Przychodzi facet do sklepu…

Czytałam sobie ostatnio do kawy, śmieszne historyjki o tym, jak kobiety wysłały swoich mężczyzn po zakupy. Jeden miał kupić korzeń pietruszki, a przyniósł imbir. Inny miał kupić porcję rosołową, ale przyniósł do domu kostki i dziwił się, że to nie to samo. Kolejny znów miał nabyć śmietanę 36%, ale takiej nie było, zatem zaopatrzył się w dwa opakowania śmietany 18%. Większość nie rozumiała różnicy między pietruszką a koperkiem. To jest tylko kilka smaczków, a było tego o wiele więcej.

Gdy skończyłam się śmiać, to naszła mnie smutna refleksja, że tak naprawdę to wcale nie jest śmieszne. Dorosły mężczyzna, mąż, ojciec, który nie wie, jak wygląda pietruszka, nie jest wcale zabawny. Wiedza o tym, jak wyglądają warzywa, to poziom edukacji przedszkolnej.

Zadałam sobie pytanie: jak zostali wychowani ci mężczyźni, że nie potrafią zrobić podstawowych zakupów? Jak oni przeżyją bez kobiety, która to wszystko wie? Jak bardzo skrzywdziły ich matki?

W moim rodzinnym domu, odkąd pamiętam, mój tata co sobotę rano jeździł po zakupy na ryneczek z listą zakupów przygotowaną przez mamę. Kupował nabiał, pieczywo, warzywa. Nigdy zamiast ziemniaków nie przyniósł batatów, a zamiast ogórka bakłażana.

W moim obecnym domu, w rodzinie, którą sama założyłam, mąż także chodzi po zakupy. Co więcej, robi nie tylko zakupy spożywcze, ale kupuje mi także podpaski i kosmetyki, w tym tzw. kosmetyki kolorowe: eyeliner, tusz do rzęs. Jasne, przeważnie prosi, bym była dostępna by wysłać mi dla pewności zdjęcie, ale ogólnie nie ma problemu z tym by podjąć wyzwanie. Dziś np. kupił mi tonik do twarzy i maseczki do twarzy. Cóż, jestem przekonana, że gdybym większości mężczyzn powiedziała „kup mi tonik”, poszliby do działu z napojami.

Jako matka dwóch synów bardzo wzięłam sobie te wszystkie historie do serca. Póki chłopcy byli mali po prostu chodzili po zakupy ze mną, teraz wysyłam ich samych do sklepu. Gdy nadchodzi piątek, a więc nasz wieczór filmowy, to oni idą po popcorn, napój i chipsy. To oczywiście są zakupy proste, ale tu chodzi o nawyk robienia zakupów, umiejętność odnalezienia się w sklepie. Raz dostali za zadanie kupić fasolkę szparagową w słoiczku do obiadu. Przynieśli po bretońsku – nie szkodzi. Zjedliśmy. Chodziło o to, by spróļowali. Gdy wrócili, podziękowałam, powiedziałam, że nie o to do końca mi chodziło, ale mają się nie martwić. Tylko, że w tym wypadku fasolkę szparagową z fasolką po bretońsku pomylił dziesięciolatek, a nie trzydziestolatek. Dorosłemu mężczyźnie taką pomyłkę jakoś trudniej wybaczyć. Od ludzi dorosłych obu płci oczekiwałabym znajomości podstawowych produktów spożywczych.

Nie chcę wychować synów na mężczyzn, którym o pietruszce trzeba mówić „biała marchewka”, bo inaczej nie zrozumieją, co mają kupić. Chcę, by byli dla swoich życiowych partnerek podporą, a nie dzieckiem do niańczenia. Przede wszystkim jednak chcę, by wyrośli na ludzi samodzielnych, których nie przerastają zwykłe zakupy; którzy umieją ugotować, uprać, posprzątać, zadbać o siebie. Pragnę, by w kobiecie nie szukali kolejnej mamusi, a życiowej partnerki i przyjaciółki.

To od rodziców synów zależy, jakich mężczyzn spotkają wasze córki. A ja nie chcę się wstydzić, gdy wasza córka spotka Młodego Starszego albo Młodego Młodszego. To od rodziców synów zależy, jacy mężczyźni będą chodzić po świecie. Postarajmy się zatem, aby to byli mężczyźni zaradni, samodzielni, troskliwi.

Obserwuj

Magdalena Śpiewak

Szefowa at Mądrzy Rodzice
Mama dwóch chłopców - Benia i Fabiana, żona jednego męża - Jakuba. Wszechwładna szefowa Mądrych Rodziców, a zarazem autorka tekstów, opiekunka naszego Instagrama i Faceboooka. Blogerka znana jako Dziewczyna z obrazka. Kocha jednorożce, uwielbia tatuaże.
Obserwuj

Latest posts by Magdalena Śpiewak (see all)

POLECAMY