Za hajs z kieszonkowego baluj

Wpis reklamowyPodobno gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach. To trochę bez sensu, bo jeśli nie gentlemani, to kto ma o nich rozmawiać? Na pewno o pieniądzach powinni natomiast rozmawiać rodzice. (Cóż, widać rodzicielstwo wyklucza bycie gentlemanem.)

Nie chodzi nawet o wydatki na ubrania, jedzenie, edukację i inne takie, oczywiście – bardzo ważne, sprawy. Sprawą, którą rodzice powinni poważnie przemyśleć jest kieszonkowe, czyli pieniądze, którymi dziecko może dysponować samodzielnie.

Jesteśmy oboje gorącymi zwolennikami kieszonkowego.

To mają być pieniądze dzieci, czyli to one decydują, co z nimi zrobią: czy będą odkładać na coś, czy wydadzą na tzw. głupoty, zwłaszcza że to, co nam, dorosłym, wydaje się głupotą, wcale nie musi być nią dla naszych dzieci. Jeżeli nie będą decydować autonomicznie, to nigdy nie nauczą się gospodarowania pieniędzmi. Dla mnie kupienie ryczącego dinozaura nie ma żadnego sensu. Benio z radością poszedł do SMYKA, zobaczył tego dinozaura i zdecydował się wydać na niego wszystkie pieniądze, które miał przy sobie. Jest zachwycony nie tylko samą zabawką.

Benio zdecydował się na zakup chodzącego i ryczącego dinozaura
Benio zdecydował się na zakup chodzącego i ryczącego dinozaura

Jesteśmy przeciwnikami płacenia dzieciom za oceny, bo to demoralizujące, czy na przykład za wykonywanie obowiązków domowych. To też jest demoralizujące, a poza tym nielogiczne. Na logikę przecież, gdybym płacił im za wynoszenie śmieci, to powinienem potrącać z kolei za to, że wstaję rano zrobić im drugie śniadanie do szkoły. To obowiązek i to obowiązek. Bez sensu.

Nasi chłopcy dostają stałe kieszonkowe. Ustaliliśmy kwotę początkowo na 30 złotych miesięcznie, z czasem wzrosła ona do 50 złotych. Uczciwie mówimy im o sytuacji finansowej. Zdarzało się, że była ona gorsza i nie mogliśmy im dać pieniędzy. Starannie wówczas zapisywaliśmy nasz „dług”, by potem go spłacić. To też ważna lekcja dla nich – tak sądzimy.

O ile jesteśmy przeciwnikami płacenia za obowiązki, to inaczej podchodzimy do nadprogramowej pomocy. Magda jest petsitterką. Bywa, że w naszym domu pojawią się zostawione pod opiekę psy. Kiedyś pojawił się królik, który na ponad tydzień „zamieszkał” w pokoju chłopaków. I Fabian, i Benio chętnie pomagają przy opiece nad zwierzętami, a to nie jest przecież ich obowiązek. Uznaliśmy, że uczciwie będzie podzielić się z nimi dochodem z tego. I tak na przykład pieniądze za opiekę nad królikiem, skoro przez cały czas był u nich, w całości podzieliliśmy między dzieci.

Kiedy oddawaliśmy dług, jaki nam narósł u chłopców, mieli okazję uzbierać większą kwotę. Magda, która zarządza domowymi finansami, ustaliła harmonogram spłat i powiedziała o tym chłopcom. Usiedli potem w swoim pokoju nad katalogiem Lego i zaczęli planowanie. Skrupulatnie przeliczali, na co po jakim czasie będzie ich stać, czy bardziej opłaca się kupować osobno, czy może zrobić zrzutkę.

Potem nastąpiła wyprawa do sklepu, ostateczne decyzje i wreszcie zakup. Zawsze dbamy o to, by kupowali sami. Oczywiście, czuwamy, ale nie ingerujemy w wybór zabawki i pozwalamy samodzielnie dokonać zakupu. Stoimy z tyłu, bo, zwłaszcza przy wyborze droższej sprzedawca ma prawo oczekiwać potwierdzenia rodzica. Pisałem o tym zresztą niedawno:

Czy dziecko może robić zakupy?

Lubimy chodzić właśnie do SMYKA, bo tam na ogół sprzedawcy bardzo fajnie podchodzą do dzieci i wyłapują to, że nasze dzieci dokonują samodzielnych zakupów, traktując je bardzo poważnie. Nie rozmawiają z nami, rodzicami, ale właśnie z chłopakami, dając im to poczucie, że to oni dokonują zakupu i sami płacą za wymarzoną zabawkę.

Chłopcy mają różne podejście do pieniędzy. Benio często decyduje impulsywnie, nie lubi czekać, a poza tym chętnie kupuje dla innych. Fabian planuje i umie zbierać – to typ dziecka, które bez problemu przejdzie test marshmallow.

Test Marshmallow w naszym życiu

Beniowi ostatnio trudniej jest też odłożyć, bo wpadły mu nieplanowane wydatki. Pierwszy z nich to naprawa telefonu. Popsuł swój smartfon i uznaliśmy, że powinien sam zapłacić za jego naprawę. Pozwoliliśmy mu jednak zdecydować, czy woli zrobić to teraz, czy jednak później, ale z zastrzeżeniem, że bez telefonu nie może sam wychodzić na dwór. Uznał, że dinozaur jest dla niego ważniejszy – jego prawo. Drugi wydatek to kupno smakołyka dla brata w ramach przegranej rywalizacji przy antyprzemocowym słoiku. Trzeci – to odkupienie zegarka (tak naprawdę dołożenie się oczywiście) Mamy, który popsuł, gdy bez pozwolenia wziął go i nim się bawił. Konsekwencje, również te finansowe, są moim zdaniem ważne wychowawczo.

Grywalizacja w domu, czyli słoik antyprzemocowy

Fabian, który takich nieplanowanych wydatków obecnie nie ma, a do tego nie tylko lubi planować, ale też umie oszczędzać, uwielbia klocki Lego. Buduje z nich, z ogromną kreatywnością, która mnie zachwyca, wymyślone przez siebie makiety, np. ostatnio przystań dla karawan i laboratorium. Usiadł więc z katalogiem Lego i rozważył dokładnie, na co chce zbierać. Wybrał takie zestawy, które pasowały mu do koncepcji, jakie już zrodziły się w jego głowie, skrupulatnie obliczając, ile na który musi odkładać.

Fabian wybrał sobie zestaw LEGO Hidden Side, Laboratorium duchów
Fabian wybrał sobie zestaw LEGO Hidden Side, Laboratorium duchów

Dla jasności: Fabian też takie nieplanowane wydatki miał, i to spore. Swego czasu chodził sam do szkoły językowej. Nie szło mu najlepiej, więc postanowił wagarować. Oczywiście sprawa wydała się bardzo szybko, bo szkoła nas powiadomiła, że chłopak nie dociera na lekcje. Za pierwszym razem wyjaśniliśmy mu dokładnie, dlaczego chodzi na te zajęcia – że źle idzie mu w szkole z angielskiego i te lekcje dodatkowe mają mu pomóc, ale też, że te zajęcia są kosztowne, zapłaciliśmy za nie z góry i o ile możemy podyskutować nad ich kontynuacją w kolejnym semestrze, to w tych, które już opłaciliśmy, powinien uczestniczyć. Za drugim razem powtórzyliśmy wyjaśnienia i uprzedziliśmy, że, jeśli sytuacja się powtórzy, to przestaniemy go wysyłać na lekcje, ale potrącimy mu z kieszonkowego to, co zapłaciliśmy za semestr. Po takim zastrzeżeniu nie mieliśmy wyjścia – za trzecim razem, gdy znów poszedł na wagary, musieliśmy wyciągnąć zapowiedziane konsekwencje. Benio dostawał gotówkę do ręki, a Fabianowi odejmowaliśmy kwotę kieszonkowego od jego „długu”, informując go precyzyjnie, ile jeszcze mu zostało. Trwało to prawie rok. Widzieliśmy, że to jest dla niego bardzo dolegliwe i nas samych bolało co miesiąc, ale udało nam się utrzymać konsekwencję.

Dinozaurowa pasja wpłynęła na wybór Benia, który kupił sobie zestaw LEGO Creator, Potężne dinozaury z T.Rexem
Dinozaurowa pasja wpłynęła na wybór Benia, który kupił sobie zestaw LEGO Creator, Potężne dinozaury z T.Rexem

Podsumowując, kilka rad na koniec:

  • Trzeba uczyć dzieci gospodarowania pieniędzmi i nie da się tego osiągnąć inaczej niż dając im pieniądze, którymi będą gospodarowały.
  • Im wcześniej jako rodzice przedyskutujecie kwestie kieszonkowego, tym lepiej.
  • Nie płaćcie za oceny ani za wykonywanie domowych obowiązków.
  • Ustalcie kwotę kieszonkowego i częstotliwość jego wypłacania adekwatnie do wieku dziecka i Waszych możliwości finansowych. Poinformujecie dziecko o tym jasno.
  • Przestrzegajcie tych ustaleń. Jeśli nie możecie zapłacić w terminie, uprzedźcie, wyjaśnijcie i koniecznie spłaćcie „dług”.
  • Pieniądze dzieci są dzieci. Pozwólcie im decydować o tym, jak, kiedy i na co je wydadzą.
  • Rozmawiajcie jasno o pieniądzach, skąd się biorą, ile pracy wymaga ich zarobienie.
  • Gdy dziecko kupuje coś za swoje, zadbajcie, by mogło się nacieszyć samym aktem zakupu.
Tekst powstał we współpracy z marką SMYK

 

Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY