• Kategoria: Archiwum
  • Data:

Kto pierwszy, ten lepszy!

Kto pierwszy, ten lepszy! Zastanówmy się, ile razy w ciągu swoich, dajmy na to 10 pierwszych lat życia, przeciętne dziecko słyszy to zdanie wypowiadane przez dorosłych?

Mówi tak mama, tata,  babcia, dziadek, pani w przedszkolu, wychowawca w klasie… Zastanówmy się, jaki komunikat dajemy dziecku tym frazesem: Kto pierwszy ten lepszy, czyli kto drugi, ten gorszy, a kto ostatni ten najgorszy. Prosta zależność.

Oczywiście, nie chodzi tu o statystyki, ale o to w jakim duchu wychowujemy nasze dziecko my rodzice, bądź pośrednio rodzina, czy inni opiekunowie naszych dzieci. Sama często łapałam się na tym, że zachęcałam moje dzieci np. do szybkiego zjedzenia obiadu mówiąc: zobaczymy, kto będzie pierwszy, kto dziś wygra …

Kiedy uświadomiłam sobie, jak bardzo mogę skrzywdzić własne dzieci, zaczęłam unikać tego rodzaju zachęt. Wyobraziłam sobie, moje dzieci za kilkanaście lat jako sfrustrowane osoby niepotrafiące poradzić sobie z przegraną, traktujące porażkę w szkole jako życiową kleskę, czy próbujące nieudolnie udowodnić, że są lepsze, że zasługują na to, by je lubić, borykające się z wygórowanymi ambicjami a w efekcie z dopadającą je frustracją. Wzdrygnęłam się. Obraz był bardzo realny, bo nie brakuje takich osób w dzisiejszych czasach. Praca w korporacjach i wszechobecny wyścig szczurów wyprodukowały rzesze frustratów z zachwianym poczuciem własnej wartości.

A czym jest frustracja? Przytoczę definicję zaczerpniętą z Wikipedii. Frustracja (łac. frustratio – zawód, udaremnienie) – zespół przykrych emocji związanych z niemożliwością realizacji potrzeby lub osiągnięcia określonego celu.

Na szczęście wielu udało się już wyswobodzić z tych pęt i świadomie wybrać inny, prostszy sposób na życie podszyty pasją i większą swobodą a co za tym idzie radością z życia, które mamy tylko jedno.

Nie chcę uczestniczyć w produkcji frustratów, wycofuję się z tej fabryki, wysiadam, odmawiam!

Czy nagradzając dzieci np. za to, że pierwsze się ubrały, czy rozebrały nie szkodzimy im? Mam wrażenie, że tak. Może się mylę, chętnie poczytam Wasze komentarze pod wpisem, czy maile do mnie (adres dostępny poprzez profil). Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii. Zgadzam się, że ciężko jest zapanować nad kilkorgiem dzieci (bądź grupą kilkunastu dzieci), z których każde ma inne pytanie w danym momencie, bądź interesuje się tym, na co nie ma wówczas czasu. Sama wielokrotnie to przeżywam. Wciąż szukam rozwiązań, pomocy, wsparcia. Czytam, klikam, pytam.

Jednego jestem dziś pewna: nie chcę, by moje dzieci mierzyły się miarą spełniania oczekiwań stawianych wobec nich; nie chcę, by patrzyły na kolegów, koleżanki, czy własne rodzeństwo jak na rywali. Ponieważ to im szczęścia nie przyniesie, a pragnę, by były szczęśliwe, by miały szczęśliwe życie. Wiem, że szczęście dają ukochane bliskie osoby, ale także pasja, która jest motywatorem chyba na równi z miłością.

Nie wiem, jaką pasję będą mieli moi chłopcy, ale delikatnie pomagam im w rozwoju, zachęcam do rozbudzenia ciekawości otaczającego ich świata, do eksplorowania go na miarę możliwości i do bycia kreatywnymi. Może stać się tak, że synowie podążając za swoją pasją opuszczą kraj, wyjadą, że kontakt z nimi będzie utrudniony… Zdaję sobie sprawę z tego, że będę za nimi tęsknić, będzie mi ich brakować, ale świadomość, że są szczęśliwi robiąc to, co kochają, na pewno złagodzi rozłąkę. Nie chcę programować im życia wskazując na cele, jakie wg mnie powinni osiągnąć w danym wieku, chcę tylko wychować ich na dobrych, empatycznych ludzi, świadomych swoich możliwości i ograniczeń, podążających konsekwentnie do celu, który sami sobie wyznaczą z dyskretną pomocą rodziców, na ludzi kochających i biorących odpowiedzialność za swoje czyny. Chcę być ich wsparciem, chcę by wiedzieli, że niezależnie od tego, jak potoczy się ich życie, postaram się ich zrozumieć a już na pewno wysłuchać i po matczynemu przytulić. Chcę by czuli się bezpiecznie w naszej rodzinie, by czuli, że mama i tata ich kochają bez względu na wszystko. Mam nadzieję, że mi/nam się to uda.

Oczywiście nie znaczy to, że jestem zwolenniczką bezstresowego wychowania. Absolutnie nie! Uważam, że jasno określone zasady i konsekwentne stosowanie się do nich pomaga dziecku, ba, jest niezbędne dla dziecka w budowaniu jego poczucia bezpieczeństwa i w układaniu jego małego świata. Ale to temat szeroki i należałoby poświęcić mu osobny post.

Jak budować w dziecku wysokie poczucie własnej wartości?

Powołam się na ekspertkę. Krystyna Łukawska w swej książce “Szczęśliwi rodzice, szczęśliwe dzieci” (str. 71-97, wyd. GWP) podpowiada:

  • Rozwijaj się razem z dzieckiem (…) Osoba, która ma wysokie poczucie własnej wartości, potrafi dbać o swoje potrzeby i swój rozwój, potrafi stawiać sobie ambitne cele i realizować je, jak również potrafi bezinteresownie pomagać i cieszyć się z sukcesów innych.
  • Zatrzymuj głos krytyka (…) Jeśli jako dziecko byłeś częściej krytykowany niż chwalony, to będąc dorosłą osobą automatycznie robisz to samo – często jesteś z siebie niezadowolony, łatwiej zauważyć ci swoje błędy i słabe strony.
  • Ucz dziecko szacunku do siebie (…) Szacunek do siebie wyraża się tym, że człowiek żyje w zgodzie ze swoimi wartościami i postępuje etycznie nie ze strachu przed karą, ale dlatego, że jest to sprzeczne z tym, kim jest.
  • Pomóż dziecku rozpoznawać jego mocne strony (…) Nie krytykuj, nie wyśmiewaj ani nie użalaj się nad dzieckiem z powodu jego ograniczeń. Nie porównuj go z innymi dziećmi. (…) Równocześnie jest bardzo ważne, żebyśmy widzieli dziecko jako całkowicie odrębną osobę, która rozwija się w swoim rytmie, ma swoje talenty i ograniczenia.
  • Ucz dziecko odpowiedzialności (…) Bądź dla dziecka przykładem odpowiedzialności. (…) Przyznawaj się do błędów. Staraj się dotrzymywać słowa danego dziecku. Jeśli nie możesz dotrzymać słowa, przyjdź do dziecka, wytłumacz się i przeproś.
  • Pomóż dziecku rozwijać odpowiedzialność za siebie (…) Kiedy to tylko jest możliwe, powierzaj dziecku samodzielne zadania, w których jest miejsce na jego swobodne wybory i kreatywność. (…) Zachęcaj dziecko do pomagania innym. (…) Za każdym razem podziękuj dziecku za pomoc.

Powyższe cytaty pochodzą właśnie z książki “Szczęśliwi rodzice, szczęśliwe dzieci”, którą gorąco polecam. Oczywiście ciężko jest przekuć teorię w praktykę, ale warto próbować. Już sama świadomość roli, jaką ma nasze często bezmyślne gadanie do dzieci powoduje, że zastanowimy się sekundę zanim po raz enty powiemy stare, utarte zwroty zasłyszane jeszcze w dzieciństwie, a które zdecydowanie nie służą dobremu wychowaniu naszych pociech. Myślę, że jednym z trudniejszych aspektów rodzicielstwa jest, by nie powielać błędów wychowawczych poprzednich pokoleń, by nie stawać się bezwiednie własnymi rodzicami, tylko cały czas pracować nad sobą i czerpać ze współczesnych osiągnięć psychologii. Oczywiście nie wątpię, że nasze mamy czy nasi tatowie działali z miłości i wg najlepszej ich wiedzy, ale czasy są inne, nauka się rozwija nieustannie, więc nie bądźmy bezwiednie kopią naszych rodziców.

Uświadomiłam sobie, że również dzięki temu blogowi nie spoczywam na laurach w kwestii wychowywania dzieci i cały czas się dokształcam, by podzielić się potem z Wami moją nową lub starą, ale odświeżoną wiedzą. Bardzo cieszę się z tej możliwości i dziękuję Wszystkim, którzy chcą czytać moją pisaninę.

Wracając do tematu rywalizacji.

Nie ma rodzeństwa bez rywalizacji. To wiadomo. Z pewnością są wyjątki, ale nieliczne, poza tym wyjątki potwierdzają regułę. Powiem więcej, nie ma bliźniąt bez rywalizacji. To bardzo specyficzny związek i ogromne wyzwanie dla rodziców. Bliźnięta, szczególnie jednojajowi wielką wagę przywiązują do swojej indywidualności a jednocześnie do “równego” w ich oczach traktowania przez otoczenie, a w szczególności przez rodziców.  W celu uniknięcia, czy zminimalizowania rywalizacji między nimi, prowadzącej do zazdrości, czy wręcz agresji  rodzice bliźniaków powinni powstrzymywać się od porównywania z kimkolwiek, a szczególnie z drugim bliźniakiem. Można natomiast porównywać dziecko do jego samego, czyli przypominać mu, że np. jeszcze niedawno nie umiało ubrać bucików, a teraz to potrafi. Ta sama zasada dotyczy wszystkich dzieci.

Wychowanie rodzeństwa na wspierające się osoby jest niezwykle trudne. Jednak wychowanie bliźniąt wydaje się być jeszcze trudniejsze, tym bardziej, że niewiele jest na rynku poradników na ten temat. Pierwszym z nich na polskim rynku i osadzonym w naszych realiach i bez wątpienia godnym polecenia na tym blogu jest poradnik Pani Joanny Tkacz, która wraz z grupą innych rodziców bliźniąt wykonała kawał ogromnej,  wspaniałej pracy pisząc “Bliźnięta. Poradnik dla rodziców.” (wyd. Media Rodzina). Pani Joanna jest również Członkiem Zarządu i Skarbnikiem Stowarzyszenia “Podwójny Uśmiech” wspierającego rodziców bliźniąt . W jej poradniku na str 281 czytamy, że rodzice bliźniaków powinni dowiedzieć się,

“Że czeka ich stały proces rozróżniania, jednania, godzenia, tłumaczenia i okazywania miłości, ponieważ nie można każdego kochać tak samo, ale można kochać równie mocno i okazywać dziecku jego wyjątkowość, bezwarunkową miłość i akceptację. (…) Że wyróżni ich posiadanie dwóch całkowicie innych istot w dwóch niemalże identycznych ciałkach – pisze w ankiecie Iwona, bliźniaczka będąca z zawodu psychologiem.”

Z osobistego doświadczenia mogę dodać, że będąc mamą trójki chłopaków w podobnym wieku (tylko 21 m-cy różnicy między starszym a bliźniakami), czasem się czuję jak mama trojaczków i muszę sprostać codziennym trudom, choć nikt mnie tego nie nauczył, bo nie było takiej możliwości. Staram się traktować dzieci wg ich indywidualnych potrzeb, pokazywać im, że są wyjątkowe każde na swój sposób i poświęcać im tyle czasu i uwagi, ile potrzebują. Z lepszym lub gorszym skutkiem, ale myślę, że z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej.

Kolejną ważną kwestia w wychowywaniu dzieci/rodzeństwa bez rywalizacji jest chwalenie, ale nie bezpośrednio np. jesteś super, jesteś najlepszy, tylko w sposób opisowy, bez oceniania. To samo dotyczy ganienia. Zdecydowanie bezpieczniej jest opisywać to, co się widzi, co się czuje lub co należy zrobić, np. widzę, że posprzątałeś zabawki, na pewno teraz łatwo będzie ci znaleźć to, czym będziesz chciał się pobawić, zamiast – jesteś dziś grzeczny, posprzątałeś sam wszystkie zabawki. Unikajmy przyklejania dzieciom etykietek, bo one zbyt łatwo się do nich przywiązują.

Etykietki są niebezpieczne. Nie tylko te, które godzą w poczucie własnej wartości dziecka (“jesteś niezdarą”, “ale z ciebie tchórz”). Także te, które je nazbyt zobowiązują. Kiedy przedszkolak stale słyszy: “jesteś mądry”, “jesteś silny”, to bardzo boi się rozczarować rodziców. I nigdy nie jest pewien, czy kochają jego, czy jego sukcesy (a co będzie, jak mi się nie uda?). Dlatego dzieci, które stale wygrywają, nie chcą ryzykować, nie szukają nowych wyzwań, a przez to same ograniczają się w rozwoju. ( Justyna Dąbrowska, Monika Rościszewska-Woźniak: Kto pierwszy ten lepszy? Pułapki rywalizacji.)

Nauczmy dzieci, że nie trzeba ciągle się ścigać i patrzeć na świat w kategoriach wygranej, czy przegranej. Już nawet w nowych technikach negocjacyjnych stawia się na zasadę win-win, czyli wygrany-wygrany. Do lamusa przeszły metody, w których wygrywa silniejszy, większy, sprytniejszy. Stawia się na współpracę, zespołowość i kreatywne rozwiązania, bo często ci pozornie słabsi mają coś, czego nie ma ten silniejszy. I jeśli w tej sytuacji obie strony grają do jednej bramki, to z pewnością dzięki współpracy i zgody osiągną wspólny sukces. Sztuka osiągania kompromisów z innymi ludźmi, ale także ze sobą samym, jest sztuką wartą opanowania. Uczmy się tego sami, ponieważ dzieci uczą się przez naśladownictwo i wierzcie mi, w najmniej oczekiwanym momencie zrobią coś, co niedawno zrobiliście wy. Często są to sytuacje komiczne, ale bywają też zaskakujące dla nas. Przeglądamy się wtedy w zwierciadle, które podsuwa nam nasze własne dziecko. I zdarza się, że sytuacja nas przerasta. Kompromis, czyli rezygnacja każdej ze stron z czegoś na rzecz osiągnięcia wspólnie wypracowanej korzyści; rezygnacja nie znaczy przegrana, czy klęska. Pozwólcie, że zacytuję Wam fragment artykułu Olgi Kamińskiej:

Rywalizacja to szczególnie niebezpieczna pułapka dla kilkulatków. Małe dziecko nie ma ukształtowanego wizerunku własnej osoby, ale ma ogromną potrzebę akceptacji. Zachęcane przez rodziców do rywalizowania, będzie to robić, by zdobywać ich miłość. Wyrośnie w przekonaniu, że na miłość zasługuje tylko ten, kto jest lepszy od innych. (Chłopaki nie płaczą i inne mity nt. wychowania.)

Poza tym, warto traktować ewentualne porażki, czy błędy, nawet wychowawcze, jak nowe doświadczenie i krok w samodoskonaleniu się. Nie zawsze jest tak, jak nam się wydaje i to, co dziś wygląda na niepowodzenie, jutro może okazać się błahym zdarzeniem, czy wręcz nieocenioną lekcją życia w myśl zasady “Co nie zabije, to nas wzmocni.”

Kochane Mamy, Kochani Tatowie, nie wpajajmy dzieciom rywalizacji już od kołyski. Czyż nie jest irytujące, kiedy rodzice licytują się z innymi wychwalając swoje dziecko, jakie to zdolne, mądre, jak szybko nauczyło się jeść łyżeczką, czy raczkować, czy wygrało kolejną olimpiadę? Często sami nakręcamy spiralę rywalizacji w ten właśnie sposób, a przecież nie chodzi o to, kiedy, kto nauczył się chodzić, tylko że wogóle się rozwija, a że wolniej, czy szybciej od innych, to nie ma znaczenia. Taka jest widocznie jego droga. Rodzeństwo bez rywalizacji to temat rzeka. Adele Faber i Elaine Mazlish poświęciły mu całą książkę ” Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie, by samemu żyć z godnością” (wyd. Media Rodzina). Warto przeczytać tę pozycję, polecam. Osobom mającym bliźniaki i znającym język włoski proponuję sięgnąć po “Manuale a uso dei genitori di gemelli” (wyd. Raffaello Cortina Editore), autorstwa Audrey Sandbank, tytuł oryginalny to “Twins and the family”, zatem istnieje wersja również dla angielskojęzycznych. Problemu rywalizacji wśród rodzeństwa jest niezwykle istotny i niezwykle powszechny, szczególnie w rodzinach wielodzietnych.

Gabriela Kuca

Mama trzech fantastycznych chłopaków w wieku przedszkolnym (Ksawi 4,5; Janek i Antek 3 lata). Uważa, że istotą rodzicielstwa jest, by kochać dzieci ucząc je miłości oraz wychować na świadomych swojej wartości ludzi z mocnymi kręgosłupami moralnymi. Z wykształcenia italianistka i logistyk. Obecnie jest na urlopie wychowawczym. Kocha Włochy, bo to kraj ludzi z pasją, a ona uwielbia wśród takich przebywać. Miłośniczka naturalnych metod leczenia, które wciąż zgłębia. Współautorka bloga: www.multisupermama.blogspot.com

multisupermamablog

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY