• Kategoria: Żyjemy
  • Data:

Domowa pandemia – myliłem się

Ja bardzo lubię swoją rodzinę: i żonę, i dzieci, i psy, i koty. Serio. Myślę sobie, a przynajmniej mam nadzieję, że moja rodzina lubi też mnie. Tak w ogóle lubimy się nawzajem. Nie tylko kochamy, ale i lubimy. Lubimy spędzać razem czas i od samego początku jesteśmy też do tego przyzwyczajeni, choćby przez to, że przez lata oboje pracowaliśmy w domu.

Dlatego w wymuszoną przez koronawirusa izolację wchodziliśmy bez obaw. Nawet trochę dziwiłem się tym, którzy narzekali na konieczność spędzania czasu z bliskimi. Napisałem o tym zresztą niedawno tekst:

Związek w czasach zarazy

To teraz muszę napisać dwie rzeczy, które blogerom sprawiają na ogół wielki problem. Po pierwsze, nie jesteśmy idealni. Po drugie, myliłem się. No, nawet nie bolało tak bardzo to wyznanie… ;-)

Pewna nastolatka Helena Stańczyk miała przygotować jako zadanie dodatkowe w ramach zdalnej edukacji pracę na temat „Moja kwarantanna”. Z nudów wykonała ją jako rapowaną piosenkę i teledysk. Rapuje m.in. tak:

W domu wciąż siedzę, a wyjść to jest wielka pokusa.
Choć już wariuję, nie wyjdę, nie złapię wirusa.
Mi nic nie grozi, lecz smutna bym była,
gdybym niechcący babcię zabiła.
Tylko że wzrasta ryzyko, że całą rodzinę zabiję,
siedząc z nimi w izolacji jeszcze chwilę.”

No, dobrze, to pora wyjaśnić, o co chodzi z tym, że nie jesteśmy idealni, a także – w czym się myliłem.

Myliłem się, bo nie uwzględniłem tego, że czym innym jest normalne spędzanie razem czasu, a czymś zupełnie innym – spędzanie go pod przymusem. Myliłem się również dlatego, że nie uwzględniłem faktu, że sytuacja, w jakiej wszyscy obecnie żyjemy wywołuje wiele trudnych emocji, które przekładają się na kondycję psychiczną.

Naszym głównym źródłem utrzymania od pewnego czasu była praca Magdy jako petsitterki. Za sprawą koronawirusa większość klientów pracuje w domach, więc nie potrzebują pomocy przy wyprowadzaniu psów na spacery. Ludzie nigdzie nie wyjeżdżają, więc nie zostawiają też swoich czworonogów u nas pod opieką. Oboje martwimy się więc oczywiście o rodzinne finanse.

Ogromnym źródłem stresu, zwłaszcza dla mnie, bo na mnie to spadło, okazała się zdalna edukacja. Nasza szkoła była na nią zupełnie nieprzygotowana. Panował chaos, każdy nauczyciel działał po swojemu, przysyłając wiadomości w Librusie o najróżniejszych porach, przez co nie dało się w ogóle zaplanować chłopcom pracy, której w dodatku, zwłaszcza w przypadku Fabiana, było bardzo dużo.

Chłopcy wybici z normalnego rytmu, w jakim funkcjonowali i do którego byli przyzwyczajeni, też czuli się gorzej, stając się przez to momentami dość męczący. Przymusowe zamknięcie, a przecież początkowo poddani byliśmy oficjalnej kwarantannie, więc rygor był większy, zaburzyło też i nasz rytm. Niby czasu w domu więcej, ale okazało się, że robimy znacznie mniej, bo trudniej się zmobilizować.

W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że zaczęliśmy wszyscy na siebie nawzajem w domu warczeć, łatwo tracić cierpliwość, reagować nerwowo i zbyt ostro na rzeczy, które dawniej w ogóle nie byłyby problemem. Udało nam się parę razy pokłócić o jakieś całkowicie absurdalne sprawy, nakrzyczeć na siebie. Nawet zwierzaki wkurzały, choć przecież je uwielbiamy.

W pewnym momencie Magda powiedziała roztropnie: „Stop!” Cóż, nie bez powodu nazywam ją Piękniejszą i Mądrzejszą Połową. Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać o tym, co się dzieje, o emocjach, o nerwach. Na moment odpuściliśmy kwestie szkolne, w których akurat trwało apogeum szaleństwa. Uznaliśmy, że atmosfera w domu jest naprawdę ważniejsza niż idiotyczna praca z muzyki w stylu „Fryderyk Chopin był wielkim kompozytorem i za to go kochamy i zachwycamy się nim, bo kompozytorem wielkim był”. (Skojarzenie ze Słowackim w „Ferdydurke” nasuwa się samo…)

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nigdy nie przeżywaliśmy czegoś takiego jak obecna pandemia koronawirusa. Mamy prawo czuć zagubieni i niepewni. Mamy prawo bać się zarówno o zdrowie, jak i o pracę, utrzymanie rodziny. Mamy prawo być zestresowani, rozdrażnieni, mniej cierpliwi niż zwykle. To są emocje, na których pojawienie się nie mamy wpływu. Nie ma wszak złych emocji, choć bywają trudne. Złe może być co najwyżej to, co z tymi emocjami robimy.

W tym trudnym czasie warto przyglądać się swoim uczuciom, nazywać je i rozmawiać o nich z bliskimi. Warto nauczyć się odpuszczać (jak my na moment ze szkołą); jeśli zdarzy się starcie, jak najszybciej szukać zgody. I wiecie co? Lody. Lody są dobre na wszystko. Dobrze jest zadbać o jakieś, choćby drobne, przyjemności.

10 sprawdzonych sposobów, jak wspomóc dziecko w nauce programowania - pobierz darmowy ebook

POLECAMY