O prawach dziecka słów kilka

Co roku 20 listopada obchodzimy na całym świecie Światowy Dzień Walki o Prawa Dziecka. Smutne to w gruncie rzeczy święto, bo samą nazwą pokazuje, że wciąż o te prawa trzeba walczyć, że one wciąż nie są przestrzegane i – co gorsza – dla wielu nie są wcale czymś oczywistym.

W 1978 roku na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych to nasz kraj zaproponował uchwalenie konwencji, która miałaby skodyfikować najważniejsze prawa dzieci. Konwencję udało się uchwalić dopiero w 1989 roku. Dorośli z całego świata przez 11 lat musieli się dogadywać, by uchwalić, że dzieci mają swoje prawa! Mamy rok 2019 i do dziś nie wszystkie państwa w pełni tę konwencję ratyfikowały. Polska, która była inicjatorem uchwalenia konwencji, ratyfikowała ją w pełni dopiero w 2013 roku. Jedynym krajem, który jej w ogóle nie ratyfikował, są Stany Zjednoczone. Inne państwa przyjęły ten akt w całości lub z pewnymi zastrzeżeniami i wyjątkami.

Konwencja o prawach dziecka oparta jest na takich oto założeniach:

  • dziecko jest samodzielnym podmiotem, ale ze względu na swoją niedojrzałość psychiczną i fizyczną wymaga szczególnej opieki i ochrony prawnej,
  • dziecko jako istota ludzka wymaga poszanowania jego tożsamości, godności i prywatności,
  • rodzina jest najlepszym środowiskiem wychowania dziecka,
  • państwo ma wspierać rodzinę, a nie wyręczać ją w jej funkcjach.

Spisane w konwencji prawa dziecka podzielono na kilka grup:

Prawa cywilne:

  • prawo do życia i rozwoju,
  • prawo do tożsamości (nazwisko, imię, obywatelstwo, wiedza o własnym pochodzeniu),
  • prawo do wolności, godności, szacunku, nietykalności osobistej,
  • prawo do swobody myśli, sumienia i wyznania,
  • prawo do wyrażania własnych poglądów i występowania w sprawach dziecka dotyczących, w postępowaniu administracyjnym i sądowym,
  • prawo do wychowywania w rodzinie i kontaktów z rodzicami w przypadku rozłączenia z nimi,
  • prawo do wolności od przemocy fizycznej lub psychicznej,
  • prawo nierekrutowania do wojska poniżej 15. roku życia.

Prawa socjalne:

  • prawo do odpowiedniego standardu życia,
  • prawo do ochrony zdrowia,
  • prawo do zabezpieczenia socjalnego,
  • prawo do wypoczynku i czasu wolnego.

Prawa kulturalne:

  • prawo do nauki (bezpłatnej i obowiązkowej w zakresie szkoły podstawowej),
  • prawo do korzystania z dóbr kultury,
  • prawo do informacji,
  • prawo do znajomości swoich praw.

Prawa polityczne:

  • prawo stowarzyszania się i zgromadzeń w celach pokojowych.

Te skodyfikowane prawa brzmią oczywiście pięknie, ale rzeczywistość nie jest czarno-biała ani tak piękna jak kodyfikacja. Nawet między poszczególnymi zapisanymi prawami istnieją napięcia, czy wręcz konflikty.

Weźmy na przykład prawo do tożsamości, wedle którego dziecko ma prawo znać swoje prawdziwe imię i nazwisko oraz rodziców. Kłóci się ono np. z prawem do życia i rozwoju – w oparciu o nie funkcjonują tzw. okna życia, w których można zostawić niechciane dziecko bez konsekwencji prawnych. Nie tak dawno w Polsce toczył się publiczny spór dotyczący ustalania tożsamości rodziców takich porzuconych dzieci. Z jednej strony bowiem było prawo do tożsamości, z drugiej rozsądny argument, że naruszenie anonimowości okien życia pozbawi je sensu istnienia. Samo prawo do życia wywołuje wiele sporów, bo różnie definiujemy początek życia – stąd spory dotyczące aborcji.

Największym problemem związanym z Konwencją o prawach dziecka jest jednak coś zupełnie innego – to, że dorośli wciąż często nie akceptują samej idei praw dziecka. Wciąż słychać głosy typu: „nie mówmy tyle o prawach, porozmawiajmy o obowiązkach dzieci”. Prawa nie są zależne od obowiązków, nie stanowią bowiem nagrody za ich spełnianie, ale wynikają z czegoś, co posiada każdy człowiek i co jest niezbywalne – z ludzkiej godności. Sęk jednak w tym, że tu powraca wciąż przez wielu nieprzyswojona myśl Janusza Korczaka:

Nie ma dzieci, są ludzie.

Możemy uchwalić setki konwencji, konstytucji, traktatów i ustaw. I wszystkie te mądre akty prawne pozostaną martwe, choć na ich wynegocjowanie poświęcono mnóstwo czasu i pieniędzy. Prawo jest bowiem bardzo ważne, ale ważniejsza jest świadomość. Jasne, prawo może też tę świadomość kształtować i warto to robić.

Nic jednak dzieciom z najlepszego prawa, jeśli jest ono martwe. A jest martwe, gdy my, dorośli, nie rozumiemy, że dziecko to nie jest kandydat na człowieka, ale człowiek; gdy nie rozumiemy, że dziecko ma godność i należy mu się szacunek. Prawa dziecka wynikają bowiem z szacunku do niego. Jeśli brakuje szacunku, prawa te nie będą przestrzegane. Jeśli nie przyjmiemy mocno do serca i do głowy tego absolutnie podstawowego założenia, że „nie ma dzieci, są ludzie”, to zawsze będziemy te pięknie zapisane prawa kastrowali mówiąc, że „dziecko ma prawo, ale…” To „ale” zawsze okaże się ważniejsze niż prawo.

Lubimy uspokajać własne sumienia, przekonując samych siebie, że prawa dziecka są oczywiście łamane, ale to domena jakichś odległych krain, barbarzyńskich. Przywołujemy wtedy na przykład wykorzystywanie dzieci w wojnach domowych. Tak to jest oczywisty skandal i bezradność świata wobec tego skandalu jest porażająca. Ale prawa dziecka łamane są też na naszym podwórku.

Prawo do edukacji, wedle konstytucji – bezpłatnej? Serio? Kupowaliście szkolną wyprawkę? Płaciliście w szkole za zajęcia odbywające się w godzinach lekcyjnych? Opieka zdrowotna? Mamy w Polsce całkowitą zapaść psychiatrii dziecięcej, zamykane są oddziały onkologii dziecięcej, pediatryczne i położnicze. Ochrona przed przemocą? A ile było krzyku, gdy uchwalano zakaz kar cielesnych? Od blisko 10 lat gmina Zakopane odmawia uchwalenia planu przeciwdziałania przemocy w rodzinie i żaden kolejny rząd nic z tym nie zrobił, choć ma do tego narzędzia prawne z rozwiązaniem rady miejskiej włącznie. Prawo do bycia wysłuchanym w postępowaniu administracyjnym i sądowym? Powiedzcie to rodzicom w trakcie rozwodu. Prawo do wypoczynku? Chyba po godzinie 20:00, gdy zmęczone nauką w szkole dziecko skończy odrabiać zadane przez nauczycieli prace domowe. Mogę tak wymieniać jeszcze długo.

Nawet w swoim sejmowym expose stary-nowy premier Morawiecki pochylił się nad losem dzieci i groźnie przestrzegał, że nie mowy o podnoszeniu ręki na polskie dzieci. Nie chodziło mu jednak wcale o ich ochronę przed przemocą domową albo molestowaniem seksualnym. Nic z tych rzeczy. Podnoszeniem ręki na dzieci wedle szefa polskiego rządu jest edukacja seksualna, która pomaga chronić te dzieci przed wykorzystywaniem. Nie wierzycie? Przeczytałem ostatnio wstrząsającą historię. Nauczycielka w jednej ze szkół podstawowych tłumaczyła dzieciom, czym jest tzw. zły dotyk. Pod koniec lekcji jedna z dziewczynek podniosła rękę i powiedziała, że to, o czym pani im w czasie lekcji opowiedziała, robi z nimi ich ksiądz katecheta. Ksiądz ma już postawione zarzuty karne.

Tak. Dumnie nazywamy się ojczyzną praw dziecka. Z Polski wszak pochodzi Janusz Korczak, który na całym świecie uznawany jest za prekursora praw dziecka. Polska zainicjowała uchwalenie konwencji. W Polsce narodził się Order Uśmiechu, jedyne odznaczenie przyznawane tylko na wniosek dzieci, funkcjonujące w ramach działań ONZ. Jeśli to my jesteśmy ojczyzną praw dziecka, to marną. Mamy jeszcze sporo do zrobienia, a przede wszystkim – sporo do przepracowania w głowach.

Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY