Wzmacniam tylko pozytywnie

Większość poradników na temat wychowania kładzie ogromny nacisk na konsekwencję rodziców jako niezwykłą wartość i muszę przyznać, że od zawsze mnie to wkurzało. Tak rozumiana konsekwencja wiąże się głównie z metodami behawioralnymi, a te kojarzą mi się bardziej z tresurą niż z wychowaniem.

Gdy o tym myślałem, przed oczami stawały mi sceny z pewnego popularnego swego czasu programu telewizyjnego o wychowaniu, którego prowadząca, psycholog bardzo ukierunkowana właśnie na behawioryzm, doradzała rodzicom, jak rozwiązywać rozmaite problemy z ich dziećmi. Po jednej stronie drzwi płaczące dziecko, po drugiej – płacząca mama, a obok niej pani psycholog sącząca do ucha „musisz wytrzymać, musisz być konsekwentna, nie możesz odpuścić”.

Jednym z elementów takiej konsekwencji dla behawiorystów są tzw. wzmocnienia pozytywne i negatywne. Pozytywnie wzmacniamy pożądane zachowania dziecka, negatywnie – niepożądane. Brzmi ładnie. Nazywając rzecz po imieniu: nagradzamy lub karzemy. Stosujemy metodę kija i marchewki. I to też mi się nie podobało jako pomysł na wychowanie.

Wydawało mi się, że ważniejsze jest budowanie relacji, rozmowa, tłumaczenie, szacunek, zaufanie. „Ja do Ciebie z dobrocią, to i ty do mnie pewnie też”.

Gdy Młodszy Starszy zaczął sprawiać problemy wychowawcze, których tłem była szkoła, a sednem – kłamanie, próbowaliśmy więc rozmawiać, tłumaczyć, przekonywać, pokazywać. Sęk w tym, że to nie działało. My swoje, dziecko swoje.

Staraliśmy się wyciągać konsekwencje, ale brakowało nam konsekwencji – robiło nam się go żal, nam samym było źle, chyba bardziej nas bolało, gdy nie mógł grać na konsoli niż jego. Mieliśmy nadzieję, że już dotarło. Odpuszczaliśmy. Potem znów, ale czuliśmy, że nie działa, więc po co brnąć w sytuacje, które psują nastrój w domu…

On zaś brnął w swoje szkolne problemy i w kłamstwa, coraz sprawniej zresztą oszukując nie tylko nas, ale i szkołę. Aż w końcu doszło do konfrontacji, gdy odbyłem rozmowę z wychowawczynią, a potem z pedagog szkolną. Gdy dowiedziałem się, co nasz syn opowiadał w szkole, również o nas, włosy stanęły mi dęba na głowie.

Usiadłem więc razem z panią pedagog, a na szczęście w szkole pracuje bardzo fajna i kompetentna osoba, żeby wspólnie zastanowić się, co możemy razem jako dom i szkoła zrobić, żeby chłopakowi pomóc wykaraskać się z problemów, których sam sobie narobił. W tej rozmowie wspólnie wypracowaliśmy pomysły na to, co możemy zrobić, żeby po pierwsze mu pomóc, a po drugie – zmotywować go do zmiany postępowania. Część z nich oznacza, jak to określiła pani pedagog, „ściągnięcie cugli”.

I tak codziennie rano sprawdzam plecak, by mieć pewność, że zabrał do szkoły wszystko, co danego dnia jest potrzebne. Po powrocie ze szkoły sprawdzam zeszyty – czy są notatki i czy zapisał pracę domową. Mam potwierdzenie, bo po każdej lekcji syn musi podejść do nauczyciela, żeby ten podpisem na kartce potwierdził, że praca domowa jest zapisana poprawnie.Każda lekcja, z której ma notatki to 5 minut do puli grania, każda zapisana praca domowa – kolejne 5 minut. Jeśli praca domowa nie była zadana lub w czasie lekcji nie robiło się notatek (bo np. był sprawdzian albo chodzi o zajęcia z WF), doliczamy 3 minuty. Raz uzbierał 39 minut, innym razem 46. Bardzo skrupulatnie to liczymy.

Pani pedagog przypomniała mi przy tej okazji ważną lekcję, jaką dali nam behawioryści (to chyba jedyny pozytyw tego nurtu): wzmocnienia pozytywne działają lepiej niż negatywne. Nie karzemy więc za to, że nie zanotował pracy domowej, ale – nagradzamy, gdy to zrobił. I tu, nawet jeśli to nie jest zgodne z moim charakterem, konieczna już jest konsekwencja. I to działa!

Morał z tej historii można streścić w punktach:

  1. Rodzic nie musi zawsze być konsekwentny, ale są sytuacje, w których ta konsekwencja jest potrzeba i – co więcej – daje dziecku poczucie bezpieczeństwa (jest wszak wyrazem troski)
  2. Wzmocnienia pozytywne działają lepiej niż negatywne
  3. Warto współpracować ze szkołą – oni na ogół naprawdę chcą dobrze dla naszych dzieci, mają wiedzę, której nam, rodzicom, czasami brakuje, a poza tym patrzą na nasze dziecko z większym niż my dystansem. Razem możemy zdziałać więcej
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Jakub Śpiewak

Mąż, tata dwóch chłopców - Fabiana i Benia oraz dwójki dorosłych dzieci, dziadek jednego wnuka. Autor tekstów, grafik, fotograf i opiekun techniczny Mądrych Rodziców. Bloger znany jako Spesalvi. Prywatnie bawi się muzyką i fotografią, fan Mike'a Oldfielda i Sabatonu.
Jakub Śpiewak
Obserwuj

Latest posts by Jakub Śpiewak (see all)

1% podatku, 100% wsparcia. Przekaż 1% podatku na fundację Lex Nostra.