Tak na wszelki wypadek…

Wpis reklamowyJest wiele tematów, o których większość z nas woli nie myśleć i nie rozmawiać. Jednym z nich są ubezpieczenia, bo w samej ich istocie kryje się myśl, że coś złego może nas spotkać. Wrzesień z wywiadówkami i ubezpieczeniami szkolnymi zmusza nas do zajęcia się tym tematem, więc może warto spojrzeć nań z szerszej perspektywy?

Spróbujmy przenieść się w czasie, np. do średniowiecza. W mieście działa cech piekarzy. Pewnego dnia w piekarni jednego z nich wybucha pożar, ogień niszczy wszystko. Dla tego piekarza i jego rodziny jest to niewątpliwie tragedia – stracił nie tylko dorobek życia, ale i źródło utrzymania.

Cech zbiera się i zastanawia, co zrobić, by w przyszłości uniknąć takiej sytuacji. Wymyślają, że będą się składać na specjalny fundusz, z którego w razie pożaru będzie można wypłacić pieniądze i pomóc poszkodowanemu. Początkowo składają się po równo, ale z czasem postanawiają zrobić to bardziej sprawiedliwie. Na przykład właściciel piekarni murowanej płaci nieco mniej niż właściciel drewnianej, bo ryzyko pożaru u tego pierwszego jest mniejsze.

Wyznaczają kogoś, kto zbiera te składki, ustala ich wysokość, wypłaca odszkodowania, sprawdza, czy ktoś nie próbuje wyłudzić pieniędzy, a jednocześnie obraca nimi i dba, by nie zabrakło ich na wypadek tragedii. Tak, oczywiście w uproszczeniu, działają ubezpieczenia: płacimy jakąś składkę, by zabezpieczyć się, ograniczyć ryzyko i mieć pewność, że dostaniemy odszkodowanie, gdy stanie się coś złego.

Na przestrzeni wieków ubezpieczenia rozwinęły się. Ubezpieczamy się od odpowiedzialności cywilnej, na wypadek włamania, pożaru, powodzi, utraty pracy, choroby, śmierci, nieszczęśliwego wypadku. Możemy ubezpieczyć majątek, siebie, pewna aktorka ubezpieczyła nawet swoje nogi, a piosenkarka – pośladki. (Swoją drogą to ciekawe, że pośladki, a nie – struny głosowe, prawda?)

Nie lubimy myśleć o ubezpieczeniach i ja – przyznam uczciwie – też nie lubię. Gdy diagnozowano u mnie cukrzycę typu pierwszego i kiedy przechodziłem zawał serca, nie zrobiło to na mnie wielkiego wrażenia. Wtedy nie znałem jeszcze mojej żony i moich synków. Kiedy jednak parę lat później moja lekarka spojrzała na wyniki badań i wyraźnie zaniepokojona skierowała mnie na szybką ścieżkę diagnozy onkologicznej, byliśmy już z Magdą małżeństwem i miałem pod opieką dwóch małych chłopców. Wtedy rzeczywiście przestraszyłem się: Co będzie, jeśli mnie zabraknie? Na szczęście okazało się, że przechodziłem jedynie jakąś bardzo rzadką japońską chorobę zakaźną i żadnego nowotworu nie mam, ale myśl pozostała.

Ostatnio miałem okazję usiąść sobie z kilkuosobową silną ekipą z Compensy i porozmawiać o ubezpieczeniach. Z właściwym sobie wdziękiem zacząłem oczywiście od niezbyt taktownego pytania, a oni – ku mojemu zdziwieniu – wcale się nie obrazili i spokojnie na nie odpowiedzieli.

Zapytałem o unikanie wypłacania odszkodowań, bo to jest coś, o czym ludzie najczęściej mówią w kontekście ubezpieczeń. Wyjaśnili mi, że ubezpieczenia to działalność bardzo mocno regulowana prawnie i jeszcze mocniej nadzorowana przez państwo, więc pole do takich nadużyć jest niewielkie. W dodatku to się firmie ubezpieczeniowej nie opłaca, bo szkodzi jej wizerunkowi – w efekcie ludzie nie chcieliby się w niej ubezpieczać. Między innymi dlatego firmy nawet wykorzystują w reklamie informację o tym, ile wypłaciły odszkodowań. Ubezpieczenia to działalność, w której zyski liczy się w perspektywie nie kilku lat, ale kilkudziesięciu, więc nawet wypłacenie w jednym roku większej kwoty odszkodowań niż firma zebrała składek nie jest problemem.

Zapytałem też, co będzie, jeśli nie będę mógł płacić składek. Dziś moja sytuacja finansowa pozwala na to, by zdecydować się na ubezpieczenie, ale co jeśli stracę źródło utrzymania, z pieniędzmi będzie krucho? W przypadku ubezpieczenia na życie i dożycie, czyli tego, w którym równocześnie odkładam sobie pieniądze, mam wtedy do wyboru trzy możliwości. Mogę poprosić o wakacje składkowe, czyli ustalić z firmą ubezpieczeniową czas, np. rok, w którym mogę po prostu nie płacić składek. Oczywiście to wpłynie na czas trwania umowy, ale jest to najkorzystniejsze finansowo rozwiązanie, które daje mi czas na poprawę mojej sytuacji i powrót do opłacania składek. Jeśli stwierdzę, że nie ma szans, by moja sytuacja poprawiła się na tyle, że znów zacznę płacić, mogę poprosić o zmianę dotychczasowej umowy na umowę bezskładkową. Od tej pory nie będę już w ogóle płacić, a firma na podstawie już wpłaconych składek wyliczy nową sumę ubezpieczenia, nie zmieniając czasu trwania umowy. Trzecia możliwość to wypowiedzenie umowy – jest to opcja najmniej korzystna finansowo, ale też pozwoli odzyskać jakąś część pieniędzy.

Nie omieszkałem też spytać, jak to jest z tym dobieraniem ubezpieczeń. Nieraz słyszałem wszak, że dobry agent ubezpieczeniowy sprzeda człowiekowi każdą polisę, czy jest ona potrzebna, czy nie. To też jest mit. To znaczy, wierzę, że agenci są świetnie przeszkoleni w kwestii sprzedaży oczywiście, ale sprawa wcale nie jest taka prosta. Żeby kupić ubezpieczenie na życie trzeba spotkać się osobiście z agentem Compensy, który może oczywiście dojechać w dogodne dla nas miejsce. Takie spotkanie umawia się telefonicznie, jest rzecz jasna bezpłatne i do niczego nie zobowiązuje. W trakcie rozmowy agent przygotowuje analizę potrzeb klienta. Jest to wymagane przez prawo i zostaje potem w dokumentach. Dopiero na podstawie takiej analizy może zaproponować konkretne rozwiązania. Niektóre towarzystwa ubezpieczeniowe obchodzą ten wymóg ankietami online, ale w Compensie uważają, że rzetelną analizę można przygotować tylko w oparciu o osobistą rozmowę. Poza tym żaden agent ubezpieczeniowy nie chce, by klient wymówił polisę po miesiącu, wtedy bowiem traci wynagrodzenie, więc wolą sprzedać to, czego naprawdę potrzebujemy.

Przede wszystkim jednak rozmawiałem o mojej rodzinie, że są dla mnie ważni i, choć oczywiście chciałbym żyć z nimi długo i szczęśliwie, to chciałbym wiedzieć, jak mogę zabezpieczyć ich na ewentualność, że coś może mi się stać i że mnie zabraknie. O tym, że być może nie będę mógł pracować, a może będę potrzebował kosztownego leczenia. Jednocześnie myślę o tym, że kiedyś moi chłopcy dorosną i chciałbym zapewnić im dobry start. I tu pokazali mi dwie możliwości – różnią się od siebie, więc warto je omówić.

Pierwsze z rozwiązań to Gwarancja Ochrona OPTIMA. Jest to ubezpieczenie na życie, czyli rozwiązanie typowo ochronne. W największym uproszczeniu: ubezpieczam się na określony czas. Jeśli w trakcie trwania umowy umrę, to moi bliscy dostaną odszkodowanie, a jeżeli na przykład zdiagnozują u mnie chorobę śmiertelną, to pieniądze otrzymam ja jako osoba ubezpieczona. To jest to rozwiązanie, o którym warto pomyśleć, gdy chcemy zabezpieczyć swoich bliskich na wypadek, gdyby nas zabrakło.

Oczywiście tu mamy wiele różnych opcji. Możemy ustalać czas trwania umowy, czy suma ubezpieczenia ma być stała czy maleć w trakcie trwania umowy, wysokość składek. W trakcie trwania umowy możemy dopisać do niej kolejnych członków rodziny. Mamy też opcje dodatkowe, np. ubezpieczenie od pobytu w szpitalu, zdiagnozowania nowotworu złośliwego i jego leczenia, operacji chirurgicznej, nieszczęśliwego wypadku czy trwałego uszczerbku na zdrowiu w wyniku wypadku z wypłatą renty. Wśród klientów najbardziej popularnym ubezpieczeniem dodatkowym jest ubezpieczenie na wypadek poważnego zachorowania.


Przykładowa kalkulacja: Przy umowie zawartej na 15 lat (na potrzeby kalkulacji – dla mężczyzny w wieku 30 lat) i składce miesięcznej w wysokości 50 PLN suma ubezpieczenia wynosi odpowiednio 219.607 PLN na wypadek śmierci (wypłacane wskazanej osobie) i 109.804 PLN w przypadku wystąpienia u ubezpieczonego choroby śmiertelnej w okresie ubezpieczenia (wypłacane ubezpieczonemu).


Drugie rozwiązanie to Gwarancja KOMFORT, czyli tzw. ubezpieczenie na życie i dożycie. Ma ono w sobie element ochronny jak OPTIMA, ale też oszczędnościowy. O ile bowiem w przypadku OPTIMY mamy gwarantowane odszkodowanie w przypadku zdarzenia objętego ubezpieczeniem, to KOMFORT oznacza również wypłatę gwarantowanej sumy z chwilą zakończenia umowy. Inaczej ujmując: OPTIMA to samo ubezpieczenie, a KOMFORT – ubezpieczenie z oszczędzaniem.

Podstawowe ubezpieczenie obejmuje śmierć ubezpieczonego, zdiagnozowanie u niego choroby śmiertelnej oraz – co ważne – dożycie przez niego do końca okresu ubezpieczenia. Tu też mamy dodatkowe możliwości, które pozwalają dostosować umowę do swoich potrzeb. W przypadku Gwarancji KOMFORT, ze względu na tę gwarantowaną sumę, możemy też w trakcie trwania umowy zmieniać na umowę bezskładkową lub korzystać z wakacji składkowych. W przypadku Gwarancji Ochrona OPTIMA, jeśli przestajemy płacić składki, po prostu tracimy ochronę.

W tym roku nasz młodszy syn, Benio, poszedł do pierwszej klasy. Przed nim 8 lat nauki w szkole podstawowej i 4 lata w szkole średniej. Za 12 lat być może zechce pójść na studia, będzie myślał o usamodzielnieniu się. Mogę więc dziś zdecydować się na Gwarancję Komfort i odkładać pieniądze, by za te 12 lat móc przekazać mu uzbieraną sumę. Co ważne, firma ubezpieczeniowa wypłaci ją mi, jeśli do tego czasu dożyję oczywiście, więc, jeżeli Benio postanowi, że chce te pieniądze przepuścić na zabawę, to mogę mu ich nie dać i sam ruszyć w podróż dookoła świata. Gdyby zaś na przykład za 8 lat cegła spadła mi na głowę i mnie zabiła, to moja żona dostanie pieniądze z odszkodowania. Mam nadzieję, że Benio, licząc na środki na studia, nie pozwoli mamie spuścić mi cegły na głowę. :)

Mogę sobie też wyobrazić inną sytuację: Oto rodzi się dziecko. Rodzice decydują się na umowę na okres 7 lat. To oznacza, że przez 7 lat obejmuje ich ochrona, ale też dostaną odłożone w ten sposób pieniądze w ważnym momencie, gdy ich dziecko ma iść do szkoły podstawowej. Wiadomo, że wyprawka pierwszoklasisty to spory jednorazowy wydatek.


Przykładowa kalkulacja: 30-letni zdrowy mężczyzna podpisuje umowę na 15 lat. Świadczenie na wypadek śmierci wynosi 100.000 PLN, na wypadek zdiagnozowania choroby śmiertelnej 50.000 PLN, a suma wypłacana w przypadku dożycia do końca trwania umowy: 100.000 PLN. Wysokość składki miesięcznej wynosi 545,57 PLN.


Z ubezpieczeniami jest tak, że na ogół myślimy o nich wtedy, gdy ktoś nas do tego zmusi, np. jako właściciele samochodu przy opłacaniu OC i AC, albo po czasie, czyli kiedy wydarzy się coś złego, a my nie byliśmy ubezpieczeni. I nie lubimy o tym myśleć, o czym boleśnie przekonał się pewien premier, który powiedział – skądinąd zgodnie z prawdą – powodzianom, że przecież mogli się ubezpieczać. Jeśli nas zabraknie, to co prawda raczej nie będziemy mieli okazji żałować, że się nie ubezpieczyliśmy, ale za to nasi bliscy zostaną bez wsparcia finansowego. Ono nas im oczywiście nie zwróci, ale przynajmniej zapewni im bezpieczeństwo finansowe, a nam – przez cały czas życia poczucie, że o nich odpowiednio zadbaliśmy.

Chcesz dowiedzieć się więcej?
Kliknij tutaj

Tekst powstał we współpracy z firmą COMPENSA, częścią Vienna Insurance Group
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY