Kochamy Cię za to, że nie dajesz nam kar

Z okazji Dnia Ojca dostałem od moich chłopców prezent – przepiękny Słoik Miłości wypełniony zwiniętymi kartkami, na których moi synkowie napisali, za co mnie kochają. Jedna z nich przykuła moją uwagę szczególnie mocno.

Oczywiście, przyjdzie jeszcze czas na to, by wyjaśnić dzieciom, że nie kocha się „za coś”, ale raczej „pomimo czegoś”, kocha się „po prostu”, bo miłość jest bezinteresowna. Ale chwila odbierania prezentu nie była, jak sądzę, najlepszym momentem na takie pouczenia.

Na kartce, która zwróciła moją uwagę przeczytałem: „Że nie dajesz nam kar”. Faktycznie, staramy się nie stosować kar w wychowaniu. Czy to znaczy, że jesteśmy zwolennikami niesławnego „bezstresowego wychowania”? W żadnym wypadku.

Zacznijmy od tego, że nie istnieje coś takiego jak bezstresowe wychowanie. Wychowanie z definicji jest stresowe. Wychowanie to nic innego jak wdrażanie do norm kulturowych, które z założenia ograniczają człowieka – z definicji więc jest to stres, bo ograniczenia nie są czymś, co tygrysy lubią najbardziej. Wyznaczanie i egzekwowanie granic jest zawsze źródłem stresu. Już stary dobry Zygmunt Freud pisał, że kultura to źródło cierpień. Bezstresowy może być co najwyżej więc brak wychowania, czyli brak granic, brak norm. Tego u nas w domu z pewnością nie ma.

Wyznaczamy granice, obowiązują normy. Staramy się – jak umiemy – je egzekwować. Nie stosujemy jednak kar. Przekraczanie granic, naruszanie ustalonych norm ma jednak swoje konsekwencje. Ta metoda w pedagogice nazywa się „naturalne konsekwencje”. Dobra, z tą naturalnością bywa różnie. Ale po kolei.

Wielu rodziców nie wyobraża sobie wychowania bez kar. Tak nas uczono – kary i nagrody. Sprawiedliwie. Jeśli dziecko coś przeskrobie, powinno zostać ukarane. Nie chodzi mi tu o kary cielesne – te są zabronione przez prawo i coraz więcej rodziców na szczęście już rozumie, że stosować ich po prostu nie wolno. Ale wachlarz możliwości jest przecież szeroki.

Czym więc różni się jedno od drugiego? Dziecko połamało specjalnie nowe kredki. Możemy za karę odesłać je do jego pokoju, możemy odwołać obiecane wcześniej wyjście na lody albo dać szlaban na internet. Naturalną konsekwencją połamania kredek jest zaś po prostu ich brak. Połamałeś kredki? No, trudno, nie masz czym rysować, bo nie kupię nowych.

Inny przykład: Nie możesz pograć na konsoli, bo nie zrobiłeś tego, co do Ciebie należy (np. nie odrobiłeś pracy domowej). Odrobisz? Wtedy pograsz.

Gdy Fabian narobił sobie zaległości szkolnych, bo migał się od pracy i nie miał notatek w zeszycie, w konsekwencji musiał przepisać zeszyt od początku roku, uzupełniając wszystkie zaległe notatki i prace domowe. To oznaczało konieczność pożyczania zeszytów od kolegów. W jego głowie zrodziła się więc idea, że, jeśli nie pożyczy tych zeszytów, to nie będzie musiał ich przepisywać. No, jest w tym, przyznacie, pewna logika. Logika była jednak również w konsekwencji – dopóki nie nadrobisz zaległości, czyli nie przepiszesz zeszytów, tak ważnej dla ciebie przyjemności, jaką jest granie, nie będzie. Podziałało.

Pojawiają się jednak sytuacje bardziej skomplikowane, w których ustalenie tych negatywnych konsekwencji bywa trudne. Dziecko kłamie. Co jest konsekwencją? Ano, brak zaufania. Dziecko pobiło kolegę. Przecież nie pobiję teraz dziecka, żeby miało naturalne konsekwencje. Mogę sobie wyobrazić za to, że w związku z tym nie pójdziemy na te umówione lody. Dlaczego? Bo jest mi jako rodzicowi przykro i w konsekwencji twojego zachowania nie mam nastroju na lody.

Bardzo ważnym bowiem elementem jest rozmowa i właściwy dobór słów. Czasami nieświadomie stosujemy te naturalne konsekwencje, ale nazywamy je karą. Zamiast „za karę za to, że tak postąpiłeś” warto powiedzieć: „ponieważ tak postąpiłeś”. Drobna zmiana z pozoru, a bardzo istotna. I działa. Kartka ze Słoika Miłości jest świetnym na to dowodem – chłopcy sami wychwycili, że w domu nie ma kar.

Przeciwko karom na ogół się buntujemy. Kary, co udowodnili psychologowie z nurtu behawioryzmu, nie są skuteczne. Uodparniamy się na nie, więc wymagają ciągłego wzmacniania. Działają krótko, bo staramy się o nich zapomnieć. Działają, gdy karzący jest w pobliżu, bo gdy znika z pola widzenia, pojawia się od razu kombinowanie, że może się nie dowie o przewinie i uda się kary uniknąć. Konsekwencje przyjmujemy łatwiej i – o ile są spójne i logiczne – nie buntujemy się, dlatego dają większą szansę na skuteczność.

To nie znaczy, że wszystko jest proste, łatwe i przyjemne. Czasem trudno te naturalne konsekwencje wyznaczyć, trudno je wyegzekwować, trudno je objaśnić. Czasem nie działają od razu. Ale w dłuższej perspektywie – to się nam, rodzicom, opłaca. Nie tylko dlatego, że miło dostać taki Słoik Miłości.

Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY