• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Oszukiwani rodzice, wykorzystywane dzieci

W najnowszym “Dużym formacie” ukazał się bardzo ciekawy artykuł pt. “Dzieci na wybiegu” – o konkursie Mała Miss i Mały Mister Polski. Rodzice kilku uczestników opowiadają o powodach, dla których zgłosili swoje dzieci do tego konkursu. Smutna to lektura.

Jedna z mam narzeka, że gdy jej córka “wystąpiła w telewizji śniadaniowej, zaczęły się kłopoty: ci sami chłopcy, którzy wcześniej za nią biegali, i te koleżanki, niby wcześniej takie dobre, teraz mówią, że Zuzia robi z siebie nie wiadomo kogo. Czy to zawiść, czy po prostu 12-latki mają taki trudny wiek? Aż się płakać chce”. Mamie chce się płakać, ale o rezygnacji z dążeń do zrobienia z córki gwiazdy ani myśli. Zależy jej na rozwijaniu kariery, nie talentu dziecka (w przeciwnym razie mogłaby zapisać córkę do bezpłatnej szkoły muzycznej) i jest przekonana, że “Sam głos dziś nie wystarczy. […] Takie konkursy jak Mała Miss to szansa, by znaleźć sponsora, kogoś, kto doceni talent i da wsparcie”.

Inna matka ma nadzieję, że jej syn wyrośnie z marzeń o pszczelarstwie i zostanie aktorem (a czemu aktor miałby być lepszy od pszczelarza?). Kolejna cieszy się, że jej praca pozwala na poświęcanie czasu córkom (7- i 8-letniej), choć to “poświęcanie czasu” polega na codziennym wożeniu ich z jednej szkoły do drugiej: “Dziewczynki mają niewiele czasu w ciągu dnia, bo przerwa między lekcjami w szkole a baletem to tylko godzina. Muszę je zawieźć z jednego końca miasta na drugi, jedzą więc często w biegu. Czasem przyjeżdżają do domu bardzo zmęczone i zasypiają już w samochodzie”. Obie dziewczynki są przyzwyczajone do występów na scenie, tym razem jedna z nich “trochę się zestresowała, bo tańczyła krócej niż jej siostra. Przyznaję, było parę łez. Ale to tylko dzieci”. Czyżby ważniejsze od uczuć dziecka było to, że matce “inwestycja w córki sprawa wiele radości”?

Mama zaledwie 15-miesięcznego chłopca opowiada o castingu do reklamy: “Jak to wygląda? Mówiąc uczciwie: strasznie. Jak w X Factorze, tylko dla maluszków. Ze sto osób, dzieci płaczą, grymaszą, piszczą. Matki karmią piersią na korytarzu jedno dziecko, a z drugiej strony muszą uspokajać kolejne” i cieszy się z konkursu Mała Miss i Mały Mister Polski, bo “w fajnej atmosferze można zaprezentować dziecko” i być może dzięki temu nie będzie już musiała brać udziału w castingach (swoją drogą, w niektórych krajach wykorzystywanie wizerunków dzieci w reklamie jest zabronione, podobnie zresztą jak organizowanie dziecięcych konkursów piękności – nie ma więc takich castingów ani łez dzieci czekających w kolejce po “sławę”).

Rodzice uczestników tego konkursu chcą dla swoich dzieci jak najlepiej. To widać. Nie oceniam ich więc ani – tym bardziej – nie potępiam. Przykro mi, gdy czytam, że rodzice mówią o swoich dzieciach, że “to tylko dzieci”, bagatelizując ich uczucia i łzy, czy, że spędzają z dziećmi godzinę dziennie w samochodzie i cieszą się, że to dużo, albo nie widzą swojej odpowiedzialności za kłopoty dziecka w szkole. Przykro mi, bo wiem, co może czuć dziecko w takich sytuacjach oraz że te dzieci – mimo łez, przemęczenia, braku czasu na zabawę czy drwin ze strony rówieśników – mogą naprawdę chcieć robić to, co robią. Choćby po to, by zadowolić rodziców. Dzieci są w stanie zrobić bardzo dużo, by zyskać u nich aprobatę.

Nie potępiam rodziców również dlatego, że wiem, w jakiej żyjemy kulturze. W kulturze konsumpcji, w której jednymi z najważniejszych “wartości” są uroda, pieniądze i sława. Wiem, że nie każdy jest odporny na reklamy i media ze wszystkich stron bombardujące nas wizerunkami ludzi pięknych, bogatych i sławnych i wdrukowujące w ludzkie umysły przekonanie, że właśnie to się liczy.

Potępiam natomiast działania organizatora konkursu Mała Miss i Mały Mister Polski, ponieważ nie wynikają one z nieumiejętności obrony przed złudnymi wartościami konsumcjonistycznymi, lecz przeciwnie: z chęci wykorzystania dla własnego zysku bezbronnych rodziców i jeszcze bardziej bezbronnych dzieci – za pomocą wszelkich, również niemoralnych i niezgodnych z prawem, środków. Od tygodni piszę, że organizator tego konkursu, Janusz Antosik, wprowadza rodziców w błąd i nie waha się przed najbezczelniejszymi kłamstwami. Nie będę tu powtarzać wszystkiego, co napisałam – pod tym tekstem znajdują się linki do moich poprzednich artykułów na ten temat – wymienię tylko w skrócie kilka bardziej rażących przykładów:

1. Ochrona patentowa

Organizator zapewniał, że jego konkurs „”to jedyny konkurs w Polsce, którego nazwa Mała Miss Polski oraz Mała Miss i Mister Polski jest chroniona przez Urząd Patentowy Rzeczpospolitej Polskiej”, co jest nieprawdą: Urząd Patentowy nie chroni tej nazwy. Po wielokrotnym wytknięciu tego kłamstwa Antosik poprawił na stronie internetowej tę informację, pisząc, że nazwa jest dopiero zgłoszona do ochrony, ale na Facebooku i stronach partnerów konkursu nadal widnieje nieprawdziwa informacja o “ochronie”.

Jest to działanie nie tylko niemoralne, ale też niezgodne z prawem. Według Ustawy z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym nie wolno bowiem posługiwać się “certyfikatem, znakiem jakości lub równorzędnym oznaczeniem, nie mając do tego uprawnienia” ani twierdzić, że uzyskało się “stosowne uprawnienie od organu publicznego” (art. 7).

2. Nazwa konkursu

Teraz Janusz Antosik zapewnia, że Mała Miss i Mały Mister Polski to konkurs “fotografii, talentów i osobowości”, a nie piękności, choć jeszcze kilka miesięcy temu na facebookowej stronie przedsięwzięcia zamieścił taki oto obrazek, do dziś widniejący zresztą i na Facebooku, i na stronie jednego z partnerów:

konkurs

Ponadto postępując w ten sposób, wprowadza rodziców w błąd i działa wbrew prawu. Według cytowej powyżej ustawy “Wprowadzającym w błąd działaniem może być w szczególności rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji; […] działanie związane z wprowadzeniem produktu na rynek, które może wprowadzać w błąd w zakresie […] znaków towarowych, nazw handlowych” (art. 5).

3. Regulamin

– stylizacja wyglądu i włosów

Pod koniec maja Antosik opublikował na stronie konkursu oraz na Facebooku obrazek z informacją, że jego konkurs nie ma nic wspólnego z amerykańskimi konkursami piękności dla dzieci:

stylizacja

Jak widać, napisał m.in., że mówi “nie” stylizacji wyglądu i włosów. Tymczasem w regulaminie, na który, co zabawne, powołał się w podpisie tego obrazka na FB, jest napisane bardzo wyraźnie (choć z błędami), że podczas finału dzieci będą występować w aż czterech różnych kreacjach, w tym ubraniach przygotowanych przez sponsorów (a więc dziewczynki w eleganckich sukniach od jednej z firm) oraz że “stylizacja fryzur odbędzie się poprzez osoby wyznaczone przez organizatora”.

Gdyby to naprawdę był konkurs talentów (swoją drogą, też bezsensowny, bo różnych talentów nie da się porównać – nie można powiedzieć, że ktoś lepiej śpiewa niż inny tańczy czy maluje), dzieci mogłyby zaprezentować swoje umiejętności całkiem rozczochrane i ubrane w to, na co same mają ochotę.

– casting i eliminacje

Kilka dni temu w Warszawie odbył się “casting do konkursu”. Casting, o którym w regulaminie – tak często i chętnie przywoływanym przez organizatora – nie ma nawet słowa. W myśl regulaminu bowiem (co ciekawe, w wielu fragmentach identycznego z regulaminami konkursów piękności dla dorosłych) eliminacje mają odbywać się najpierw na szczeblu regionalnym, a następnie – wojewódzkim. Nie ma mowy o żadnych dodatkowych “castingach”.

– nagrody i “zobowiązania”

Wśród nagród w konkursie są… gwiazdy z imieniem dziecka, a właściwie kartki papieru (“eleganckiego, czerpanego”), zasponsorowane przez związaną z Januszem Antosikiem agencję reklamową, która oferuje takie “gwiazdki” w cenach od 119 zł za “gwiazdę niewidoczną” do 999 zł za “gwiazdę 1 wielkości” (!). Oczywiście, każdy ma prawo do wydania własnych pieniędzy, jak mu się podoba, i jeśli chce zapłacić tysiąc złotych za bezwartościową kartkę, to droga wolna! W rzeczywistości żadna gwiazda imieniem dziecka – rzecz jasna – nazwana nie zostanie.

Poza tym w żadnej publicznej wypowiedzi Antosik nie wspomniał, że oprócz nagród laureaci konkursu przyjmują również pewne zobowiązania. I to niebagatelne! W regulaminie jest napisane, że przez cały okres kadencji, czyli przez rok, zwycięzcy konkursu mają “obowiązek (!) nieodpłatnego uczestniczenia w:

  1. Sesjach fotograficznych do kalendarza charytatywnego “Dzieci dzieciom 2015” lub innych wydawnictw związanych z Konkursem.
  2. Imprezach realizujących cele pożytku publicznego, wskazanych przez Organizatora lub podmiot upoważniony przez Organizatora,
  3. Imprezach promocyjnych Sponsorów Konkursu.
  4. Konferencjach prasowych, wywiadach radiowych i telewizyjnych promujących Laureatki i Konkurs.
  5. Sesjach telewizyjnych i filmowych do programów promujących Laureatki lub Konkurs.”

Czy rodzice dzieci biorących udział w tym konkursie i walczących o tytuł Miss i Mistera wzięli to pod uwagę? Czy rozważyli, że ich dzieci będą mogły być nawet nie “wykorzystywane”, ale wręcz “wyzyskiwane” przez organizatora i sponsorów przez cały rok? W jaki sposób promowanie prywatnych firm poprzez udział w “sesjach, imprezach, konferencjach, wywiadach” pomoże dziecku rozwinąć jakikolwiek talent? I wreszcie: co, jeśli jakiemuś dziecku po miesiącu znudzi się taka “zabawa”? Czy chęć realizacji własnych niespełnionych marzeń, zaspokojenia swoich ambicji albo nawet pragnień dzieci przesłoniła rodzicom całe ryzyko?

Od tygodni krytykuję ten konkurs i będę to robić tak długo, jak będzie trzeba, tj. aż do jego przerwania, bo nie ma we mnie zgody na oszukiwanie rodziców i wykorzystywanie dzieci.

Chciałabym też zwrócić uwagę rodziców na szerszy problem upubliczniania dziecięcych wizerunków i przekazywania ich lub sprzedawania osobom, które nie zawsze są godne zaufania i zwykle mają na względzie nie dobro dziecka, lecz własny zysk.

Co do konkursu Mała Miss i Mały Mister Polski nie ma wątpliwości – lepiej trzymać dzieci jak najdalej od niego. Ale oprócz niego jest również mnóstwo “agencji małych modeli i modelek” (które “wynajmują dzieci do reklam, filmów, teledysków, sesji zdjęciowych, na pokazy mody i promocje”, traktując jak maszynki służące do zarabiania pieniędzy), czy coraz więcej programów reality show z udziałem dzieci (których twórcy depczą dziecięcą prywatność, nie przejmując się nie tylko prawami dziecka, ale też krzywdą, jaką mogą wyrządzić dzieciom i niejednokrotnie wyrządzają).

Wykorzystywanie wizerunków dzieci w mediach nie służy dobru najmłodszych, rozwojowi ich talentu czy pomocy rodzinom, lecz tylko i wyłącznie zyskowi osób, które z tych wizerunków korzystają. Warto o tym pamiętać.

Anna Golus
Autorka jest inicjatorką kampanii “Kocham. Nie daję klapsów.” Na Uniwersytecie Gdańskim pisze doktorat na temat wizerunku dzieci w programach reality show.

ilustracja: thepeachpeddlerFlickr.com – licencja Creative Commons CC BY-SA 2.0

Poprzednie teksty Anny Golus na ten temat:

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY