Nie ufaj blogerom parentingowym

Blogi parentingowe, choć ja wolę słowo rodzicielskie, to specyficzny obszar internetu. Tu wszystko wydaje się na ogół piękne i cukierkowe, dzieci są grzeczniutkie jak aniołki, rodzice to oazy spokoju, cierpliwości niczym motyle na tafli jeziora, mieszkania jak z katalogu Ikei, stroje jak z żurnala, po prostu cud, miód i orzeszki laskowe. Wszyscy zaś blogerzy, co do jednego i jednej, są niekwestionowanymi autorytetami w dziedzinie wychowania i pielęgnacji dzieci. Tak. Ale nie.

Fałszywy obraz

Każdy zdrowo myślący człowiek intuicyjnie wyczuwa przecież, że ten perfekcyjny wizerunek to po prostu obraz na wskroś fałszywy.

Ja nie wiem, jak jest u Was, ale u nas idealnie wysprzątany pokój przestaje wyglądać tak mniej więcej pięć minut po tym, gdy wejdą do niego nasi chłopcy. Przyznam Wam, że podłoga wymaga całkowitej wymiany – klepka ma 40 lat, lakier zszedł, wygląda paskudnie, ale ile razy zaplanujemy remont, wypadają nam jakieś nieprzewidziane wydatki. A to kurtka okaże się za mała, a to trzeba zapłacić za coś w szkole, a to coś jeszcze innego. Kurczę, ile to się potem trzeba nagimnastykować przy zdjęciach na Instagrama. Normalnie: problemy pierwszego świata.

Podobno są gdzieś takie dzieci, które nie niszczą ubrań, ale – naprawdę nie wiem dlaczego – nasi chłopcy do nich się nie zaliczają. Piękne spodnie kupione w markowym sklepie po tygodniu wymagają łaty na kolanach, no, bo jakoś tak „przypadkowo” wyszło. Rękawiczka, też „przypadkowo” zaginęła. Czapka odnajduje się za biurkiem zamiast w szafie, a skarpetki w niewyjaśniony sposób giną w praniu.

Jeden uczy się dobrze (chwilowo), a drugi – wręcz przeciwnie: trzeba go zaganiać, a żadne argumenty nie działają. No, żaden z nich, skubańców, nie zaczął czytać już w łonie matki ani też w okresie prenatalnym nie odkrył na nowo teorii względności.

Nie wiem jak Wy, ale ja nie zawsze jestem tym motylem na tafli jeziora. Staram się, no, ale nie – nie jestem. Czasem nie wytrzymam i warknę. Czasem zamiast pięknego, perfekcyjnego i zdrowego obiadku podam po prostu jajecznicę, którą chłopcy polewają obficie ketchupem, bo zwyczajnie nie mam siły na więcej. Wam to się nie zdarza? Jestem pewien, że tak.

Normalny człowiek, a nawet tak nienormalny jak ja, patrzy na te wszystkie fotki na Instagramie, filmiki na Youtubie, posty na Facebooku, teksty na blogach i wpada w kompleksy. No, bo jak to tak? Inni mogą mieć takie idealne życie, a ja nie? Otóż: nie, nie mają. Kłamią, udają, koloryzują. Zdjęcia kadrują, żeby nie było widać tego, co psułoby obraz. Opowiadają to, co chcą opowiedzieć, starannie przemilczając to, co nie pasuje do kreowanego wizerunku.

Fałszywe autorytety

Kolejna kwestia, która dotyczy blogosfery, to kompetencje. Otóż wielu blogerów próbuje uchodzić za ekspertów od wychowania. Patrzę więc sobie i myślę: Hm, człowieku, właśnie urodziło Ci się pierwsze dziecko, jakie masz doświadczenie w wychowaniu? A może chociaż masz wiedzę? No, kurczę, nie mówię, że masz doktorat z pedagogiki albo psychologii ze specjalizacją w psychologii rozwojowej, ale, proszę, powiedz chociaż, ile poważnych książek o wychowaniu przeczytałeś? Nic? No, to jakim cudem chcesz być autorytetem w sprawach wychowania?

Żeby było jasne: Ja rozumiem, że komuś rodzi się dziecko i chce opisywać swoje rodzicielskie doświadczenia. To jest super. Przecież sam opisuję swoje. Uważam, że takie przeżywanie rodzicielstwa jest naprawdę świetnym pomysłem – można dzielić się swoimi zachwytami i swoimi troskami, można dokumentować jak w pamiętniku, można porządkować swoje przemyślenia. Blogowanie o byciu mamą czy tatą jest świetnym pomysłem. Serio.

Czym innym jednak jest pisanie pamiętnika rodzica, a czym innym udawanie alfy i omegi, występowanie w roli autorytetu, udawanie specjalisty, gdy. się nim nie jest. Czytam czasem na blogach porady zdrowotne, dietetyczne i myślę sobie: Rany boskie, człowieku, jak możesz? Czy bierzesz odpowiedzialność za głupoty, od których lekarze, dietetycy, logopedzi czy pedagodzy wyrywają sobie z rozpaczy włosy z głowy?

My też, to muszę jasno zaznaczyć, piszemy oczywiście o wychowaniu. Ba! Piszemy wszak głównie o wychowaniu. I naprawdę nie chodzi mi o licytowanie się na to, kto ile książek przeczytał, ilu wykładów wysłuchał albo jakie ma tytuły naukowe, zwłaszcza że ja ich nie mam. Chodzi o coś zupełnie innego.

Używajmy rozumu

Nie tak dawno opisywałem pomysł, na który wpadłem, aby rozwiązać problem przemocy – bójek, którymi nasi chłopcy rozwiązywali spory między sobą:

Grywalizacja w domu, czyli słoik antyprzemocowy

Wyjaśniałem też w innym tekście, na czym polegał tzw. Test Marshmallow i jak wynikające z niego wnioski wykorzystałem, zachęcając naszego starszego syna do większego zaangażowania w szkolne obowiązki:

Test Marshmallow w naszym życiu

Można powiedzieć, że sam doradzam. To prawda. Ale jednocześnie chcę podkreślić ważną sprawę: To, że coś sprawdziło się w naszym domu, z naszymi domami, nie znaczy, że sprawdzi się w Twoim i z Twoimi dziećmi. To jest tylko jeden z wielu pomysłów. U nas zadziałał, świetnie, to nie znaczy, że należy go skopiować jeden do jednego i zastosować wobec Twojego dziecka. Ono jest odrębnym, osobnym człowiekiem, innym niż nasi chłopcy. Ty jesteś innym człowiekiem niż ja. Nie da się kopiować rozwiązań jeden do jednego.

To, co sprawdziło się u nas, może być dla Ciebie inspiracją, ale to Wy jako rodzice musicie sami ocenić, czy to się u Was sprawdzi i dostosować to do Waszej specyfiki – Waszej, Waszych dzieci, Waszej relacji.

Nie ufaj blogerom. Nie ufaj i mi. To nie znaczy, że masz polegać tylko na sobie. Lepiej uczyć się z książek i blogów niż na błędach, a jeśli na błędach – to lepiej na cudzych niż na własnych. Ale to Ty odpowiadasz za wychowanie Twojego dziecka. To Ty je znasz. To Ty znasz siebie. To ostatecznie Ty musisz zdecydować, jak postąpić, jakich metod użyć. I tak, popełnisz przy tym milion błędów. Blogerzy też je popełniają, tylko na ogół nie przyznają się do nich na blogach.

Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY