Za ten błąd wychowawczy zapłaciłam złotówkami

Wpis reklamowyJako dziecko byłam całkowicie izolowana od spraw finansowych. Miało mnie to uchronić przed zamartwianiem się budżetem domowym, wszak były to sprawy i zmartwienia dorosłych. Rozumiem, co kierowało moją mamą. Sama jako dziecko była obarczana takimi problemami i obiecała sobie, że jej dzieci nie będą musiały dźwigać ciężaru problemów finansowych rodziców.

Plan się powiódł, nigdy nie martwiłam się, czy będziemy mieli co jeść, itp. Jednak jednocześnie kompletnie nie przygotował mnie do zarządzania budżetem. Dziś, jako osoba dorosła, wiem, jak ważna jest edukacja finansowa dzieci, a całkowita izolacja ich od finansów wyrządza takie same szkody, jak nadmierne obciążanie ich świadomością problemów finansowych.

Zaraz skończę 30 lat i właściwie dopiero uczę się zarządzać pieniędzmi. Do tej pory traktowałam je na zasadzie „jak są, to się wydaje”, no i wydawałam, bez sensu, bez żadnej refleksji, a później zostawałam z problemami finansowymi.

Żyjąc w ten sposób, bardzo szybko, bo na początku swojej dorosłości, dorobiłam się pierwszych kredytów, w tym w tzw. chwilówkach. Równie szybko dorobiłam się zadłużeń w ratach za te kredyty, bo pieniądze wciąż służyły mi głównie do impulsywnego wydawania. Nie musiałam długo czekać, by stanąć twarzą w twarz z firmą windykacyjną.

Kiedy w moim życiu pojawił się windykator, zrozumiałam, że tak dalej być nie może, że czas zapanować nad sobą i swoimi wydatkami. Miałam już dzieci i byłam za nie odpowiedzialna. To nie był czas na tonięcie w długach. Wieczne ponaglenia zakłócały spokój mojego życia. Najgorsze, co mogłam wtedy zrobić, to ignorować sytuację, postanowiłam zatem stawić jej czoła.

Jak się okazało, windykacja to nie jest diabeł rogaty. Z ulgą stwierdziłam, że jako klient KRUKa mogę dogadać warunki spłaty moich zadłużeń za pośrednictwem internetowej platformy e-kruk.pl. Ustaliłam dogodne dla mnie raty, miałam wgląd w postęp spłaty zadłużenia, a przede wszystkim uzyskałam spokój, bo czułam, że mam kontrolę nad tym, co się dzieje. Nie odbierałam już spanikowana poczty, bo na pewno czeka tam wezwanie do zapłaty.

Dzisiaj łapię się za głowę i zastanawiam, jak mogłam być tak głupia, by doprowadzić do takiej sytuacji i w wieku dwudziestu kilku lat mieć tyle długów. Była to dla mnie nauczka i bolesna lekcja zarządzania budżetem. Zrozumiałam też, że nie mogę izolować moich dzieci od pieniędzy i muszę je nauczyć, jak je wydawać. Na początku jednak sama musiałam się tego nauczyć.

Dlatego z moimi dziećmi prowadzę dziś otwarte rozmowy o pieniądzach. Bez marudzenia, bez straszenia, ale wyjaśniam, na co i kiedy możemy sobie pozwolić. Zabieram ich po zakupy, pokazuję, ile co kosztuje. Chłopcy dostają także kieszonkowe, by nauczyli się zarządzać tymi drobnymi sumami. Młody Starszy już dwa razy uzbierał na ogromne zestawy Lego, które kosztowały ponad 500 zł, a na które ja bym sobie nie mogła pozwolić. Podziwiam go. Dla mnie jako dziecka takie zbieranie w skarbonce było niedostępne, bo po prostu odkładać nie umiałam.

Jako społeczeństwo nie umiemy rozmawiać o pieniądzach, jako małżeństwa nie umiemy, z dziećmi też nie umiemy. Pieniądze traktujemy jako coś, przed czym dziecko trzeba chronić. Brak pieniędzy, a także bogactwo mogą zrobić człowiekowi krzywdę, to prawda, jestem tego żywym przykładem, dlatego tak ważne jest nauczenie dzieci panowania nad finansami – po to, by mogły żyć w spokoju. Nie w bogactwie, ale w spokoju, a długi i ich ściganie ten spokój zakłócają. Wiem coś o tym.

 

Wpis powstał we współpracy z firmą KRUK S.A.
Obserwuj

Magdalena Śpiewak

Szefowa at Mądrzy Rodzice
Mama dwóch chłopców - Benia i Fabiana, żona jednego męża - Jakuba. Wszechwładna szefowa Mądrych Rodziców, a zarazem autorka tekstów, opiekunka naszego Instagrama i Faceboooka. Blogerka znana jako Dziewczyna z obrazka. Kocha jednorożce, uwielbia tatuaże.
Obserwuj

POLECAMY