Po co nam szkoła?

W zarządzaniu organizacjami, np. firmami, pewne rzeczy są już sprawdzone, przećwiczone i każdy, kto ma minimalne na ten temat pojęcie, wie, co i jak zrobić. Wie więc na przykład, że, zanim zacznie się ustalać środki i metody, najpierw należy określić cele. W sferze oświaty to jednak nie działa. A powinno.

Od wielu lat jesteśmy świadkami ciągłych zmian w systemie edukacji. Tworzymy gimnazja, likwidujemy gimnazja, zmuszamy sześciolatki do wcześniejszego pójścia do szkoły, rezygnujemy z tego pomysłu, dodajemy coś do listy lektur, usuwamy z niej, zmieniamy podstawy programowe, przepisy, dodajemy kolejne biurokratyczne pomysły. To znaczy – nie my, robią to politycy, czyli ci, którzy mają zarządzać państwem i poszczególnymi obszarami jego funkcjonowania. Problem polega na tym, że większość polityków nie ma pojęcia o zarządzaniu, a w dodatku ich myślenie ogranicza się do perspektywy najbliższych wyborów. Efekty widzimy i doświadczamy ich jako rodzice, a nasze dzieci jako uczniowie. Doświadczają ich też nauczyciele.

Możemy do woli dyskutować o tym, czy jakaś zmiana jest słuszna czy też jednak nie, ale nic z tych dyskusji nie wynika, bo nie zaczęliśmy od tego, od czego zacząć powinniśmy – od ustalenia celu. Jeśli nie wiemy, dokąd chcemy dojść, nie jesteśmy w stanie ustalić, czy idziemy dobrą drogą. Jasne, wyprawy w nieznane bywają bardzo fajne, ale wtedy, gdy bierzemy sami plecak i idziemy na wędrówkę, a nie – gdy mówimy o wieloletnich procesach, które dotyczą tak wrażliwej sfery jak wychowanie i edukacja naszych dzieci.

Zanim więc politycy zaczną fundować nam kolejne reformy, dobrze byłoby, gdybyśmy umówili się, czego my właściwie chcemy od systemu edukacji. Inaczej mówiąc: Kim ma być, co ma umieć, jakie posiadać kompetencje osoba, która z tego systemu wychodzi? Czego mają nauczyć się nasze dzieci? Określając to językiem biznesowym: Co ma być produktem systemu edukacji? Jeśli nie wiemy, czy chcemy produkować lampy czy sokowirówki, mamy marne szanse, że wyprodukujemy cokolwiek działającego. Wie to każdy, kto rozpoczyna działalność w biznesie. A w edukacji ta prosta prawda jest pomijana.

Podczas jednej z konferencji TEDx sir Ken Robinson, światowej sławy ekspert w dziedzinie edukacji, rozwoju kreatywności, innowacyjności i zasobów ludzkich, zwrócił uwagę na ważną sprawę. Mamy teraz rok 2019. Siedmiolatki, które właśnie rozpoczną edukację, skończą studia ok. 2035 roku i wtedy wejdą na rynek pracy. Na emeryturę przejdą ok. 2079 roku. Nie mamy pojęcia, jak będzie wyglądał świat za 5 lat, a co dopiero za lat 16 czy 60. Do życia w tym świecie mamy zaś przygotować nasze dzieci. Przyznacie, że to trochę utrudnia planowanie i wyznaczanie celów…

Pełne wystąpienie sir Kena Robinsona w wersji z napisami w języku polskim

Myślę o tym często, gdy wspominam swoje czasy szkolne. Mam już swoje lata. Gdy zaczynałem edukację, nikomu do głowy nie przychodziło, że będziemy mieli komputery – w pierwszej klasie pisania uczyliśmy się jeszcze, używając stalówek. Nikt nie śnił o smartfonach, smartwatchach, tabletach, inteligentnych lodówkach i internecie, bo na podłączenie stacjonarnego telefonu ludzie czekali po 15 lat. Mało kto wierzył, że dożyjemy demokracji, że będziemy bez problemu podróżowali po całym świecie, a po Europie – bez paszportu. Mogę tak wymieniać jeszcze długo, ale sens jest prosty: Świat zmienił się radykalnie. Żyjemy w innym świecie niż był wtedy i mało kto był w stanie to przewidzieć.

Myślę o słowach Kena Robinsona również w kontekście naszych chłopców. Fabian jest w czwartej klasie, Benio w tym roku pójdzie do szkoły. Jak będzie wyglądał świat, gdy dorosną. Do czego ich przygotować? Czego ich uczyć? Co będzie im pomocne w dorosłym życiu? Myślicie o tym w odniesieniu do swoich dzieci? Jestem pewien, że tak.

Nie wiem, jak wy, ale ja czuję się bardzo niepewnie. Chcę jak najlepiej wyposażyć dzieci, jak najlepiej przygotować ich do dorosłości, ale nie wiem, jak ta ich dorosłość będzie wyglądała. To rodzi we mnie niepokój i wiele obaw. W Was też?

Czy znajomość trygonometrii, zasobów naturalnych Zanzibaru oraz lektura „Dzieci z Bullerbyn” pomogą im przygotować się na to, co czeka moich chłopców za kilkanaście lat, gdy skończą już szkoły i będą szukać pracy, zakładać rodziny?

Skoro nie wiemy, co będzie, rozsądne wydawałoby się przygotowywać nasze dzieci przede wszystkim do samodzielnego radzenia sobie ze zmianami, kreowania ich, ale też dostosowywania się do nich. Czy nasz system edukacji to robi? Nie. Na razie cały czas wkłada się dzieciom w głowy encyklopedyczną wiedzę, którą mogą one sobie bez trudu znaleźć gdzie indziej.

Czy to znaczy, że mają nie mieć w ogóle wiedzy encyklopedycznej? W żadnym razie. Pytanie tylko, ile tej wiedzy i jaką należy im przekazać. Czy na pewno muszą wszystko zapamiętać? I tak przecież od lat uczniowie uczą się metodą „zakuj, zdaj, zapomnij”. Może lepiej rozbudzać w nich ciekawość i dawać im taką wiedzę, która temu właśnie służy? Niech uczą się szukać, uczyć – również samodzielnie, na odpowiednio dobranych przykładach (właśnie tu wchodzi wiedza tzw. encyklopedyczna).

Tu wracamy właśnie do problemu braku ustalonych celów. Jeśli nie zaczniemy od tego, będziemy mieli nadal ciągłe chaotyczne zmiany, bałagan i niewydolny system edukacji.

Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

POLECAMY



1% podatku, 100% wsparcia. Przekaż 1% podatku na fundację Lex Nostra.