Drugie dziecko to nie dopełnienie pierwszego

Rozmawiałam kiedyś ze znajomą o ilości dzieci, jaką chciałybyśmy mieć. Trochę mnie zszokowało, gdy znajoma powiedziała, że chce mieć dwójkę dzieci, by jej pierworodna córka nie została w przyszłości sama. Co w tym szokującego, skoro wciąż wielu ludzi podchodzi tak do kwestii posiadania dzieci? Właśnie to – powszechność takiego podejścia.

Znacie tę mityczną szklankę wody, której nikt nie poda ludziom bezdzietnym na starość? Otóż tak jak ludzie z dziećmi nie mają pewności, że ktokolwiek szklankę wody im poda, tak rodzeństwo nie jest gwarancją braku samotności i silnych relacji przez całe życie.

Mam 3 siostry, w tym bliźniaczkę. Kontakt mam z JEDNĄ – najstarszą. Odwiedzamy się, kupujemy prezenty na urodziny, możemy na siebie liczyć w trudnych sytuacjach. Idąc tokiem myślenia „urodzę Ci wsparcie na przyszłość”, w najgorszej chwili mojego życia powinnam mieć wsparcie z trzech stron, a miałam tylko z tej jednej.

Czy to wina rodziców, bo nas tak wychowali? Nie. To niczyja wina. Rodzeństwo to odrębne byty. To ludzie z własnym charakterem, temperamentem, bagażem doświadczeń. To ludzie, z którymi zwyczajnie może być nam nie pod drodze, możemy ich nawet nie lubić. Bliższa nam może być przyjaciółka, bo przyjaciółkę wybieram sama, nawiązuję z nią relację, bo chcę. Z rodzeństwem wcale nie muszę chcieć.

„Ale to Twoja siostra, musicie sobie pomagać”. Nie mówcie, że nigdy tego nie słyszeliście w odniesieniu do własnego rodzeństwa. Tylko tu działa drugie powiedzenie: „rodziny się nie wybiera”. Nie jest ani moją winą, ani zasługą, że ktoś jest członkiem mojej rodziny i ten fakt nie sprawia, że muszę tej osobie w każdym momencie pomóc. Nie zrozumcie mnie źle, jestem jak najbardziej za pomocą innym, aIe nie okłamujmy się: chętniej pomagamy ludziom, których lubimy, którzy realnie są nam bliscy, a nie tym, z którymi łączą nas jedynie więzy krwi.

Czytając ten tekst można dojść do wniosku, że jest smutny. Jak to tak nie interesować się rodzeństwem, nie lubić go? Nie w tym rzecz. Z moich obserwacji wynika, że rodzeństwo, nawet jeśli nie jest ze sobą zżyte, to z uwagi na łączące ich pokrewieństwo i tak sobie pomaga, bo w końcu to brat lub siostra. Nie jest tak źle.

To, co chcę tym tekstem przekazać, to to, że nie możemy traktować drugiego dziecka jak dopełnienie życia tego pierwszego. Drugie i każde kolejne dziecko będzie żywą, odrębną jednostką, która może w życiu mieć nie pod drodze z jednostką pierwszą. Jako rodzice musimy zrobić co w naszej mocy, by dać rodzeństwu przestrzeń do budowania relacji. Tymczasem obserwuję i widzę, jak rodzice z góry zakładają, że ich dzieci będą się lubić, bo muszą się lubić, bo to rodzina. Ci sami rodzice do niczego nie zobowiązują. Mamy dwoje małych ludzi, którzy muszą się poznać i zbudować swoją relację. Może to być przyjaźń, ale równie dobrze wzajemna niechęć. Ta relacja będzie się zmieniać na przestrzeni lat, wraz z wekiem i kształtowaniem charakteru.

Nie zmusimy dzieci, by się kochały i przyjaźniły do grobowej deski, ale możemy uczynić wszystko co w naszej mocy, by tak się stało. Zacznijmy od indywidualnego traktowania każdego z nich.

Obserwuj

Magdalena Śpiewak

Szefowa at Mądrzy Rodzice
Mama dwóch chłopców - Benia i Fabiana, żona jednego męża - Jakuba. Wszechwładna szefowa Mądrych Rodziców, a zarazem autorka tekstów, opiekunka naszego Instagrama i Faceboooka. Blogerka znana jako Dziewczyna z obrazka. Kocha jednorożce, uwielbia tatuaże.
Obserwuj