywa tu znaczącą rolę i kształtuje pogląd, iż jednostka nic nie znaczy, ale żyjąc w demokracji, nie powinniśmy swojej wygody w ten sposób usprawiedliwiać. Uważam, że powinniśmy żyć poczuciu odpowiedzialności – nie tylko osobistej za swoją najbliższą rodzinę, ale także społecznej – i uczyć tego nasze dzieci.

No właśnie, wróćmy do dzieci. Na jednej z bluzek widnieje numer telefonu zaufania Rzecznika Praw Dziecka. Czy Twoje przedsięwzięcie ma patronat RPD lub jakiejś organizacji chroniącej prawa dzieci?

Biuro Rzecznika Praw Dziecka udostępniło mi swój skrót Konwencji o Prawach Dziecka, zostało także poinformowane drogą mailową o mojej inicjatywie. Ponieważ jednak moja działalność nie jest działalnością pożytku publicznego, ale działalnością gospodarczą, nie chciałam zachęcać Rzecznika Praw Dziecka do objęcia patronatu nad moimi działaniami. Nie chciałabym, by ktokolwiek mógł choćby pomyśleć, iż chcę się wspiąć po osiągnięciach działających pro publico bono organizacji czy fundacji, generując zyski na własny pożytek. Nie będę jednak ukrywać, iż przychylność organizacji, instytucji i organów działających w imię tych samych idei, w których imię działa NAP, byłaby dla mnie ogromnym wyróżnieniem.

Mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu. Na koniec powiedz, proszę, czy planujesz rozszerzyć ofertę NAP o odzież dla starszych dzieci i nastolatków?

To moje kolejne marzenie. Jestem osobą uporządkowaną, w związku z czym zaczęłam od „początku” drogi dzieci. Jeśli NAP znajdzie nabywców i otrzymam zapytania o taką odzież, z przyjemnością wspólnie z konstruktorką NAP oraz krawcową stworzymy nawet pojedyncze sztuki na zamówienie. Zdradzę, że pierwszą wiadomość na skrzynkę nap@napshop.pl otrzymałam od pani psycholog pracującej w sądzie, diagnozującej dzieci, która chciała zakupić bluzkę z linii „Prawa”. Sama na co dzień jest takim „Parasolem”, jaki jest zaprezentowany na jednej z bluzek NAP. Jest to dla mnie ważny i bardzo wartościowy znak, a także dodatkowe „skrzydło” na początku niełatwej drogi łączenia biznesu z wzniosłymi ideałami.

Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki!

Z Beatą Karpińską, twórczynią marki NAP, rozmawiała Anna Golus.

NAP - ubranka z misją

Odwiedź sklep NAP

Polub NAP na Facebooku

ilustracje:

  • dzieci z NAP – Olivia Konicka Photography;
  • zdjęcia Beaty Karpińskiej – Promoton Mirosław Wilczek;
  • zdjęcie zestawu NAP BK.
Materiał powstał w ramach współpracy z marką NAP.

 

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY