Grzeczność szkodzi

Przychodzą w życiu rodzica takie momenty, gdy modli się o to, by jego dziecko umiało powiedzieć „nie”. Gdy koledzy proponują pierwszego papierosa, pierwszego jointa, gdy częstują alkoholem albo podsuwają narkotyki, kiedy sytuacja na imprezie zdaje się nieuchronnie prowadzić do przygodnego seksu i utraty dziewictwa w toalecie, gdy chłopak prosi dziewczynę o przesłanie nagich fotek albo gdy ktoś w towarzystwie rzuca kretyńskie i niebezpieczne wyzwanie. Ale też i wcześniej, gdy nieznajomy na podwórku proponuje, że pokaże dziecku szczeniaczka, którego trzyma niedaleko…

Takich sytuacji, w których chcielibyśmy, aby nasze dzieci umiały odmówić, można sobie wyobrazić wiele. To „nie” może w skrajnych sytuacjach uratować życie, a czasem po prostu uchronić przed problemami i zrobieniem czegoś głupiego.

Mówienie „nie” jest trudne, zwłaszcza gdy to nastolatek ma odmówić rówieśnikom, na których akceptacji bardzo mu przecież zależy. A jeszcze trudniejsze bywa, gdy dziecko ma odmówić dorosłemu.

I to my – dorośli, my – rodzice najczęściej ponosimy odpowiedzialność za to, że nasze dzieci nie umieją mówić „nie”. Nie umieją, bo konsekwentnie je tego od małego oduczaliśmy.

Zaczęło się zapewne mniej więcej wtedy, gdy dziecko miało dwa, czasem trzy lata. To jest ten etap rozwojowy, który psychologowie i pedagodzy nazywają „buntem dwulatka” i „buntem trzylatka”. Dziecko kształtuje swoją odrębność i niezależność. Uczy się słowa „nie” i używa go z zapamiętaniem. Trzeba czy nie trzeba na wszystko odpowiada „nie”. Jak sądzicie, czego szukają wtedy rodzice w internecie oraz o co pytają psychologów dziecięcych i pedagogów? Jeśli obstawialiście, że pytanie brzmi: „jak oduczyć dziecko mówienia nie”, to trafiliście w punkt.

Potem zresztą wcale nie jest lepiej, bo proces wychowania na ogół sprowadza się do tego, by dziecko było grzeczne. Przyznam się, że to jest słowo, którego w kontekście wychowania wyjątkowo nie znoszę. Grzeczne w rozumieniu dorosłych oznacza bowiem w praktyce, że dziecko ma być wygodne, czyli posłuszne i nie sprawiające problemów. Ma robić to, co mu powiemy, wtedy, gdy chcemy i tak jak chcemy. Ma nie pyskować, nie sprzeciwiać się, bo przecież my wiemy, co dobre. Gdzie tu miejsce na naukę mówienia „nie”? Wszak „rodziców kochać trzeba i szanować, nie deptać flagi i nie pluć na godło” – jak śpiewał przed laty Muniek Staszczyk.

Nie chodzi o to, by nie stawiać dziecku granic. Dziecko ich potrzebuje. Można je narzucić, a można co do nich się umówić. Można je wprowadzić na zasadzie „bo ja tak mówię”, a można je uzasadnić. Można odróżniać, gdy warto dziecku ustąpić, a można wymuszać wszystko, by pokazać, kto tu rządzi. Można karać za każdy przejaw samodzielności i niezależności, a można jej mądrze uczyć. To są nasze rodzicielskie wybory. Jeśli dokonamy niewłaściwych, za jakiś czas będziemy sobie sami pluć w brodę.

ilustracja: kadr z teledysku „Another brick in the wall” grupy Pink Floyd
10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY