Dlaczego namawiam dzieci do pyskowania?

Nie pyskuj! – to zdanie usłyszało choć raz w swoim życiu niemal każde dziecko. Ja zaś swoich synów do pyskowania wręcz zachęcam – wcale nie przez przekorę, ale dla ich dobra, z myślą o ich przyszłości.

Co to tak naprawdę znaczy „pyskować”? Słownik definiuje to następująco:

pyskować – potocznie: «odpowiadać komuś zuchwale i arogancko»

Słownik Języka Polskiego PWN

Problem w tym, że dla wielu dorosłych sam fakt, iż dziecko wyraża swój sprzeciw czy odrębne zdanie, już jest przejawem zuchwałości i arogancji. Dziecko ma ich zdaniem być przecież posłuszne, dorosłego traktować niczym wyrocznię i spijać mądrości płynące z krynicy ust jego. Uff…

Takie podejście jest oczywiście bardzo wygodne. Po co tłumaczyć, wyjaśniać, przekonywać, skoro można wydać polecenie? Po co dyskutować, skoro można wmówić, że mama / tata / wujek / pani od polskiego ma zawsze rację? Dorosłemu wszystko wolno, on zawsze ma rację. Dziecko ma słuchać, potakiwać i najlepiej – niczym w sławnej instrukcji dla carskich urzędników – mieć wyraz twarzy głupawy.

Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak, by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego.

Car Piotr I Wielki

Może i takie podejście w wychowaniu jest wygodne, ale tylko na krótką metę. W dłuższej perspektywie jest nie tylko nieopłacalne, ale i szkodliwe. To najprostszy sposób, by wychować pozbawionego odwagi cywilnej konformistę, człowieka pozbawionego pewności siebie, nie mającego własnego zdania, a jeśli nawet mającego – to takiego, który nie będzie umiał go wyrazić ani bronić. Czy na pewno tego chcemy dla naszych dzieci?

Benio i Fabian są pyskaci. I bardzo dobrze. Uczą się, stopniowo, na miarę swojego wieku, swoich możliwości, własnej odrębności i niezależności. Uczą się sprzeciwiać, wyrażać własne zdanie, bronić go. Odpowiadają na moje żarty i złośliwostki. I tak, czasem przekraczają przy tym granice. To normalne – dopiero przecież ich się uczą. Mają też prawo nie znać pewnych konwenansów, nie wyczuwać, co wypada, a czego nie.

Niedawno więc Benio wypalił do mnie: „Tato, twoja głupota mnie przeraża”, teatralnym gestem łapiąc się za głowę. Przecież wcale nie chciał mnie obrazić, choć z boku mogło to tak wyglądać. Jako dziecko ma prawo nie wyczuć trafnie, że coś źle zabrzmi. Moją rolą jako rodzica nie jest wylać dziecko z kąpielą i zabronić mu w ogóle wypowiedzi, ale spokojnie wskazać, że tu jest granica i wyjaśnić, dlaczego.

Chcę, by moi chłopcy mieli swoje zdanie i umieli go bronić. Dlatego czasem wręcz prowokuję ich do dyskusji, zachęcam, by wyrażali swoje zdanie, czasem podważam je, aby go bronili. Skoro sam mam złośliwe poczucie humoru i pozwalam sobie na docinki wobec domowników, to nie mogę innym zabraniać takiego zachowania wobec siebie – to by było przecież niesprawiedliwe.

Granice trzeba wyznaczać, ale tak naprawdę można to robić „w praniu”. Jasne, mogę zrobić pogadankę i w sposób nieco abstrakcyjny wyznaczyć te granice a priori, ale to nie ma prawa zadziałać. Ryzykuję więc, że czasem zostaną napięte czy naruszone, a ja na bieżąco będę prostować i wyjaśniać.

Wszystko to po to, by moje dzieci jako ludzie dorośli miały odwagę cywilną, miały swoje zdanie, by wyrażały je i umiały bronić go, jeśli zajdzie taka potrzeba. Tak, czasem zadziornie, a czasem wręcz zuchwale.

Jakub Śpiewak
Obserwuj
Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY

Przekaż 1% podatku na Fundację LexNostra - pomóż nam bronić pokrzywdzonych