Mamo, zostaw moje rzeczy!

Nieustannie budzi we mnie złość i sprzeciw pewne zachowanie rodziców, a mianowicie – wyrzucanie rzeczy dziecka. Dziecka w każdym wieku, zarówno dwulatka jak i szesnastolatka. Jest to coś, czego kompletnie nie mogę pojąć.

W moim domu każdy ma swoją prywatną przestrzeń. Jest to biurko do pracy. Ja i mąż dzielimy tzw. pokój pracy, w którym każdy ma swój kąt i swoje biurko. Na biurku i w jego szufladach trzymamy rzeczy prywatne. Tak samo jest z naszymi dziećmi. Dzielą pokój, w pokoju każdy ma swoją strefę, również biurka, a w szufladach biurka rzeczy prywatne. Chłopcy, gdy wchodzą do naszego pokoju, nie mają prawa ruszać rzeczy, które w nim się znajdują, my zaś nie ruszamy rzeczy z ich pokoju. Dodatkowo to, co znajduje się w miejscach pracy, należy tylko do właściciela tego miejsca. Żeby to dokładnie zobrazować: Młody Młodszy może sobie wziąć w każdym momencie Lego, ale nie może wyciągnąć z szuflady brata figurek Pokemon, bo szuflada biurka to świętość.

Ten podział i takie funkcjonowanie ma nauczyć moich synów poszanowania prywatności. Mają nie tylko wiedzieć, że nie wolno im naruszać czyjejś prywatności, ale przede wszystkim tego, że mają prawo do własnej.

Czytam komentarze, słucham historii znajomych i dochodzę do wniosku, że spora część rodziców wciąż uważa, że dziecko ma szanować ich prywatność, ale oni prywatności dziecka już nie muszą. Stąd historie o wyrzuconych pod nieobecność dziecka ukochanych misiach (bo jesteś już za duża na misie), ulubionych ciuchach (bo były już zniszczone) i wiele innych podobnych historii.

Nie rozumiem, jak można podjąć za dziecko, w szczególności – nastolatka, decyzję o wyrzuceniu czegoś, bo nam się wydaje, że to już jest niepotrzebne. Warto nauczyć dziecka segregacji rzeczy, umiejętności wyrzucania, ale nie w taki sposób.

Raz w roku z synami robimy przegląd zabawek. Część odkładamy do oddania, zniszczone wyrzucamy. Od lat przed świętami Bożego Narodzenia siadamy i robimy zabawkowe porządki. Na początku moje dzieci najchętniej zostawiłyby wszystko, ale z każdym rokiem było pod tym względem coraz lepiej. Nigdy synów nie zmuszałam do wyrzucenia rzeczy. Zadawałam za to pytania: Czy będziesz się tym bawił? Kiedy ostatni raz się tym bawiłeś? Czy jesteś pewny, że już tego nie chcesz? Ostateczna decyzja o pozbyciu się jakiejś zabawki należy zawsze do moich dzieci.

Czasem korci mnie by zrobić chłopcom szybko porządek w kredkach, kolorowankach, książkach, czy klockach, ale tego nie robię, bo ja bym nie chciała, by ktokolwiek robił porządek w moich rzeczach, segregował mi je, a – nie daj Boże – wyrzucał.

Szanowanie rzeczy, prywatności i decyzji dzieci to szanowanie ich jako ludzi. Wciąż zbyt często oddzielamy dziecko od człowieka, jakby było osobnym gatunkiem, kimś, kogo nie wszystko co ludzkie dotyczy. Wciąż mówimy „to tylko dziecko” i uznajemy, że mamy prawo robić z nim i w jego otoczeniu coś, czego my sami dla siebie byśmy nie chcieli.

Szanując dzieci, uczymy ich szacunku do nas. Szanując ich rzeczy, uczymy ich szacunku do rzeczy innych. Nie dawajmy więc sobie prawa do wyrzucania i niszczenia ich rzeczy.

Obserwuj

Magdalena Śpiewak

Szefowa at Mądrzy Rodzice
Mama dwóch chłopców - Benia i Fabiana, żona jednego męża - Jakuba. Wszechwładna szefowa Mądrych Rodziców, a zarazem autorka tekstów, opiekunka naszego Instagrama i Faceboooka. Blogerka znana jako Dziewczyna z obrazka. Kocha jednorożce, uwielbia tatuaże.
Obserwuj

POLECAMY