To nie jest Dzień Nauczyciela

14 października jak co roku w większości szkół organizowane są obchody Dnia Nauczyciela. Jest tylko jeden problem: takiego święta po prostu nie ma.

Uczniowie robią laurki, przynoszą kwiatki, co ambitniejsze trójki klasowe organizują wśród rodziców zrzutki na prezenty dla nauczycieli, odbywają się uroczyste apele z częścią artystyczną. Niektóre szkoły rezygnują z zajęć dydaktycznych, by nauczyciele mogli spotkać się w pokoju nauczycielskim na okolicznościowym poczęstunku. Przyznawane są nagrody i premie okolicznościowe. Premier, prezydent, nawet Rzecznik Praw Dziecka i biskupi składają życzenia. Istne szaleństwo. Rzecznik Praw Dziecka mógłby akurat tego dnia pamiętać o dzieciach…

I naprawdę wszystko to byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że 14 października nie obchodzimy wcale Dnia Nauczyciela. To święto nazywa się Dzień Edukacji Narodowej. Czepiam się? Wcale nie. To bardzo istotna różnica.

Przypomina mi się od razu kultowa scena z filmu „Chłopaki nie płaczą”, w której dziekan wygłasza sławetne zdanie „Taka pobłażliwość wobec studentów jest niedopuszczalna. Gotowi pomyśleć, że my tu jesteśmy dla nich!”

NIe jest to wcale winą samych nauczycieli, ale jakoś tak już zwyczajowo wyszło, że to ta grupa zawłaszczyła dzień edukacji jako swoje święto, podczas gdy to nie ta grupa jest w edukacji przecież najważniejsza. Wbrew słowom dziekana Zajączka nauczyciele w szkole są dla uczniów, nie na odwrót.

I tu nie chodzi wcale o to, by nauczycielom cokolwiek odbierać, w tym okazję do świętowania. Każda okazja do świętowania jest dobra, niechże więc sobie celebrują do woli. Chodzi jednak o to, by nie gubić sensu święta.

Bardzo fajnie rozwiązało to przedszkole, do którego chodził Benio. Nauczyciele, ale i pozostali pracownicy, mieli swoje święto, ale równocześnie w tym dniu wszystkie dzieci dostawały prezenty od swoich pań i pani dyrektor. Właśnie po to, by pokazać, że to jest też ich święto. Bo to nie jest święto dzieci, ani święto nauczycieli, czy szerzej – pracowników szkoły czy przedszkola. To jest jest ich wspólne święto. Wspólne, bo jedni bez drugich w edukacji nie zafunkcjonują.

Myślę sobie, że takie – z pozoru – drobiazgi są bardzo istotne. Bardzo dużo i chętnie mówimy o podmiotowości dziecka, o szacunku, z jakim powinno być traktowane. Ale to okazuje się właśnie w drobiazgach, a nie w wielkich słowach. A jeśli w tych drobiazgach budujemy sami w sobie szacunek do dzieci, traktujemy je jako podmiot, to potem kiedyś, kto wie, może to nawet przełoży się na to, jak odnosimy się do dzieci w sprawach istotnych?


O szkole pisałem wcześniej w dwóch tekstach, które polecam:

Szkoła bez papieru

Po co nam szkoła?

Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY