Rodzicielstwo lenistwa

Tytuł jest nieco przewrotny i jest parafrazą znanego i lubianego „rodzicielstwa bliskości”. W rodzicielstwie lenistwa, nie chodzi bynajmniej o olanie własnego dziecka. Warto je praktykować, choćby po to by się wyspać.

Uwielbiam mieć dzieci, ale nie wszystko przy dzieciach lubię robić i nie uwierzę, że jestem jedyna. Nigdy nie lubiłam dzieci przewijać, chodzić na spacery z nimi lub kąpać. Jasne, uwielbiałam patrzeć na brzdąca szalejącego w wannie, ale szykowanie kąpieli, a później sprzątanie po niej było dla mnie jak kara. To normalne, że nie wszystko lubimy robić, nie tylko w rodzicielstwie, ale tak po prostu, w życiu.

Najbardziej na świecie nie lubiłam wstawać w sobotę rano. Choć dzieci już miałam na tyle duże, że przesypiały noce to jednak 7 rano w sobotę to nie najlepsza pora na pobudkę. Byłam budzona przez swoich chłopaków, bo chcieli śniadanie. Zwlekałam się z bólem z łóżka i je szykowałam aż w końcu wpadłam na szatański plan – niech naszykują sobie sami.

Spytałam wtedy sześcioletniego Młodego Starszego czy nie spróbowałby zrobić sobie śniadania sam. Pokazałam mu gdzie są płatki, gdzie mleko i zachęciłam by spróbował zrobić.

– A jak rozleję? – spytał nieco przestraszony
– To trudno, tu jest ścierka to wytrzesz

Synowi tak spodobało się samodzielne robienie śniadania, że zaczął szykować też bratu. Ja natomiast zaczęłam spać do bardziej ludzkiej pory.

Później przyszedł czas na naukę samodzielnego brania prysznica, ścielenia łóżka, szykowania sobie kolacji i wielu innych. Do tego by nauczyć dzieci tego wszystkiego poniekąd popchnęło mnie własne lenistwo, stąd właśnie nazwa „rodzicielstwo lenistwa”.

To nie tak, że zrzucałam na synów nagle wszystko, bo mi się nie chciało. Bacznie obserwowałam na co mogą być już gotowi. Jeśli okazywało się, że na coś nie są to wycofywaliśmy się. W większości przypadków jednak chłopcy radzili sobie świetnie. Najpierw pokazywałam jak daną rzecz zrobić, później pomagałam, a na sam koniec tylko obserwowałam i dopingowałam. Efekt jest taki, że mam samodzielne dzieci chętne do nauki nowych umiejętności.

Pamiętam, gdy ja i mąż pochorowaliśmy się. Ja miałam zapalenie ucha, on zapalenie płuc. Oboje mieliśmy prawie 40 stopni gorączki. Nagle Młody Starszy (tu miał już 9 lat) przyniósł mi herbaty. Stwierdził, że skoro jestem chora to powinnam napić się gorącej herbaty, nigdy wcześniej nie robił żadnych gorących napojów wiec od razu przeraziłam się, bo przecież mógł się poparzyć. On jednak czuł się całkowicie pewnie. Pewność nabył, bo na każdym etapie jego życia namawiałam go do prób mimo, że nie zawsze udawało się za pierwszym razem.

Obserwuje znajomych, którzy dosłownie wszystko robią za swoje dzieci, pytam dlaczego nie pozwolą na samodzielność. Często w odpowiedzi słyszę, bo: zniszczy, pobrudzi, wyleje, wysypie. Później natomiast jest zdziwienie, że „takie duże dziecko, a nie potrafi”. Nawet jeśli dziecko nabrudzi ucząc się robić sobie śniadanie to jest to świetna okazja by nauczyło się po sobie sprzątać. Jasne, to nie będzie idealny porządek, ale aby taki kiedyś był, dziecko musi ćwiczyć.

Kiedyś mi się nie chciało, byłam leniwą matką, która chciała po prostu się wyspać. Dziś nadal jestem leniwa, ale za to wyspana i mająca samodzielne dzieci, którym niestraszne nowe wyzwania.

Obserwuj

Magdalena Śpiewak

Szefowa at Mądrzy Rodzice
Mama dwóch chłopców - Benia i Fabiana, żona jednego męża - Jakuba. Wszechwładna szefowa Mądrych Rodziców, a zarazem autorka tekstów, opiekunka naszego Instagrama i Faceboooka. Blogerka znana jako Dziewczyna z obrazka. Kocha jednorożce, uwielbia tatuaże.
Obserwuj

Latest posts by Magdalena Śpiewak (see all)