• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Dzieci i ryby głosu nie mają

[dropcap style=’square’]P[/dropcap]Ponad 20 lat temu, kiedy telewizja ani internet nie oferowały jeszcze aż tylu możliwości ingerowania w prywatność dzieci[1], Irena Jundziłł, pedagog z ponad 40-letnim doświadczeniem, napisała w swojej książce pt. Dziecko ofiara przemocy, że „maltretowanie psychiczne występuje też wtedy, gdy gwałci się prawo dziecka do intymności, do posiadania własnych tajemnic, indywidualnych doznań i przeżyć”[2].

Dekadę później sprzeciw wobec deptania dziecięcej prywatności w telewizji, zwłaszcza w kontrowersyjnej telenoweli dokumentalnej Kochaj mnie, wyrażał m.in. ówczesny Rzecznik Praw Dziecka Paweł Jaros i Rzecznik Praw Obywatelskich Andrzej Zoll. Niestety ich argumenty nie przekonały producentów telewizyjnych i do dzisiaj najintymniejsze szczegóły życia prywatnego wielu dzieci są upubliczniane w niektórych programach z gatunku reality TV i ukazywane oczom milionów telewidzów i internautów, mimo iż stoi to w sprzeczności z obowiązującym w naszym kraju prawem.

Prawo dziecka do prywatności jest bowiem gwarantowane zarówno przez Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, według której „Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym”[3] (art. 47), jak i Konwencję o prawach dziecka, której artykuł 16 głosi, że: „1. Żadne dziecko nie będzie podlegało arbitralnej lub bezprawnej ingerencji w sferę jego życia prywatnego, rodzinnego lub domowego czy w korespondencję ani bezprawnym zamachom na jego honor i reputację. 2. Dziecko ma prawo do ochrony prawnej przeciwko tego rodzaju ingerencji lub zamachom”[4].

Dzieci mają więc prawo do prywatności i jej ochrony, ale – i na tym polega paradoks omawianego problemu – to prawni opiekunowie decydują o publikacji ich wizerunków, niejednokrotnie to prawo łamiąc. Mogą oni nie tylko samodzielnie publikować, np. w serwisach społecznościowych, fotografie czy filmy przedstawiające dziecko nawet w najintymniejszych sytuacjach (jedyny wyjątek stanowią wizerunki pornograficzne), ale też sprzedawać jego prywatność mediom, w tym zwłaszcza stacjom telewizyjnym produkującym i emitującym programy reality show.

Programy tego rodzaju z udziałem dzieci, takie jak m.in. Superniania, Surowi Rodzice czy Mały nie-poradnik, to wywodzące się z tradycji dokumentalizmu, ale oparte na formule widowiska produkcje, które łączą w sobie „struktury rozrywkowe z materiałem o proweniencji dokumentalnej”[5] i stanowią „kolejny krok w kierunku zagarniania przez telewizję sfery prywatności, czynienia z prywatności sfery publicznej”[6]. Ich twórcy zapewniają, że są one przeznaczone dla rodziców i ukazują metody rozwiązywania problemów wychowawczych. Teoretycznie mają więc charakter poradnikowy, a ich celem jest promowanie dobrych wzorców wychowywania dzieci oraz pomoc rodzicom i dzieciom. Pomoc ta ma być ofiarowywana zarówno widzom oglądającym te programy w telewizji czy internecie (poprzez dawanie im porad wychowawczych), jak i ich uczestnikom. Osoby chcące rozwiązać swoje problemy w jakimkolwiek programie telewizyjnym naprawdę bowiem wierzą, że sam występ w telewizji czy, tym bardziej, pracujący przy niektórych produkcjach „ekspert”, pomoże im w osiągnięciu tego celu.

Jak jednak przekonuje Magdalena Krzpiet w książce Fenomen ekshibicjonizmu w telewizji: „Telewizja jak życzliwy przyjaciel pomaga rozwiązać problemy, ale – uwaga – największą naiwnością byłoby sądzić, że czyni to z altruistycznych pobudek. Nie – coś za coś. Znajdziemy twojego brata, ale wtedy – i tylko wtedy – gdy oddasz kamerze swoje łzy i oznaki wzruszenia”[7]. Czasem zresztą mimo oddania telewizji wzruszenia i łez, prywatności i intymności własnej i swojej rodziny, problemy nie tylko nie zostają rozwiązane, ale przeciwnie – udział w programie telewizyjnym przyczynia się do kolejnych problemów, niekiedy znacznie poważniejszych od tych, które były powodem decyzji o wystąpieniu w reality TV.

W zeszłym roku kilku uczestników programu Superniania, emitowanego w stacji TVN w latach 2006-2008, przyznało na łamach „Tygodnika Powszechnego”, że udział w tym reality show – wbrew zapewnieniom współtwórców – nie pomógł ich rodzinom, lecz wywołał kolejne problemy. Jedna z matek powiedziała, że jej dziecko „dziś nastoletnie, od początku wstydziło się udziału i do dziś nie chce tego wspominać ani oglądać. W szkole po każdej powtórce spotykają je drwiny. W sumie koszmar i gehenna”[8]. Jej mąż uważa, że rodzina (która po programie musiała skorzystać z pomocy, jakiej nie udzielono jej ani podczas produkcji, ani później) została wykorzystana, i żałuje decyzji o występie w telewizji[9].

Nie są oni zresztą jedynymi uczestnikami reality show, którzy żałują swojej decyzji. Również cytowana wcześniej Magdalena Krzpiet w swojej książce przytacza wypowiedź jednej z osób biorących udział w programie tego rodzaju, która pod wpływem własnych doświadczeń zmieniła zdanie na temat telewizji i nabrała przekonania, że uczestnikom produkcji reality TV nikt z producentów i twórców nie chce pomóc[10]. Nie wiadomo, jaki procent osób – zarówno dorosłych, jak i dzieci – odczuł przykre konsekwencje udziału w takich programach. Nie prowadzono dotychczas takich badań i zapewne długo jeszcze na nie poczekamy, bowiem uczestnicy telewizyjnych show są zobowiązani – długoterminowymi umowami – do milczenia, a niektórzy z nich nawet po latach boją się rozmawiać się na ten temat[11].

Póki co kolejne stacje telewizyjne produkują i emitują coraz to nowe programy reality TV z udziałem dzieci, mamiąc uczestników i widzów obietnicą pomocy i porady. Czy same dzieci chcą uczestniczyć w takich produkcjach? Maria Keller-Hamela, psycholog z Fundacji Dzieci Niczyje zwraca uwagę, że „dla młodego człowieka atrakcyjna jest sama sytuacja zaistnienia w mediach, jednak na etapie zgadzania się i udziału dzieci raczej nie zdają sobie sprawy, że mogą spotkać się z wyśmiewaniem przez rówieśników, że ich historia będzie żyła własnym życiem, będzie wielokrotnie eksponowana, wyszydzana, przerabiana i powtarzana. Takie sytuacje mogą być ekstremalnie trudne dla młodego człowieka”[12].

Faktem jest ponadto, że dzieci nie muszą być w ogóle pytane o zdanie, bowiem o publikacji ich wizerunków decydują rodzice, a o tym, jakie konkretnie fragmenty dziecięcej prywatności zostaną upublicznione – producenci. Twórcy programu Mały nie-poradnik, emitowanego w zeszłym roku na antenie Polsat Cafe, zapewniali, że „w programie wysłuchamy nie tylko dorosłych, ale przede wszystkim dzieci, bowiem, paradoksalnie, to ich zdanie, spostrzeżenia czy prośby często ignorujemy”[13], ale deklaracje te okazały się tylko pustymi słowami. W jednym z odcinków bowiem ukazano chłopca, który ewidentnie nie chce być filmowany: idąc we własnym mieszkaniu, zasłania twarz raz przed jedną kamerą, raz przed drugą, a mimo to operatorzy kamer nagrywają go, montażyści włączają te sceny do programu, a telewizja emituje.

Podobne sceny ukazujące dzieci, które nie chcą być nagrywane, które sprzeciwiają się swemu udziałowi w programie, które pragną prywatności i spokoju, znajdują się również w innych programach tego rodzaju. Na przykład w Superniani widzowie mogli obejrzeć między innymi dziewczynkę, która ze złością pluje na kamerę, czy chłopca krzyczącego, że „gdyby nie ta debilna telewizja, to byłoby normalnie”. Nie wiadomo, ile głosów sprzeciwu najmłodszych uczestników reality show nie wmontowano do tych programów, ukazujących dzieci jako pozbawione praw rekwizyty i potwierdzające zasadę, że „dzieci i ryby głosu nie mają”. Nawet gdy krzyczą z całych sił na oczach milionów widzów.

Anna Golus
Referat wygłoszony podczas konferencji “Bestiarium: Akwarium” na Uniwersytecie Gdańskim

Przypisy:

[1] Zanim w komercyjnych stacjach telewizyjnych – najpierw w TVN, a ostatnio także w Polsat Cafe i MTV – pojawiły się różne odmiany reality show z udziałem dzieci, telewidzowie przez kilka lat przyzwyczajali się do widoku uprzedmiotowionego, pozbawionego praw dziecka, oglądając poświęcone dzieciom w trudnych sytuacjach telenowele dokumentalne w telewizji publicznej, takie jak np. emitowany w latach 2002-2007 program Kochaj mnie. Telenowela ta – co paradoksalne, a nawet, jak uważa M. Andrzejewski, „absurdalne” – była objęta patronatem Komitetu Ochrony Praw Dziecka i wywołała (w przeciwieństwie do omawianych tu reality show) sprzeciw m.in. Rzecznika Praw Dziecka i Rzecznika Praw Obywatelskich. Zob. M. Andrzejewski, Dziecko a media w praktyce funkcjonowania placówek opiekuńczo-wychowawczych, „Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze” 2004, nr 7.
[2] I. Jundziłł, Dziecko – ofiara przemocy, Warszawa 1993, s. 44.
[3] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, Dz.U. z 1997 r. Nr 78, poz. 483.
[4] Konwencja o prawach dziecka, Dz.U. z 1991 r. Nr 120, poz. 526.
[5] M. Przylipiak, U źródeł reality show, „Słupskie Prace Filologiczne” 2004, nr 3, s. 193.
[6] Ibidem, s. 197.
[7] M. Krzpiet, Fenomen ekshibicjonizmu w telewizji, Kraków 2005, s. 45.
[8] A. Golus, Intymność na sprzedaż, „Tygodnik Powszechny” 2013, nr 25, s. 12.
[9] Ibidem, s. 12.
[10] Zob. M. Krzpiet, op. cit., s. 121.
[11] Uczestnicy programu Superniania, którzy wypowiadali się na łamach „Tygodnika Powszechnego”, udzielili wypowiedzi anonimowo, a niektórzy rodzice, z którymi autorka skontaktowała się, pisząc cytowany tutaj artykuł, odmówili wypowiedzi (nawet anonimowej) właśnie z powodu obawy przed publicznym zabraniem głosu na ten temat.
[12] A. Golus, Gołe i niewesołe. Dzieci w reality show, „W sieci” 2013, nr 34, s. 38.
[13] http://www.polsatcafe.pl/Nasze_Programy,2927/Maly_Nieporadnik,1324625/index.html

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY