Nauczmy dzieci krzyczeć

Moja koleżanka, mistrzyni tańca i instruktorka, opowiadała mi o swojej pracy z dziećmi ze szkoły podstawowej. Podczas pierwszej lekcji, ku pewnemu utrapieniu reszty grona pedagogicznego, prosiła dzieci, żeby po prostu stanęły i krzyknęły, tak z całej siły. Okazało się to problemem. Dzieci nie potrafiły wrzeszczeć. Wstydziły się, poza tym prośba nauczycielki je szokowała, bo przyzwyczaiły się do tego, że dorośli raczej uciszają niż zachęcają do wrzasku.

Koleżanka wyjaśniła mi, że w tańcu technika jest oczywiście bardzo ważna, ale jeszcze ważniejsze jest to, by przełamać wstyd i opór przed okazywaniem emocji. Taniec, jak mówiła, to wyrażanie uczuć ruchem. Wrzask zaś to najprostszy sposób, żeby uwolnić emocje. Stąd też ta niecodzienna prośba podczas pierwszych zajęć.

Nasza kultura uczy nas raczej powściągliwości w okazywaniu emocji, trzymania ich na wodzy, ostrożności w ich wyrażaniu. Uczymy się tego nieświadomie od małego. Jednocześnie nie uczymy się nazywania swoich emocji ani ich wyrażania. Potem jako dorośli mamy problemy w komunikowaniu się. Z całą pewnością zaś oduczamy dzieci krzyku, uznając go za coś złego.

Tak jest pewnie wygodniej. Kiedy mówimy dziecku „nie płacz”, to często mniej w tym pocieszania, a więcej troski o własny komfort, bo to my nie radzimy sobie z tym, że ktoś przy nas płacze. Kiedy ktoś mówi nam o swoich uczuciach, musimy się z nimi skonfrontować, co bywa niewygodne i nieprzyjemne. Dotyczy to przede wszystkim emocji trudnych: gniewu, złości, smutku, rozczarowania, itp. Jeśli dziecko cieszy się z prezentu, to chcemy, by to okazało. Niech no jednak tylko spróbuje nie być z niego zadowolone…

Jedną z najczęstszych fraz, jakie pojawiają się w różnych moich rozmowach z chłopcami jest „masz prawo czuć się…” (tu wstaw różne emocje). Czasem są rozzłoszczeni, czasem smutni, czasem zawiedzeni – te emocje są normalną częścią życia. Dzieci mają prawo je odczuwać. Dobrze, by umiały je rozpoznać i nazwać. Mają prawo też je wyrażać.

O płakaniu pisała już na blogu Magda:

Płacz, dziecko, płacz

Pozwólmy dzieciom wyrażać emocje. Przyjmijmy też to, że są dziećmi, czyli są, co naturalne, niedojrzałe, więc mogą te swoje emocje wyrażać w sposób niedojrzały, czasem dziki albo dla nas niezrozumiały czy zaskakujący. Moja mama opowiada, że jako dziecko miałem zwyczaj, gdy mnie coś zezłościło, ciskać kapciami przez całe mieszkanie. Ale nie – że rzucałem, ja je tak z wykopu, prosto ze stopy… Było to ponoć dość widowiskowe. Ale co tam dzieci! Mój nieżyjący już cioteczny dziadek, poważny pan generał, zasłynął z tego, że kiedyś pokłócił się ze swoją żoną, w której był szaleńczo do końca dni swoich zakochany. Kłótnia o sposób gotowania rosołu była tak emocjonująca, że nie wytrzymał, otworzył szafki w kuchni i metodycznie, z zimną furią, wytłukł jeden po drugim wszystkie talerze, jakie mieli.

To nie znaczy oczywiście, że ja zachęcam do tego, by nie stawiać żadnych granic.

Nie mam nic przeciwko temu, gdy nasi chłopcy płaczą, bo jest im smutno, gdy pokazują mi, że są na mnie o coś obrażeni, mają wszak prawo do focha. Czasem, gdy komunikuję im konsekwencje ich zachowań, pokazują swoją złość i mają do tego prawo. Rozumieją, dlaczego są te konsekwencje, ale po prostu jest im z nimi ciężko.

Kiedy jednak Fabian w złości wypalił do swojej cioci, bliźniaczki Magdy, że jest ona – cytuję – „starą i grubą donicą”, zareagowałem natychmiast. (Swoją drogą: kurczę, dlaczego donicą?) Usłyszał ode mnie, że prawo być zły na ciocię, ale nie ma prawa jej obrażać. Kiedy w kłótni między braćmi któryś nie poradzi sobie z emocjami i popchnie drugiego, uderzy, kopnie, albo nawet „tylko” obrazi, też reaguję. to na szczęście akurat zdarza się coraz rzadziej, od kiedy wprowadziliśmy kubek antyprzemocowy.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o pomyśle z kubkiem antyprzemocowym, to opisałem go już na blogu:

Grywalizacja w domu, czyli słoik antyprzemocowy

Pozwólmy dzieciom krzyczeć. Ba! Nauczmy je krzyczeć! Nauczmy je uwalniania emocji. Pomóżmy im oczyszczać się. I sami też się tego nauczmy, bo my, dorośli, mamy z tym często jeszcze większy problem. Spróbujcie kiedyś wrzasnąć – tak całym sobą, tak, żeby w tym pozbawionym słów krzyku uwolnić wszystkie emocje. Przekonacie się sami, jakie to oczyszczające doświadczenie.

Jako ciekawostkę na koniec zdradzę, że moje nawrócenie zaczęło się właśnie od krzyku (choć wtedy akurat pełnego słów i to momentami dość obelżywych). W bardzo trudnym dla mnie momencie szedłem przez stare żwirowisko i wrzeszczałem do Pana Boga. A byłem wtedy, delikatnie ujmując, daleko od wiary. I później do mnie dopiero dotarło, że skoro w granicznej dla mnie sytuacji krzyczę do Niego, to znaczy, że w Niego wierzę i że jest On dla mnie bardziej ważny niż byłem skłonny sam przed sobą przyznać.

Obraz Sarah Richter z Pixabay
Jakub Śpiewak
Obserwuj
Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY

Przekaż 1% podatku na Fundację LexNostra - pomóż nam bronić pokrzywdzonych